Mechanizm jest prosty: gdy nie ma się recepty na lepszą przyszłość, najłatwiej skierować uwagę społeczeństwa na bolesną przeszłość. Nic tak skutecznie nie odwraca uwagi od bieżących kłopotów takich, jak emocjonalny spór o pamięć i symbole. Tak więc awantura o UPA i Wołyń zdominowała debatę publiczną, zresztą przy pomocy rosyjskich trolli, jak świetnie pokazała redaktor Anna Mierzyńska.
Czytaj więcej
Wypowiedzi niektórych ukraińskich historyków wskazują, że próbują tworzyć zmitologizowaną świadomość historyczną, wypierając, że działania OUN i UP...
Łatwiej odebrać komuś Order Orła Białego niż naprawić ochronę zdrowia
To zjawisko nie jest polską specjalnością. W Anglii obserwowałem spory o pomniki, w których nawet Winston Churchill znalazł się pod ostrzałem. Na Ukrainie burzono pomniki Lenina, a stawiano pomniki Stepana Bandery. We Włoszech trwa wojna o spuściznę „czerwonej” partyzantki walczącej z faszyzmem. Zmieniają się kraje i bohaterowie, ale mechanizm pozostaje ten sam.
Politycy wiedzą, że znacznie prościej odebrać komuś order niż naprawić ochronę zdrowia. Łatwiej odsłonić pomnik niż zbudować elektrownię. Łatwiej wygłosić patriotyczne przemówienie niż przygotować sensowną strategię demograficzną. Rozwiązywanie realnych problemów wymaga pieniędzy i kompetencji, a tego w polityce brakuje.
Problem w tym, że patriotyczne gesty nie skrócą kolejki do lekarzy. Pomniki nie zatrzymają zmian klimatu. Ordery nie zwiększą innowacyjności gospodarki. A płomienne przemówienia nie odstraszą agresywnego sąsiada. Wojny historyczne opierają się na błędnym założeniu, że ten, kto rządzi przeszłością, kontroluje przyszłość. Przyszłość jest jednak bezlitosna – nie interesują jej nasze spory o pamięć i symbole.
Czytaj więcej
Kiedy słyszę o tym, że niewdzięczni Ukraińcy eliminują Polaków z odbudowy, czuję irytację. Trzeba mieć ofertę, konkurencyjną propozycję i chcieć ją...
Polityka historyczna ma z historią tyle wspólnego, co astrologia z astronomią
Do prowadzenia polityki historycznej nie trzeba znać historii, bo polityka historyczna ma z historią tyle wspólnego, co astrologia z astronomią. Historia jest dyscypliną naukową. Jej zadaniem jest badanie źródeł, ustalanie faktów i próba zrozumienia przeszłości. Nie służy do produkowania obowiązujących mitów ani wystawiania politycznych świadectw moralności. Kanonizowanie jednych historycznych postaci jako bohaterów i potępianie innych jako złoczyńców nie jest zadaniem historyka. To zajęcie polityków.
Rozumiem, dlaczego politycy wolą prowadzić wojny o przeszłość. Znacznie mniej rozumiem nas, wyborców. Dlaczego po raz kolejny pozwalamy, by zamiast rozmawiać o tym, jak będzie wyglądała Polska za lat parę, wciągano nas w kolejne wojny historyczne. Cenę za to zapłacimy wszyscy.