Projekt ustawy o dzierżawie rolniczej wzbudza dwojakie reakcje. Spotkał się on z krytyką ze strony rolników, lecz co do zasady eksperci chwalą kierunek zaprezentowanych zmian, które wzmacniają pozycję dzierżawców i wprowadzają konieczność zawierania tego typu umów na piśmie. Jednocześnie jednak wskazują na zagrożenia w postaci braku jakichkolwiek wymagań czy obostrzeń, w stosunku do tego, kto mógłby od rolników dzierżawić ziemię rolną. A to, np. zdaniem Krajowej Rady Notarialnej czy niektórych prawników agrarystów, rodzi ryzyko, że w ten sposób w długoletnie posiadanie ziemi będą wchodzić np. zagraniczne, w tym pozaunijne, duże fundusze.
Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że obecnie przy tego typu umowach dzierżawy ziemi rolnej, znajdującej się w prywatnych rękach, żadne takie ograniczenia nie funkcjonują. Podstawowa zaś różnica pomiędzy obecną sytuacją, a propozycjami zawartymi w projekcie polega na tym, że umowa dzierżawy ma mieć formę pisemną pod rygorem jej nieważności. Czy będzie to umowa sporządzona u notariusza, czy w obecności kierownika biura powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, to już będzie należało do decyzji stron. Dziś kodeks cywilny dopuszcza również formę ustną i w taki właśnie sposób zawierana jest większość tego typu umów. Proszę sobie wyobrazić, że według naszych estymacji od 2 do 2,5 mln z 18 mln hektarów jest dzierżawionych na podstawie umów zawartych w formie ustnej. Tak zawarte umowy nie chronią w żaden sposób dzierżawcy, któremu z dnia na dzień może być wypowiedziana umowa, co nie zachęca do inwestowania. Wręcz przeciwnie, takie warunki sprzyjają raczej nadmiernej eksploatacji ziemi.
To też powoduje, że taki rolnik nie może skorzystać z określonych programów modernizacyjnych czy rolno-środowiskowych obliczonych na kilka lat, ponieważ, by skorzystać ze wsparcia wymagane jest posiadanie ziemi na podstawie umowy pisemnej.
Inna sprawa, że ustna forma umowy bywa też wygodna dla samych dzierżawców. Bo albo doliczają do posiadanego areału ziemię dzierżawioną w ten sposób – na przykład starając się o dopłaty, a gdy stają do przetargu na dzierżawę ziemi państwowej, w której pierwszeństwo mają mniejsze gospodarstwa, wówczas nie wykazują dzierżawionej ziemi wskazując, że umowa została już wypowiedziana, co trudno zweryfikować.
To prawda, takie przypadki też bywają. Zdarza się nawet, że z wnioskiem o dopłaty bezpośrednie na ten sam grunt występuje zarówno właściciel, jak i dzierżawca. Dlatego właśnie zamierzamy sformalizować tę kwestię, określić obowiązki stron umów, zapewnić stabilność i równowagę.
Czytaj więcej
Gdy nie jest się rolnikiem indywidualnym, nabycie gruntu pod uprawę graniczy z cudem. Ale wydzier...
Nabywcą ziemi rolnej, poza wąsko określonymi wyjątkami dla spadkobierców, może być co do zasady rolnik indywidualny. W przypadku dzierżawców nie będzie żadnych ograniczeń. Powiedział pan, że obecne przepisy również ich nie przewidują, ale przecież państwo w tym projekcie proponuje wzmocnienie pozycji dzierżawcy. Będzie miał on prawo do poddzierżawy, także bez zgody właściciela gruntu, trudniej będzie też mu wypowiedzieć umowę.
Dość restrykcyjne ograniczenia dotyczą nabycia ziemi rolnej na własność. A przy dzierżawie nie dochodzi do przeniesienia własności. Nie będzie też tak, że wypowiedzenie umowy dzierżawy przed czasem będzie niemożliwe, ale też chcemy, by nie mogło to być dowolne. W projekcie określono jasne zasady, zarówno po stronie dzierżawcy, jak i wydzierżawiającego i zawarto enumeratywnie określony katalog przesłanek, kiedy wypowiedzenie umowy przed czasem będzie możliwe – np. gdy dzierżawca zalega z zapłatą czynszu za co najmniej sześć miesięcy, czy też używa przedmiotu dzierżawy rolniczej w sposób sprzeczny z tą umową lub z jego przeznaczeniem.