Musiała wybuchnąć; a że padło na Tuska, to czysty przypadek. Równie dobrze mogło gruchnąć w Morawieckiego, Szydło, Kopacz, Kaczyńskiego, Marcinkiewicza, Belkę, Millera, czy kogo tam jeszcze…
Pokazać elektoratowi fikcyjną przyczynę zła
Wszyscy dobrze wiedzieli, jak i z jakich powodów gnije medycyna w Polsce, ale „reformowali” chory system wedle reguły stosowanej przez wszystkie rządy – od PRL po niepodległą Rzeczpospolitą – nie leczyć choroby serio, bo spadną nam słupki poparcia, za to odpowiedzialnością za niedomogi obarczać politycznych przeciwników. Po cichutku zaś dolewać do zepsutej maszynerii coraz więcej pieniędzy, jak łagodzącej zgrzyty oliwy.
Czytaj więcej
- Trzy średnie krajowe dla lekarza specjalisty to jest postulat, który pozwoliłby zachęcić lekarzy do przejścia z kontraktów, które nie są optymaln...
No i w końcu się rypło, bo musiało; na szczęście każdy rząd wie, że wobec niepowodzenia, trzeba szybko znaleźć kogoś, kto zarobił za dużo pieniędzy i rzucić gawiedzi na pożarcie. Dlatego tak potrzebni są rządzącym lekarze-milionerzy; ich szemrane zarobki i wyssane z palca faktury, by pokazać elektoratowi fikcyjną przyczynę prawdziwego zła.
Kombinacja polska – dyscyplina jeszcze nie olimpijska
Dlatego nie dziwię się przedstawicielom Naczelnej Izby Lekarskiej, którzy z niesmakiem opuszczali niedawne spotkanie z panią minister zdrowia, bo wynikało z niego, że jak tylko prezydent podpisze ustawę o internetowym śledzeniu zarobków lekarzy (a pewnie nie podpisze) i jak się ograniczy ich wysokość do 40 tysięcy miesięcznie za połówkę etatu, to już wszystko będzie dobrze.
Czytaj więcej
Po aferze z gigantycznymi zarobkami medyków rząd musiał pokazać, że odzyskuje kontrolę nad ochroną zdrowia. Zapowiedziane przez minister Jolantę So...
Pani ministra na pewno zna przyczyny katastrofalnej awarii jej systemu, ale jako polityk rządzącej partii, bardziej dba o słupki niż o prawdę. Powinna jednak wiedzieć, że kombinacja polska nie jest jeszcze konkurencją olimpijską (jak jest nią kombinacja alpejska), ale gdyby była, to złoty medal mielibyśmy gwarantowany. Każdy chce zarabiać więcej i dla średnio sprawnego kombinatora, wspomniany próg zarobków nie będzie przeszkodą. Jak słusznie napisał w internecie, prezes wspomnianej Izby: „z lekarzami żaden rząd jeszcze nie wygrał”. A lekarzy u nas dostatek: od wicepremiera Kosiniaka-Kamysza, przez posła Arłukowicza, senatorów Grodzkiego i Karczewskiego, aż po szeregowych członków rzeczonej Izby.
No i w końcu się rypło, bo musiało; na szczęście każdy rząd wie, że wobec niepowodzenia, trzeba szybko znaleźć kogoś, kto zarobił za dużo pieniędzy i rzucić gawiedzi na pożarcie.
Każdy lekarz przed dopuszczeniem do zawodu składa „Przysięgę Hipokratesa”, w której zobowiązuje się stawiać na pierwszym miejscu dobro pacjenta, a nie jakiegoś systemu lub partii. Co się stało z lekarzami? Co się stało z nami wszystkimi?