Reklama

Tomasz Siemoniak: Chcemy rozmawiać z prezydentem. Nie czuję z jego strony złej woli

Problemem w naszych relacjach raczej nie jest zła wola Karola Nawrockiego, ale specyficzny dobór urzędników, szefa BBN i sposób realizowania misji, który nie ułatwia współpracy – mówi Tomasz Siemoniak, koordynator służb specjalnych, polityk KO.

Publikacja: 14.01.2026 18:51

Tomasz Siemoniak, minister, członek Rady Ministrów, Koordynator Służb Specjalnych

Tomasz Siemoniak, minister, członek Rady Ministrów, Koordynator Służb Specjalnych

Foto: tv.rp.pl

Czy służby specjalne w Polsce działają? 

Oczywiście, w każdej chwili, w każdej sekundzie. 

Jak informujemy w „Rzeczpospolitej”, polskie instytucje są numerem jeden hakerskich ataków w Europie. Atakowany najbardziej jest sektor rządowy, finanse, handel i usługi. 

To prawda i można sobie dopowiedzieć, z jakiej strony ataki przychodzą. Dla służb, w tym przypadku ABW, która odpowiada za bezpieczeństwo rządowych instalacji, rządowej informatyki, dla NASK-u, który odpowiada za sferę cywilną, walka z takimi zagrożeniami to chleb powszechny. Nie ma bardzo negatywnych skutków tych ataków.  

Czyli Polacy mogą czuć się bezpiecznie? 

Specyfika tego rodzaju wojny ma to do siebie, że ona toczy się w każdej chwili, każdego dnia. Mamy niezły system cyberbezpieczeństwa, budowany przez lata, dobrze dofinansowywany. Ci, którzy nas atakują, cały czas się uczą, wynajdują nowe sposoby ataków, mają na to środki, a stoją za tym najczęściej państwa. To odwieczny pojedynek tarczy i miecza, tylko w wydaniu cyfrowym. 

Jesteśmy dobrze chronieni – i jeśli chodzi o legislację, i środki przeznaczane na obronę. Gdy działania informatyczne mogą doprowadzać do blackoutów, paraliżować całe systemy, doprowadzać do paniki ludzi, kraść im pieniądze, to każda władza musi uważać, że walka z cyberatakami jest absolutnym priorytetem. W ostatnich dwóch latach nasza obrona jest skuteczna. 

Reklama
Reklama

Może prezydent również martwi się stanem państwa i bezpieczeństwa, skoro chce się spotkać w czwartek z panem oraz szefem MON i szefami służb?

Każdy z nas powinien troszczyć się o bezpieczeństwo państwa i każdy może mieć wkład w jego obronę. Chcemy rozmawiać z prezydentem o wszystkich zagrożeniach, które stoją przed Polską i o bieżącej sytuacji, w takim duchu, w jakim rozmawiali premier z prezydentem w ubiegły piątek. Bezpieczeństwo staramy się maksymalnie wyłączać z debaty partyjnej, codziennej walki politycznej.

  

Czytaj więcej

Donald Tusk po spotkaniu z Karolem Nawrockim: W tych sprawach jesteśmy tego samego zdania

Czego pan się spodziewa po spotkaniu z prezydentem? 

Merytorycznej rozmowy. Chcemy poinformować o tym, co się dzieje w służbach specjalnych, jak podchodzimy do kwestii finansowych, kadrowych. Ale przede wszystkim chcemy mówić o zagrożeniach. Ostatnie miesiące to są akty dywersji, wysadzenie torów kolejowych, działania szpiegowskie wobec Polski. To są wszystko rzeczy niesłychanie poważne i powinny być przedmiotem rozmowy. Prezydent od pierwszego dnia swojego urzędowania otrzymuje informacje ze służb, tak jak jego poprzednik.

Pałac Prezydencki twierdzi inaczej. Skąd problem komunikacji między tzw. dużym i małym pałacem?  

Mówmy o faktach. Jeżeli przedstawiciel prezydenta uczestniczy w posiedzeniu Komitetu Bezpieczeństwa i omawiana jest sprawa MIG-ów, to nie można tydzień później powiedzieć, że prezydent nic nie wiedział. Przedstawiciel prezydenta powinien zrobić notatkę dla Karola Nawrockiego lub pójść do niego i mu o tym powiedzieć. Źle, że te sprawy stały się publiczne, bo doświadczenie z Andrzejem Dudą i jego ministrami było takie, że gdy mieli wątpliwości, to sięgali pod telefon i wyjaśnialiśmy je. Nie trzeba było komunikować się przez media. 

Lepiej współpracowało się z administracją Dudy? 

Tak, ja się regularnie spotykałem z szefami BBN, podobnie premier Władysław Kosiniak-Kamysz. W sektorze bezpieczeństwa ta współpraca była bez większych zakłóceń. 

Reklama
Reklama

Odczuwa pan złą wolę ze strony prezydenta? 

Nie wiem, czy to jest zła wola, nie sądzę. Raczej specyficzny dobór urzędników, szefa BBN i sposób realizowania misji, który nie ułatwia współpracy. 

Co jest specyficznego w doborze szefa BBN? 

Na jego czele stoi osoba, która nie ma dostępu do informacji niejawnych i która od lat trudniła się hejtem, np. wobec mnie. Już nie mówię o raporcie, gdzie pan Cenckiewicz wskazał, że jestem jedną z osób, które nie powinny pełnić funkcji w obszarach bezpieczeństwa. Jestem gotów współpracować z każdym i mnie nie obchodzi, co kto o mnie myśli. Natomiast jeśli ktoś wybudował tak ogromnie złą emocję w tej relacji, to potem są tego skutki. Gdy świat drży w posadach, przepływ informacji, współpraca muszą być bez zarzutu. 

Czytaj więcej

Sławomir Cenckiewicz: Jest okazja, żeby odwiesić pobór do wojska

Sławomir Cenckiewicz mówi, że ma dostęp do tajemnic NATO, do informacji niejawnych, ma wszystkie potrzebne certyfikaty, poświadczenia. Uważa, że „tylko sektę obłąkanych” interesuje jego poświadczenie bezpieczeństwa.  

To jest wypowiedź, która nie przystoi ministrowi, szefowi BBN. Nie ma tak, że ktoś sam stwierdza, czy ma poświadczenie. Są dwie instytucje w Polsce, ABW i SKW, które to stwierdzają.

Szef BBN powinien zostać zmieniony?  

To nie jest moja decyzja. W komitetach bezpieczeństwa uczestniczą zastępcy pana Cenckiewicza, podobnie w kolegium ds. służb specjalnych, którzy mają wszelkie upoważnienia. Oni otrzymują też informacje niejawne. Otrzymują je minister Marcin Przydacz, minister Zbigniew Bogucki. Trzeba po prostu przestrzegać prawa. Nie jest moją rolą wyznaczanie, kogo prezydent nominuje na jakieś stanowisko.  

Czy Sławomirowi Cenckiewiczowi zostanie przyznane poświadczenie bezpieczeństwa?  

Jest sprawa, która toczy się w sądzie, została wniesiona kasacja. Również za rządów PiS nie było tak, że wyrok sądu automatycznie oznaczał przywrócenie poświadczenia – może oznaczać wznowienie procedury. Droga do uzyskania poświadczenia jest niesłychanie trudna. Jeśli sąd rozpatrzy kasację i uzna, że powinien mieć poświadczenie, to wtedy ABW zajmie się procedurą. Niezależnie od tego, dopóki nie ma wyroku sądu w sprawie ujawnienia planów obrony, Cenckiewicz mierzy się z podejrzeniem. Jest podejrzenie – nie masz dostępu. Państwo chroni swoje tajemnice. 

Reklama
Reklama

Prezydent w czwartek spotka się nie tylko z panem i wicepremierem Kosiniakiem-Kamyszem, ale również przedstawicielami służb specjalnych. Dlaczego wcześniej do takiego spotkania nie doszło?  

Powiem, jak było. Sekretariat prezydenta zadzwonił do sekretariatów szefów służb, zapraszając w październiku, na za trzy tygodnie, na spotkanie, wyznaczając godziny. Szefowie służb, po konsultacji ze mną, przekazali, że wymaga to zgody premiera i prosili, żeby o taką zgodę wystąpić. Gdyby szef Kancelarii Prezydenta napisał pismo do premiera, że prezydent chciałby się spotkać, to spodziewam się, że taka decyzja byłaby wtedy pozytywna. Tak nie zrobiono. Wysłano pismo zapraszające ponownie, nazwano to odprawą jednoosobową i dano do wiadomości premiera. Czyli nadal nie było to wystąpienie o zgodę. To są podwładni premiera. I tak jak premier nie wzywa ministra Przydacza do siebie czy ministra Boguckiego, tak prezydent nie może wzywać podwładnych premiera bez jego zgody.

Rozwiązaliśmy ten problem, nie ma co do tego wracać. Padło ze strony urzędników prezydenta wiele niepotrzebnych słów przy tej okazji. Z naszej strony jest wola współpracy. Służby specjalne nie podlegają prezydentowi, ale prezydent zgodnie z ustawami jest ważnym odbiorcą tych materiałów, ma prawo otrzymywać pełną wiedzę, ma prawo oczekiwać pewnych informacji, ma prawo być przygotowywany do pewnych działań. 

Ma prawo też odmawiać podpisywania wniosków o awanse oficerskie. 

Oczywiście, że tak. Ale ta sprawa, rozumiejąc logikę walki politycznej, jest bardzo zła dla kandydatów na oficerów, którzy przeszli kursy, procedury, zostali przygotowani i w ostatniej chwili dowiedzieli się, że podpisu prezydenta pod ich nominacjami nie będzie. Mam nadzieję, że uda się tę sprawę wyjąć poza polityczny nawias. Przecież to nie są polityczne osoby, ale funkcjonariusze, którzy chcą służyć Polsce i zasługują, żeby być oficerami. Mam nadzieję, że taki będzie efekt spotkania z prezydentem, ale to jest decyzja prezydenta. Może podpisać, może nie podpisać. 

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy zmieniają zdanie w sprawie przywrócenia poboru do wojska

A jeżeli chodzi o nominacje ambasadorskie, chociażby dla Bogdana Klicha i Ryszarda Schnepfa, nie wycofacie się z tych nominacji? 

Tym zajmuje się wicepremier Radosław Sikorski. Nie sądzę, żebyśmy o tym jutro mieli rozmawiać. Na pewno szef MSZ nigdy nie odmówi spotkania prezydentowi. Nie sądzę, żebyśmy się wycofali. Był w tej sprawie list upubliczniony przez ministra Sikorskiego, który wysłał do prezydenta po ich rozmowach kilkanaście tygodni temu i w ramach dobrej woli proponował pewne działania. Jeśli Klich budzi emocje, minister Sikorski zaproponował osobę, która żadnych kontrowersji nie budzi – wybitnego dyplomatę Jacka Najdera, który obecnie jest ambasadorem przy NATO.  

Reklama
Reklama

Ustawa budżetowa jest w rękach Karola Nawrockiego. Czego rząd się spodziewa? 

Liczymy, że zostanie podpisana. Patrzę na aspekt budżetu przez pryzmat bezpieczeństwa, rekordowe wydatki na obronę, rekordowe wydatki na służby specjalne. 

I rekordowe zadłużenie państwa… 

Jesteśmy w bardzo szczególnej sytuacji. Musimy się zbroić, musimy myśleć o bezpieczeństwie i budżet widzę jako element budowania bezpieczeństwa państwa, a nie rozgrywki politycznej. Każda złotówka w budżecie jest ważna, ale bezpieczeństwo jest absolutnie najważniejsze. 

A czy koalicja 15 października jest spójna? Jak wybór nowych władz Polski 2050 wpływa na koalicję? 

Wierzę, że jest spójna. Demokracja ma swoje prawa i zakręty. Jeżeli wybiera się demokratycznie szefów, to zawsze to wywołuje jakieś emocje i napięcia. Mam nadzieję, że koleżanki i koledzy z Polski 2050 szybko wyjdą z tego zawirowania. 

Czy byłoby dobrze, gdyby Szymon Hołownia pozostał szefem Polski 2050? Czy był sprawdzonym liderem partii koalicyjnej? 

Stabilność, integralność Polski 2050 ma ogromne znaczenie dla koalicji. Chciałbym, żeby każdy wybór, którego dokonają członkowie Polski 2050, to gwarantował. Szymon Hołownia to jest ktoś, kto jest sprawdzonym koalicjantem, uczciwie się zachowujący w bardzo różnych sytuacjach.  

Czytaj więcej

Wstrząs w Polsce 2050. Czy Szymon Hołownia wróci jednak do gry?
Reklama
Reklama

Czyli spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim nie zachwiało pańskim zaufaniem do Hołowni? 

W publicznym wymiarze wzbudziło wiele wątpliwości, ale rozmawiał o tym z premierem wielokrotnie, a także z innymi liderami koalicji. Mogę powiedzieć, że ta współpraca, a patrzę na obszar bezpieczeństwa, służb, legislacji, gdzie mam styk z marszałkami Sejmu, czyli wcześniej z marszałkiem Hołownią, była bez zarzutu. 

Czy politycy Polski 2050 mogliby się znaleźć na listach Koalicji Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych? 

W tym momencie to spekulowanie. Bardzo bym chciał, żeby Polska 2050 miała mocne notowania sondażowe i żeby miała wielu posłów w przyszłości. A jaką drogą pójdziemy? Dyskusja o jednej liście sprzed dwóch lat jest przedwczesna.  

Zakłada pan, że może być jedna lista na wybory parlamentarne? 

Niczego nie zakładam. To odwieczna dyskusja, co się bardziej opłaca. To są dyskusje, które prowadzimy. Temat jednej listy był bardzo mocno przez nas stawiany w 2023 r. Koleżanki i koledzy zdecydowali inaczej. Pytanie, czy w sytuacji, gdy nie wszyscy idą na jednej listy, to jest wtedy korzystne? Można sobie wyobrazić wspólną listę Lewicy z partią Razem. Ale czy Razem by weszło na wspólne listy z nami? Nie sądzę. Trzeba będzie patrzeć na optymalne rozwiązania. 

Czy optymalnym rozwiązaniem byłyby dwie listy: KO plus PSL i Polska 2050 oraz oddzielna lista lewicy? 

Nie chcę wyrokować. Optymalne będzie zwycięstwo demokratycznych partii koalicji obecnej, czyli więcej niż 50 proc. mandatów w Sejmie. 

KO prowadzi w sondażach. Czy będziecie dążyć do tego, żeby rządzić samodzielnie? 

Każda partia chce się wzmacniać i mieć jak najwięcej głosów. Natomiast to, czy się rządzi samodzielnie, zależy od wielu czynników, przede wszystkim od tego, ile punktów procentowych dostaje drugi i trzeci w wyborach oraz czy ktoś nie przepada pod progiem, tak jak w 2015 r. Lewica. To, że Lewica nie weszła do Sejmu, dało wtedy możliwość samodzielnego rządzenia PiS-owi. Wszyscy chcą się wzmacniać i wszyscy będą mówić, że chcą iść do wyborów samodzielnie. Rok przed nimi zacznie się ruch na scenie politycznej, wtedy powstają nowe partie, myśli się o jakichś koalicjach.   

Reklama
Reklama

Czy KO zakłada, że mogłaby współrządzić z Konfederacją? 

Nie sądzę, żeby to było na tym etapie możliwe. Różnice poglądów tutaj są tak duże, że trudno mi to sobie wyobrazić. 

A z częścią Konfederacji, czyli Nową Nadzieją Sławomira Mentzena, gospodarczo bliższą KO, moglibyście współpracować? 

Współpracować zawsze można. Współpraca jest możliwa dziś przy poszczególnych ustawach.  

Tomasz Siemioniak

koordynator służb specjalnuych, polityk PO, był m.in. ministrem obrony oraz administracji i spraw wewnętrznych  

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Tomasz Siemoniak o fali cyberataków na polskie instytucje: odwieczny pojedynek tarczy i miecza
Polityka
Jarosław Kaczyński szuka kandydata na premiera. Chce rozegrać Konfederację?
Polityka
Zbigniew Ziobro na Węgrzech. Używa ChatGPT, by wyjaśnić, dlaczego nie wraca
Polityka
Fogiel o azylu Ziobry: Żurek fantazjuje o przywożeniu kogoś w bagażniku
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama