Mimo że wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance w tym roku do Monachium nie przyjechał, jego zeszłoroczne wystąpienie wybrzmiewa w stolicy Bawarii echem od dziś. Bo czymże innym jest deklaracja kanclerza Friedricha Merza w wystąpieniu inaugurującym konferencję, że „wojny kulturowe ruchu MAGA nie są naszymi wojnami”? Cała zresztą „godnościowa” mowa Merza była jedną wielką polemiką z doktryną Trumpa i jego polityką dekonstrukcji normatywnego porządku świata. Kanclerz Merz wyraźnie dystansował się do amerykańskiej polityki celnej i zapewnił, że Niemcy stawiają na wolny handel i światową kooperację. Politykę siły uznał za skompromitowaną, „My, Niemcy, wiemy, że świat, w którym liczy się wyłącznie siła, jest mrocznym miejscem” — powiedział. „Nasz kraj podążył tą drogą w XX w. aż do jej gorzkiego i złowrogiego końca”. Niemcy zdaniem Friedricha Merza są świadome ogromu potencjału militarnego, gospodarczego i technologicznego Europy. Dotąd kontynent rozwijał się pod skrzydłami relacji transatlantyckiej. Tyle że – co do tego wszyscy są zgodni – ten porządek się skończył. Można podążać ścieżką Ameryki Donalda Trumpa, albo bronić porządku zasad i wolnego handlu; kanclerz Merz uważa, że „Niemcy nie mają innego wyboru, jak iść naprzód poprzez budowanie sojuszy — oraz rezygnację z ograniczeń handlowych i protekcjonizmu.”
Czytaj więcej
W świecie rywalizacji potęg bez wsparcia europejskich sojuszników Stany Zjednoczone wkrótce dojdą...
NATO tak, ale musimy sami budować swoją obronność
W sferze obronności złudzenia też się skończyły. Europa wierzy w NATO i w sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, ale musi wzmacniać swój potencjał i w coraz większym stopniu brać odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo. Swoją drogą to nic innego, jak śmiała odpowiedź na oczekiwania Donalda Trumpa, przypomniane zresztą wczoraj na brukselskim spotkaniu NATO przez podsekretarza obrony USA Elbridge'a Colby’ego. Ten ostatni przypomniał, że jeszcze w 2025 pojawiło się ze strony europejskich liderów zobowiązanie, że „Europa przejmie wiodącą rolę w zakresie konwencjonalnej obrony Sojuszu”. „Nadszedł czas, aby wspólnie ruszyć naprzód i działać pragmatycznie. Mamy naprawdę solidne podstawy do współpracy partnerskiej, na rzecz NATO opartego na partnerstwie, a nie na zależności. To powrót do tego, do czego NATO służyło pierwotnie” – mówił w Brukseli Colby, ale w Monachium kanclerz Merz poszedł o dwa kroki dalej.
Czytaj więcej
Władze w Kijowie chcą, by Stany Zjednoczone zapewniły Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa w razie z...
Niemcy budują największą armię w Europie
Kanclerz podtrzymał zapewnienie, że Niemcy chcą stworzyć najsilniejszą armię konwencjonalną w Europie. Podkreślił, że Niemcy czują się odpowiedzialni za europejskich sojuszników i dlatego stawiają na przywództwo. To przywództwo nie ma być przy tym dominacją; czas hegemonów się skończył, niemiecka armia ma być filarem wspólnej obronności i stać na straży wspólnego europejskiego porządku. Przy okazji pojawił się nowy koncept wzmocnienia potencjału nuklearnego Europy; Friedrich Merz potwierdził, że prowadzi z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem rozmowy o „europejskim odstraszaniu nuklearnym”, choć w porozumieniu z NATO. Najmocniej – zdaniem komentatorów – w tym obecnego w Monachium ambasadora Janusza Reitera – wybrzmiała wypowiedź dotycząca końca wojny w Ukrainie i sugerowanych przez Emmanuela Macrona rozmów z Rosją.