Reklama

KO chce wymienić komisarzy wyborczych i zmienić zasady wyboru posłów

Senatorowie KO wnieśli projekt głębokiej nowelizacji kodeksu wyborczego, przewidujący m.in. odwołanie wszystkich komisarzy wyborczych i zmianę liczby posłów, wybieranych w okręgach – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.
Orzedstawicielem wnioskodawców jest senator KO Waldy Dzikowski, współautor kodeksu wyborczego z 2011

Orzedstawicielem wnioskodawców jest senator KO Waldy Dzikowski, współautor kodeksu wyborczego z 2011 r.

Foto: PAP/Tomasz Gzell

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie zmiany w kodeksie wyborczym proponują senatorowie Koalicji Obywatelskiej?
  • Dlaczego Koalicja Obywatelska chce zmniejszyć liczbę komisarzy wyborczych oraz jakie kontrowersje to wzbudza?
  • Jakie zmiany w organizacji obwodów głosowania są planowane i dlaczego?
  • Czy i jakie zmiany w liczbie posłów wybieranych w poszczególnych okręgach przewiduje projekt nowelizacji kodeksu wyborczego?
  • Jak różnią się podejścia posłów i senatorów KO do zmian w prawie wyborczym?

Komisarz wyborczy to terenowy przedstawiciel PKW, który odpowiada za organizację wyborów na swoim terenie, w tym za powoływanie komisji obwodowych. Obecnie komisarzy jest 100. Koalicja Obywatelska chce zmniejszyć ich liczbę do 49, wymieniając obecnych na nowe osoby. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, to jeden z elementów głębokiej nowelizacji kodeksu wyborczego, którą złożyli senatorowie KO.

Projekt ma być odpowiedzią na kontrowersje wokół wyborów prezydenckich w 2025 r.

Projekt wpłynął 18 lutego, a przedstawicielem wnioskodawców jest senator KO Waldy Dzikowski, współautor kodeksu wyborczego z 2011 r. Powody złożenia projektu? Jak wynika z uzasadnienia, są nimi m.in. liczne protesty po wyborach prezydenckich w 2025 r. „Nieprawidłowości, które wystąpiły m.in. przy wydawaniu kart do głosowania oraz przeliczaniu głosów w wyborach prezydenta RP, a także sposób postępowania z rozpatrywaniem rekordowej liczby protestów wyborczych, zachwiały poczuciem bezpieczeństwa u obywateli oraz obniżyły poziom zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa” – czytamy.

Czytaj więcej

W SN już 54 tys. protestów wyborczych i trzy z nich zasadne. Czego dotyczą?

I rzeczywiście, niektóre projektowane zmiany mają usprawnić przeprowadzenie kolejnych wyborów. Senatorowie proponują np. zmniejszenie maksymalnej liczby mieszkańców, dla których tworzy się stałe obwody głosowania, z 4 do 3 tys. Tłumaczą to „zjawiskiem coraz częściej widocznym przy każdych przeprowadzanych ostatnio w Rzeczypospolitej wyborach, czyli tworzącymi się długimi kolejkami, powodującymi niepokój związany z obawą, czy wyborca zdąży w ogóle oddać głos przed zamknięciem lokalu”.

Reklama
Reklama

Senatorowie chcą też zwiększyć maksymalną liczbę członków w obwodowych komisjach tworzonych za granicą, tłumacząc to „stale rosnącym zainteresowaniem Polaków oddaniem głosu”. Proponują też, by członków komisji obwodowych mogły zgłaszać tylko komitety, które zarejestrowały kandydatów. Jak tłumaczą, wynika to z chęci uniknięcia sytuacji, jaka miała miejsce np. w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich. W rejestrze znalazły się 44 komitety i wszystkie zyskały dzięki temu prawo obsadzania komisji wyborczych, choć ostatecznie kandydatów na prezydenta zarejestrowało tylko 13 z nich.

44 komitety

zarejestrowały się w poprzednich wyborach prezydenckich.

Niektóre wprost przyznawały, że celem rejestracji było wprowadzenie swoich ludzi do komisji obwodowych i zapewnienie im 500 zł za dzień pracy.

Była szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak mówi „Rzeczpospolitej”, że ten ostatni postulat był zgłaszany przez Państwową Komisję Wyborczą w regularnych rekomendacjach zmian w kodeksie. – Podobnie jak zmniejszenie liczby wyborców w obwodach wyborczych, które stworzy bardziej komfortowe warunki oddawania głosu dla wyborców, a dla komisji łatwiejsze i rzetelniejsze wykonywanie obowiązków. Pamiętajmy, że obecnie wiele osób lekceważy obowiązek meldunkowy, co powoduje sytuacje takie jak w 2023 r. na wrocławskim Jagodnie, gdzie duża grupa wyborców postanowiła dopisać się do spisu wyborców, tworząc później gigantyczną kolejkę w swoim obwodzie – zauważa.

Czy propozycje senatorów KO są motywowane politycznie?

Inne propozycje zmian w kodeksie wyborczym mogą jednak budzić większe kontrowersje, w tym te dotyczące komisarzy wyborczych. Kiedyś było ich 49, jednak wskutek nowelizacji, wprowadzonej w 2018 r. przez PiS, ich liczbę zwiększono do 100. Wówczas też zerwano z zasadą, że komisarzem musi być sędzia, wprowadzając jedynie wymóg wykształcenia prawniczego.

Kim byli komisarze powołani za rządów PiS? Jak pisał w 2023 r. portal Oko.press: „To głównie beneficjanci »dobrej zmiany w sądach«. Sporo jest sędziów, którzy współpracują z resortem ministra Ziobry i podpisywali listy poparcia do neo-KRS”.

Na liście są głównie sędziowie, którzy za obecnej władzy awansują. To prezesi sądów z nominacji resortu ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, neo-sędziowie i osoby, które podpisywały listy poparcia dla kandydatów do neo-KRS. Głównie dla byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka, którego nazwisko pojawia się w aferze hejterskiej

portal Oko.press o komisarzach wyborczych, powołanych za rządów PiS

Reklama
Reklama

Ich pięcioletnia kadencja miałaby wygasnąć w 2028 r., więc już po najbliższych wyborach parlamentarnych. Projekt senatorów KO przewiduje jednak, że wygaśnie „z dniem wejścia w życie niniejszej ustawy”. Nowych kandydatów na komisarzy miałby zgłosić minister sprawiedliwości.

Dlaczego mają zostać odwołani? – Nie chodzi o kwestie personalne. Uważamy, że zwiększenie liczby komisarzy do 100 i rezygnacja z wymogu bycia sędzią były nieuzasadnione. Po prostu wracamy do starych zasad – uzasadnia senator Waldy Dzikowski.

Inaczej sprawę ocenia poseł PiS Ryszard Bartosik. – To zmiana stricte polityczna, której będziemy się sprzeciwiać. I w dodatku nieuzasadniona, bo odnośnie do pracy komisarzy wyborczych nie było większych kontrowersji. Wybory w 2023 r. potoczyły się po myśli obecnej koalicji, te dwa lata później już nie. Trudno zarzucić komukolwiek w procesie wyborczym jakąkolwiek stronniczość – dodaje.

Na tym jednak nie koniec zmian, które mogą budzić emocje. Senatorowie KO chcą też zmodyfikować liczbę posłów wybieranych w poszczególnych okręgach.

Zmiana liczby posłów, wybieranych w okręgach, jest od lat postulowana przez PKW 

Obecnie te liczby znajdują się w załączniku do kodeksu wyborczego. Możemy z niego dowiedzieć się np., że z okręgu wyborczego nr 8, obejmującego województwo lubuskie, wybiera się 12 posłów, a z okręgu wyborczego nr 17 z siedzibą w Radomiu – 9. I mimo zmian w poziomie ludności poszczególnych okręgów, związanych z demografią i migracją wewnętrzną, załącznik nie był modyfikowany od kilkunastu lat.

Czytaj więcej

Wybory do Sejmu i Senatu nie będą równe. Sejm nie zdąży tego zmienić
Reklama
Reklama

Z najnowszych zaleceń Państwowej Komisji Wyborczej wynika, że liczby wybieranych posłów należy zmienić aż w 23 z 41 okręgów. Jak tłumaczy PKW, zgodnie z Konstytucją wybory powinny być równe, takie jednak nie są, bo głosy wyborców w różnych okręgach mają różną wagę. Najbardziej poszkodowany ma być okręg Warszawa II, zwany potocznie „obwarzankiem”, w którym liczba wybieranych posłów powinna wzrosnąć aż o trzy.

Senatorowie KO proponują, by liczbę posłów wybieranych w okręgach określała Państwowa Komisja Wyborcza w drodze uchwały. – Obecnie zmiana załącznika wymaga nowelizacji kodeksu, co obejmuje całą ścieżkę legislacyjną w Sejmie, Senacie i podpis prezydenta. Chcemy, by o liczbie wybieranych posłów w okręgach decydowała po prostu matematyka. Uważamy, że matematyka jako królowa nauk nie powinna budzić żadnych emocji – mówi Waldy Dzikowski.

Chcemy, by o liczbie wybieranych posłów w okręgach decydowała po prostu matematyka

senator KO Waldy Dzikowski

Może być jednak inaczej, bo nieoficjalnie mówi się, że wśród posłów jest duży opór wobec zmian, co tłumaczyłoby, dlaczego załącznik nie był zmieniany od kilkunastu lat. W 2023 r. specjalista od systemów wyborczych prof. Jarosław Flis tłumaczył „Rzeczpospolitej”, że trudno ocenić, która partia zyskałaby na zmianie w liczbie wybieranych posłów. Jego zdaniem wieloletnia blokada przed dokonaniem zmiany ma inne przyczyny. – Działa prosty mechanizm psychologiczny. Strach posłów z okręgów, które miałyby stracić mandaty, działa silniej niż nadzieje tych, u których liczba mandatów miałaby wzrosnąć – tłumaczył.

Projekt senatorów KO częściowo dubluje projekt posłów KO

Kontrowersje może wzbudzić też inny przepis proponowany przez senatorów. Chcą, by w przypadku uznania protestu wyborczego Sąd Najwyższy mógł podjąć uchwałę o zmianie wyniku głosowania. Jednak nie będzie mogło to przełożyć się na zmianę wyniku wyborów, bo to – zdaniem senatorów – wymagałoby to już nowelizacji Konstytucji. Poza tym senatorowie chcą wprowadzić nową instytucję – sekretarza obwodowej komisji wyborczej, powoływanego spośród kandydatów zgłoszonych mu przez wójta.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

PKW o lajkowaniu postów w czasie ciszy wyborczej i nietypowej karcie do głosowania

Ten ostatni pomysł może zaskakiwać, bo projekt przewidujący stworzenie instytucji sekretarza wyborczego przewiduje też projekt, złożony przez posłów KO, który jest już w Sejmie. Jest tam również mowa o wprowadzeniu zasady takiej samej jak w projekcie senackim, zgodnie z którą członków komisji obwodowych mogły zgłaszać tylko komitety, które zarejestrowały kandydatów.

Dlaczego projekty posłów i senatorów KO częściowo się dublują? Poseł KO Mariusz Witczak, przewodniczący podkomisji stałej do spraw nowelizacji prawa wyborczego, zapewnia, że posłowie i senatorowie pracujący nad zmianami kodeksu wyborczego współpracują ze sobą i nawzajem się konsultują. – Różni nas natomiast filozofia działania. Senatorowie pracują nad szerszą koncepcją kodeksu wyborczego, my skupiamy się na bardziej punktowych zmianach. Nie ukrywam, że jestem rozczarowany prezydentami Dudą i Nowackim. Obaj wetowali dobrze uzasadnione i potrzebne zmiany w kodeksie wyborczym. Uważam, że drobniejsze, bardziej punktowe nowelizacje mają większą szansę na podpis prezydenta – dodaje.

Czy oznacza to, że szeroki projekt senatorów KO zostanie prawdopodobnie zawetowany? Waldy Dzikowski ma nadzieję, że nie. – W większości chcemy wrócić do rozwiązań, które były w kodeksie wyborczym przed 2018 r. i nie budziły kiedyś kontrowersji. Zresztą posłowie PiS sami głosowali za nimi w 2011 r. – zauważa.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Polityka
Co Polska wiedziała o ataku USA na Iran? „Rzeczpospolita" rozmawiała z wicepremierem
Polityka
Donald Tusk z apelem do Polaków: Kto nie musi, niech nie leci
Polityka
Nowy sondaż dla „Rzeczpospolitej”. KO na czele, ale Tuskowi brakuje głosów, żeby rządzić
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama