Sytuacja przy granicy wciąż eskaluje. Rosjanie ostrzelali we wrześniu pociąg jadący z Kijowa do Warszawy, w ubiegłym tygodniu rosyjski dron uderzył 4 km od granicy z Polską, w rejonie przejścia Dorohusk–Jagodzin, zaś kilka dni wcześniej rosyjskie drony zaatakowały stację paliw i skład pociągu towarowego w okolicy Jagodzina, 2 km od polskiej granicy.
Czytaj więcej
W grudniu 2025 r. listonosz wrzucił do skrzynki na listy w lesie pod Olsztynem rządowy „Poradnik bezpieczeństwa”. W środku była lista rzeczy do ple...
Dlatego w ubiegły piątek premier Donald Tusk powiedział podczas szczytu Karpackiej Inicjatywy Integracyjnej w Ukrainie: – Rosyjskie zagrożenie jest zagrożeniem dla nas wszystkich, nie tylko dla Ukrainy.
Rząd wskazuje, że Polska musi się przygotować na różne wyzwania związane z bezpieczeństwem, ale odpowiedź na pytanie o bezpieczeństwo żywnościowe Polski nie jest oczywista. Jest dobrze, ale tylko na czas pokoju, bo na czas konfliktów Polsce nadal brakuje strategii – eksperci alarmują, że w odróżnieniu od innych krajów europejskich, Polska nadal nie ma jednego ważnego dokumentu, który by jasno zarządzał, kto ma co robić w wypadku konfliktu i jak rząd chce wykorzystywać potencjał producentów żywności do zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego nie tylko wojska, ale też i ludności cywilnej.
Branża pyta rząd: co mamy robić w razie wojny?
– Być może są jakieś tajemne plany, ale my jako sektor nie mamy informacji na ten temat – mówi Agnieszka Maliszewska, prezes Polskiej Izby Mleka i jedyny przedstawiciel Polski w unijnej grupie „Europejski mechanizm gotowości i reagowania w przypadku kryzysów związanych z bezpieczeństwem żywnościowym" w Komisji Europejskiej. Ekspertka wskazuje na brak koordynacji współpracy rządu i prywatnego biznesu, co oznacza brak wykorzystania potencjału polskich firm. – Polscy przetwórcy żywności potrzebują informacji i współpracy ze stroną rządową i odpowiedzi na pytania, w jaki sposób ich zasoby będą użyte w czasie wojny, bez względu na to, czy to będzie wojna konwencjonalna, hybrydowa czy po prostu odcięcie od źródeł paliw i energii. Każdy z tych skrajnych scenariuszy wymaga współpracy z producentami żywności – mówi Maliszewska. – Natychmiast powołać trzeba zespół przy KPRM, który odpowiadać będzie za kontakt z przetwórstwem i przygotuje schemat działania, szybką strategię na potrzebę zaopatrzenia cywilów i wojska w żywność. A my jako branża musimy mieć gwarancje dostaw energii, paliw i gazu. O tym mówię od kilku lat i to jak krew w piach – dodaje ekspertka. W czasie swojej pracy z ekspertami z innych krajów z Brukseli widzi, że wiele krajów UE i nie tylko europejskich ma przygotowane całe scenariusze dostaw i produkcji żywności, nawet całe schematy zachowań strategicznych przedsiębiorstw. – Doskonałym przykładem jest Norwegia, gdzie 5-osobowa rada odpowiada za cały system reagowania na wypadek wojny, a każde przedsiębiorstwo jest doskonale przygotowane do tego czarnego scenariusza – tłumaczy Maliszewska.
Rząd przyznaje: strategia dopiero powstaje
Ministerstwo Rolnictwa przyznaje, że jednej strategii nie ma, ale prace nad nią trwają. – Od dłuższego czasu myślimy o strategii bezpieczeństwa żywnościowego. Trwają nad nią prace, to kwestia przyszłego planu pięcioletniego dla rezerw strategicznych – powiedziała „Rz” Małgorzata Gromadzka, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. – Były już spotkania w MRiRW na temat włączenia sektora prywatnego do infrastruktury krytycznej. Pracuję nad programem nawozowym, by nie zabrakło w tych dostawach nawozów i środków ochrony roślin. Mówimy też o dostawach prądu, musimy wzmocnić inwestycje w OZE, zwłaszcza w biogaz, by były stałe źródła energii. Mówimy o budowaniu spółdzielni energetycznych – mówi minister. Gorącym tematem w czasie ryzyka konfliktu, ale też np. w czasie pandemii przed pięcioma laty – były rezerwy strategiczne państwa. Stałym pytaniem jest, jaki powinien być stan tych rezerw, co ma być przechowywane, ale też w jaki sposób. Ministerstwo zaapelowało do rządu o zwiększenie poziomu rezerw surowcowych i produktowych, ale też, czego sektor spożywczy domaga się od pierwszych dni pandemii, włączenia do infrastruktury krytycznej prywatnych zasobów magazynowo-przechowalniczych, zakładów przetwórczych. Gromadzka wniosła też projekt ustawy dotyczący przechowywania rezerw przez spółki i zakłady państwowe, dla zadbania o ciągłość w przechowywaniu, wskazuje też na rolę edukacji, by mieszkańcy wiedzieli, jakie zasoby żywnościowe powinno się posiadać na wypadek sytuacji nadzwyczajnych i zadbać o zgrzewkę wody, tę edukację ma zapewnić nowelizacja ustawy o Głównym Inspektoracie Jakości Artykułów Rolno-Spożywczych. Wreszcie, resort widzi potrzebę też zadbania o to, „co do naszego kraju wpływa”. – Na granicy wprowadziliśmy dodatkowy instruktaż postępowania dla inspekcji jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych. Ale wnieśliśmy też pismo do MSWiA o możliwość przeprowadzania kontroli na terenie naszego kraju. Musimy być przygotowani na różne scenariusze – mówi Gromadzka.
W Sejmie Koalicja Obywatelska założyła przed tygodniem zespół parlamentarny ds. bezpieczeństwa żywnościowego. – Rozmawiamy tam o rezerwach, infrastrukturze krytycznej, informowaniu obywateli, budowaniu odporności, o zasobach wody, dostawach nawozów – mówi minister. Ironii dodaje fakt, że od 2 lat podobny zespół istnieje, zasiadają w nim tylko posłowie Konfederacji, zajmowali się jednak tylko chwytliwymi medialnie tematami, jak Mercosur i zanieczyszczenia żywności, spotkali się do tej pory zaledwie 3 razy, w październiku mają obradować o diecie planetarnej.
Żywności mamy pod dostatkiem. Słabością może być łańcuch dostaw
Póki co, bezpieczeństwo żywnościowe Polski należy do najlepszych na świecie. – Dziś poziom bezpieczeństwa żywnościowego można ocenić bardzo pozytywnie, Polska znajduje się w najkorzystniejszej grupie, wśród 20-25 krajów na świecie, jeśli chodzi o bezpieczeństwo żywnościowe – mówi „Rz” prof. Stanisław Kowalczyk, kierownik Zakładu Rynku i Bezpieczeństwa Żywnościowego SGH, który wskazuje, że Polska produkuje też o wiele więcej żywności niż jest w stanie sama skonsumować, eksportujemy ok. 40 proc. wytwarzanej żywności, a potencjał produkcyjny agrobiznesu jest wykorzystany od 65 do 90 proc., więc można go w razie potrzeby zwiększyć. Jednak jego zdaniem, nie jest możliwe zadbanie o bezpieczeństwo całego sektora rolno-spożywczego. – Jedyne, co ze strony państwa jest możliwe do zrobienia w obszarze bezpieczeństwa żywnościowego na wypadek konfliktu zbrojnego, to zapewnienie rezerw strategicznych podstawowych produktów spożywczych, jak zboża, mąki, cukru, czy mięsa i tłuszczów. Trudno jednak stworzyć strategię ochrony każdego zakładu przemysłu spożywczego, z uwagi na ich liczbę oraz rozproszenie przestrzenne – mówi prof. Kowalczyk.
Z tym mocno nie zgadza się Agnieszka Maliszewska, bo inne kraje w Europie mają całe scenariusze sytuacji związanych z reagowaniem na kryzys, łącznie z kryzysem wojennym. – Trzeba zrobić jak najszybciej inwentaryzację stanu wyjściowego, zobaczyć, jaką infrastrukturą dysponujemy, kto ma jakie magazyny, jakie powierzchnie, jak można z nich skorzystać, co można tam przechowywać. Wtedy można sprawdzić wydajność produkcji, ile potrzebujemy tej żywności na potrzeby armii i ludności cywilnej – mówi ekspertka. Zauważa, że dziś jedyne, co firmy raportują, to ile mają samochodów typu cysterny, co może być potrzebne dla wojska. – Potrzebujemy scharakteryzować firmy, które mogą się znaleźć w infrastrukturze krytycznej, w których regionach są, określić, jak się mają zachowywać na wypadek sytuacji kryzysowej, kto jest odpowiedzialny – wylicza prezes PIM.
Wreszcie, ekonomista Jakub Olipra zauważa, że choć na pierwszy rzut oka wszystko wygląda w porządku, szczególnie że poradziliśmy sobie w warunkach ostatnich szoków (COVID-19, atak Rosji na Ukrainę) i żywności nie zabrakło, to jednak system żywnościowy jest tak odporny jak najsłabsze ogniwo łańcucha dostaw. Wskazuje na kilka wrażliwych punktów – mamy deficyt śruty sojowej, jest potrzebna stale do karmienia drobiu, leki dla zwierząt i dodatki paszowe są produkowane głównie w Chinach, produkcja żywności w dużym stopniu zależy od energii, wreszcie, w łańcuchu dostaw jest sporo wąskich gardeł, jak centrów logistycznych sieci handlowych.