Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie jest drugie dno oskarżeń o blokowanie ukraińskich przesyłek na polskiej granicy.
PDlaczego eksplozje w kijowskich sortowniach wpłynęły na zaostrzenie kontroli paczek w Polsce.
- Na czym polega nowa forma rosyjskiego sabotażu z wykorzystaniem „płonących paczek”.
- Jakie groźne ładunki, w tym elementy bomby kumulacyjnej, przechwycono na terenie Polski.
Co kryło się za oskarżeniami szefa Ukrposzty, który zarzucił naszym służbom celnym blokowanie ciężarówek tej firmy na granicy z Ukrainą, przy wjeździe do Polski? Ministerstwo Finansów zaprzecza, by traktowało ją inaczej niż inne podmioty, a zasady kontroli są jednakowe dla wszystkich. Jednak – według informacji „Rzeczpospolitej” – po wybuchach przesyłek w sortowniach paczek w Kijowie, które miały miejsce w ostatnim czasie, służby wzmocniły czujność wobec przesyłek ze wschodu. Zwłaszcza odkąd Rosja wykorzystuje „płonące paczki” do akcji sabotażowych.
Czytaj więcej
Jesteśmy dumnym narodem i mamy swój próg bólu w sprawach, które dotyczą nas i naszych sojuszników - powiedział prezydent Karol Nawrocki, odnosząc s...
Nie było skarg ani protestów na „wielogodzinne” kontrole. Zaskakujący kontekst zarzutów
Jaka była sekwencja zdarzeń? Wieczorem, 19 czerwca prezydent Karol Nawrocki ogłosił decyzję o odebraniu prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego – na znak sprzeciwu po nadaniu przez niego ukraińskiej jednostce wojskowej nazwy „bohaterów UPA”. Nazajutrz, 20 czerwca Wołodymyr Zełenski we wpisie na platformie X poinformował, że odesłał zabrany mu order – za pośrednictwem prywatnej firmy kurierskiej (Nova Post). Zaraz po tym Ihor Smilianskyi, dyrektor ukraińskiej państwowej poczty, wysunął zarzuty pod adresem polskich służb celnych, że od dwóch miesięcy „blokują” ciężarówki Ukrposzty, prowadząc na granicy drobiazgowe kontrole – mają zatrzymywać jej busy i wynajdywać preteksty do wielogodzinnych kontroli. Przez co firma musiała zmienić trasę przewozu przesyłek, kierując je via Węgry i Słowację, z ominięciem Polski i „dwumiesięcznych opóźnień” na granicy. Smilianskyi zasugerował też, że prezydent Zełenski mógł z tych powodów odesłać order przez inną firmę, a nie państwową ukraińską pocztę.
Mamy prawo do wyrywkowych kontroli, prowadzimy analizę ryzyka, nasze typowania są oparte o naszą wiedzę i doświadczenie. Musimy sprawdzać, czy przewożony towar faktycznie odpowiada temu, jaki zdeklarowano.
Jak te stwierdzenia mają się do faktów? Ministerstwo Finansów wszystkim mediom odpowiada w tym samym duchu: niczego nie blokowano, a wszystkie kontrolowane pojazdy są traktowane tak samo.
„Na polskich przejściach granicznych z Ukrainą nie były i nie są podejmowane ani prowadzone wzmożone działania kontrolne ukierunkowane na towary Ukrposzty, nie miały również miejsca przypadki „blokowania” transportów przez Służbę Celno-Skarbową (SCS) lub wprowadzania jakichkolwiek ograniczeń w przewozie przesyłek ww. firmy”.
Ponadto, jak nam odpowiedziało MF, celnicy kierują się przepisami, a zadaniem KAS jest zapewnienie, „aby na obszar celny Unii Europejskiej (UE) wprowadzane były wyłącznie towary, których obecność nie zagraża życiu i zdrowiu ludzi, bezpieczeństwu publicznemu, środowisku naturalnemu, ani nie narusza interesów handlowych unijnych przedsiębiorców”.
Edyta Chabowska, rzeczniczka Izby Administracji Skarbowej w Rzeszowie odpowiada nam w podobnym duchu – zapewnia, że blokady ani jakiekolwiek ograniczenia w przewozie przesyłek Ukrposzty nie miały miejsca.
Również pytani przez nas pracujący bezpośrednio na granicy celnicy, ale także funkcjonariusze Straży Granicznej, nie przypominają sobie powtarzających się, uciążliwych kontroli pojazdów ukraińskiej poczty. – Gdyby to trwało dwa miesiące, byłby to czas na tyle długi, że takie działania nie przeszłyby bez echa, wywołałyby emocje i zniecierpliwienie tamtej strony – słyszymy.
– Mamy prawo do wyrywkowych kontroli, prowadzimy analizę ryzyka, typowania są oparte na naszej wiedzy i doświadczeniu. Musimy sprawdzać, czy przewożony towar faktycznie odpowiada temu, jaki zdeklarowano. Doświadczenie, czujność funkcjonariuszy mają tutaj kolosalne znaczenie – mówi nam Justyna Pasieczyńska, rzeczniczka KAS.
Czytaj więcej
Litewskie władze poinformowały o zatrzymaniu grupy osób podejrzewanych o organizację serii eksplozji w różnych krajach Europy. Śledztwo wskazuje, ż...
A jeden z celników podaje przykład z ostatnich dni: w transporcie wjeżdżającym do Polski, według dokumentów przewozowych miała być odzież, a jechał tytoń. – Żeby nie zadrażniać sytuacji, informacja o tym wykrytym przemycie nie znalazła się w komunikacie dla mediów – wskazuje funkcjonariusz.
Czy w ostatnich miesiącach przyłapano pojazdy Ukrposzty z przesyłkami innymi niż zadeklarowane lub z zawartością, która wzbudziła wątpliwości, albo była niebezpieczna? Nikt z naszych rozmówców takiej sytuacji sobie nie przypomina.
Jak słyszymy w KAS, nie było oficjalnych skarg ze strony Ukrposzty ani tym bardziej protestów na „nadgorliwe” kontrole. Co więcej, tematu „dwumiesięcznej blokady” na granicy nie opisywały ukraińskie media, przynajmniej te o większych zasięgach. Problem zaistniał w przestrzeni publicznej dopiero pod koniec czerwca, za sprawą oświadczenia dyrektora Ukrposzty i w kontekście zwrotu polskiego orderu przez prezydenta Ukrainy.
Kontrole są, bo jest przemyt. Ujawniany nawet w pojazdach „zaufanych”, jak karetki pogotowia
Jeśli są szczegółowe kontrole, to – jak zapewniają celnicy – uzasadnione. Ponieważ przemyt z Ukrainy wyhamował, ale nie zniknął. W ubiegłym roku służby udaremniły kontrabandę przez granicę towarów wartości 19,3 mln zł – rok wcześniej – na łącznie 20,1 mln zł – papierosy, alkohol, tytoń, samochody, ale też narkotyki czy broń. I bywa zaskakujący.
W czerwcu przez przejście graniczne w Korczowej wjechała do Polski karetka mająca przewozić pacjentów na leczenie do Niemiec – tak zapewniała kierująca nią 39-latka. – Po sprawdzeniu okazało się, że w bocznych schowkach ambulansu ukryte zostało 910 paczek papierosów – podawała Edyta Chabowska.
Czy kontrole ukraińskich pojazdów są prowadzone obecnie częściej i bardziej skrupulatnie – funkcjonariusze służb celnych i granicznych nie chcą oceniać. Faktem jest, że ich uwaga jest bardziej wyczulona, odkąd pojawiły się nowe zagrożenia: przesyłki z wybuchową zawartością, rozsyłane po Europie, z inspiracji rosyjskich służb.
Najpierw w październiku ubiegłego roku w centrum sortowania Ukrposzty w Kijowie wybuchła przesyłka z amunicją, raniąc pięciu pracowników. Jak podawała ukraińska Służba Celna, została nadana poza granice Ukrainy – do jakiego kraju, nie podano. Nadawca miał zostać ustalony. Do eksplozji doszło podczas kontroli paczki.
Już w tym roku, 5 czerwca, ukraińskie media podawały, że w terminalu pocztowym innego operatora, także w Kijowie doszło do podobnej eksplozji przesyłki – na nocnej zmianie, podczas sortowania – tyle, że z tragicznym skutkiem; zginął 59-letni pracownik – wybuch nastąpił w chwili, kiedy zdejmował ją z linii transmisyjnej, dwie inne osoby zostały ranne. Tamtejsze służby uznały to początkowo za akt terrorystyczny, ale później zarzut zmieniono na nielegalne obchodzenie się z bronią. Sprawcą miał być 35-letni Ukrainiec, urodzony w Donbasie. Jak pisał portal Ukrinform, mężczyzna wysłał nielegalnie zdobytą amunicję odłamkową (przeznaczoną m.in. do zrzucania z dronów) do swojego znajomego w Kijowie, ignorując zasady bezpieczeństwa.
Po tych incydentach w Ukrainie zaostrzono kontrole przesyłek. Ich zawartość jest prześwietlana za pomocą skanerów, sprawdzani bywają nadawcy.
Czytaj więcej
ABW skierowało do Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim akt oskarżenia przeciwko obywatelce Ukrainy Kristinie S., której zarzucono popełnienie...
Zaostrzenie kontroli, zwiększona uwaga służb odkąd przesyłki bywają używane do aktów sabotażu
Ujawnienie przesyłek z wybuchową zawartością w sortowniach Kijowa mogło zaostrzyć czujność polskich służb. Zwłaszcza odkąd przesyłki bywają używane do przeprowadzania aktów sabotażu, inspirowanego przez rosyjskie służby.
Portal Frontstory opisywał, jak grupy dywersyjne powiązane z rosyjskimi służbami, wysyłały np. z terenu państw bałtyckich przez Polskę, paczki z samozapalającymi się materiałami wybuchowymi. Taka przesyłka zapaliła się w centrum logistycznym DHL w niemieckim Lipsku w lipcu 2024 – zawierała urządzenie zapalające, w wyniku którego działania wybuchł pożar. Po tym zdarzeniu niemieckie władze ostrzegały przed kolejną formą rosyjskiego sabotażu: płonącymi paczkami.
Groźne przesyłki były ujawniane również w Polsce. W 2024 r. w ciężarówce na Mazowszu, zapaliła się jedna z paczek. Miała za tym stać międzynarodowa grupa sabotażowo-dywersyjna. Aresztowano cztery osoby.
Echem odbiła się sprawa paczki z elementami do konstrukcji tzw. bomby kumulacyjnej. Jak pisała „Rzeczpospolita” w jej nadaniu uczestniczył niejaki Igor R., „agent FSB ze stypendium polskiego rządu”, który w śledztwie przyznał się, że dla niej pracuje. Części do skonstruowania takiej bomby przywiozła z Ukrainy samochodem modelka, Kristina S. – w paczce była butelka z ciekłym nitroglikolem – bardzo silnym materiałem wybuchowym. W dwóch markerach ukryto wojskowe zapalniki elektryczne służące do inicjacji ładunku i spreparowany powerbank służący za urządzenie inicjujące.
Konstrukcja – jak informowało ABW – stanowiła tzw. bombę kumulacyjną. Paczkę znaleziono w lipcu 2024 r. w magazynach firmy kurierskiej w łódzkiem, gdzie mieści się hub logistyczny, pracownicy zainteresowali się nią, ponieważ była uszkodzona.
Czy jakieś przesyłki ukraińskiej poczty wzbudziły zainteresowanie polskich służb?
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego odpowiada nam, że „rozpoznaje i monitoruje wszelkie zagrożenia, które mogą godzić w bezpieczeństwo wewnętrzne Rzeczypospolitej Polskiej”. a kwestie dotyczące transportu przesyłek międzynarodowych, regulują stosowne przepisy celne, unijne oraz międzynarodowe konwencje.
„Należy dodać, iż z uwagi na pełnoskalową wojnę w Ukrainie polskie służby, w tym ABW, podejmują szereg działań nakierowanych na weryfikację potencjalnie niebezpiecznych sytuacji – dotyczy to również przesyłek, które trafiają do Polski z zagranicy” - wskazuje ABW. I dodaje, że tym zakresie Agencja współpracuje ściśle ze służbami podległymi MSWiA, m.in. ze Strażą Graniczną.
„Informacje dotyczące rozpoznawanych zagrożeń przekazywane są jednak wyłącznie właściwym organom, w trybie i na zasadach określonych w obowiązujących przepisach” - zaznacza ABW.