Reklama

John Polga-Hecimovich: Wenezuela może się stać nowym Wietnamem

Delcy Rodríguez musi zadowolić tak Amerykanów, jak antyamerykańskie siły zbrojne w kraju. Jeśli straci kontrolę nad Wenezuelą, Stany mogą być zmuszone do długotrwałej interwencji zbrojnej - ostrzega John Polga-Hecimovich, wykładowca waszyngtońskiej US Naval Academy i autor książki „Authoritarian Consolidation in Times of Crisis: Venezuela under Nicolas Maduro”.

Publikacja: 13.01.2026 04:30

John Polga-Hecimovich: Wenezuela może się stać nowym Wietnamem

Foto: REUTERS/Fausto Torrealba

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie czynniki mogą wpłynąć na ewentualną interwencję USA w Wenezueli?
  • Dlaczego administracja Donalda Trumpa podejmuje określone działania wobec Wenezueli?
  • W jaki sposób sytuacja w Wenezueli jest postrzegana w kontekście międzynarodowym, zwłaszcza przez UE?
  • Jakie są konsekwencje polityki USA wobec krajów Ameryki Łacińskiej?
  • Czy porwanie Nicolása Maduro może wpłynąć na stabilność regionu?
  • Jakie możliwe scenariusze mogą się rozwinąć w przypadku upadku reżimu w Wenezueli?

Donald Trump ma plan na Wenezuelę czy też działa pod wpływem impulsów, a Nicolása Maduro kazał porwać być może po to, aby dorównać Barackowi Obamie, któremu udało się doprowadzić do likwidacji Osamy bin Ladena? 

Administracja Trumpa nie ma całościowej strategii działania wobec Wenezueli. Trzeba raczej mówić o kolejnych, taktycznych ruchach. Najpierw posłanie marynarki wojennej w rejon południowych Karaibów. Gdy to nie przyniosło oczekiwanych efektów, likwidacja małych, wenezuelskich kutrów. Dalej groźby inwazji lądowej. Potem przejęcie działających w ukryciu tankowców floty cieni. No i w końcu porwanie Maduro. Niektóre źródła w administracji Trumpa twierdzą, że prezydent Wenezueli chciał na poważnie podjąć negocjacje. W Białym Domu miał ostatecznie paść rozkaz przejęcia Maduro, gdy ten na jednym z wieców zaczął tańczyć i śpiewać „pokój, nie wojna!”. Trump uznał, że w ten sposób wyśmiewał USA. To byłaby więc kropla, która przelała czarę goryczy. Bo owszem, plan zatrzymania Maduro był przygotowany od października. Ale niemal do ostatniego momentu chodziło tylko o jedną z wielu możliwych opcji działania.

Jakich efektów oczekiwał Trump?

Mówił o tym otwarcie. To są trzy rzeczy. Po pierwsze powstrzymanie przemytu narkotyków. Dalej ograniczenie emigracji i przyjęcie z powrotem przez Caracas Wenezuelczyków, którzy już osiedlili się w USA. No i najważniejsze: kontrola nad wenezuelską ropą.

Czytaj więcej

Wenezuela po ataku USA: Ropa dla Stanów Zjednoczonych zamiast wolności?

Tu nie chodzi więc o wprowadzenie w życie nowej Narodowej Doktryny Bezpieczeństwa. Podział świata na strefy wpływów?

Owszem, niektórzy członkowie administracji tak to widzą. Uważają, że półkula zachodnia należy do USA, a Chiny i Rosja muszą się stąd wycofać. Ale dopiero przyszłość pokaże, czy faktycznie ta wizja zostanie wprowadzona w życie. Moim zdaniem porwanie Maduro otworzy drogę do kolejnych amerykańskich interwencji w Ameryce Łacińskiej. Trump wspomniał o uderzeniu w meksykańskie gangi narkotykowe, groził Kolumbii i Kubie.

Reklama
Reklama

W poniedziałek przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podpisuje w Paragwaju umowę o wolnym handlu między Mercosurem a Unią Europejską. To nie jest sygnał, że Ameryka Łacińska wcale nie jest wyłączną strefą wpływów USA?

Ameryka Południowa, w szczególności ta jej najbardziej południowa część, zawsze była bardziej związana z Europą niż z USA. W końcu z Waszyngtonu jest równie daleko do Buenos Aires co do Moskwy. Wymiana handlowa Stanów z Brazylią, Argentyną czy Paragwajem jest relatywnie niewielka. Brazylijska wołowina konkuruje z amerykańską.

Działania Trumpa mogą zwielokrotnić nastroje antyamerykańskie w krajach Ameryki Łacińskiej?

Nacjonalistyczny populizm ma to do siebie, że prowadzi do polaryzacji społeczeństw nie tylko w kraju, z którego się wywodzi, ale i za granicą. Owszem, jedna część społeczeństwa w Salwadorze, Argentynie, Ekwadorze czy Wenezueli wspiera Trumpa. Ale nawet tam pozostała część społeczeństwa go nienawidzi. prezydent USA jest taką postacią, wobec której nikt nie może przejść obojętnie. Testem na nastroje w Ameryce Łacińskiej będą wybory prezydenckie w Kolumbii w maju. Do tej pory wydawało się, że obecny lewicowy przywódca kraju Gustavo Petro nie ma szans na utrzymanie się u władzy. Jednak od porwania Maduro to zaczyna się zmieniać.

Stany prowadzą wojnę z narkotykami (War on Drugs) od przeszło pół wieku. Bez skutku: meksykańskie kartele są silniejsze, niż kiedykolwiek…

Nie twierdzę, że Trump odniesie tu sukces. Biały Dom uważa jednak, że kluczem do ograniczenia biznesu narkotykowego w Stanach jest powstrzymanie podaży. Mniejszy akcent kładzie na powstrzymanie popytu, leczenie uzależnionych. Trzeba jednak przyznać, że od kiedy Chiny zgodziły się na powstrzymanie dostaw fentanylu, liczba zgonów w USA z przedawkowania spada.

Czytaj więcej

Czy Wenezuela stanie się imperium Trumpa?

Wenezuela praktycznie nie odgrywa jednak żadnej roli w przerzucie kokainy do USA.

Zgadza się. Ale w styczniu ludzie z demokratycznej opozycji związani z Marią Coriną Machado spotkali się z przedstawicielami administracji Trump i przekonali ich, że owszem, gang Maduro odgrywa tu rolę kluczową. Chcieli w ten sposób przekonać Biały Dom do interwencji w Wenezueli.

Trump zapowiedział, że zacznie bombardować Meksyk, aby powstrzymać przemyt narkotyków. Tylko co on chce w ten sposób zniszczyć?

Trudno powiedzieć. Może Culiacán, gdzie mieści się siedziba kartelu Sinaloa? Produkcja narkotyków jest w Meksyku skrajnie zdecentralizowana, gangi są bardzo elastyczne. Nawet kiedy Amerykanie chcieli pojmać w Kolumbii Pablo Escobara, nie bombardowali tamtejszych gangów.

Reklama
Reklama

Niełatwo też zrozumieć, jak wenezuelscy migranci zaczną wracać do kraju, dopóki będzie panować tam nędza. A utrzymanie obecnego reżimu oznacza, że na rozwój nie ma co liczyć.

Też tak to widzę. Tylko że tu nie chodzi o dobrowolny powrót. Steven Miller, doradca Trumpa, chciał doprowadzić do konfliktu z Wenezuelą, aby możliwe było uruchomienie przepisów o obowiązkowej deportacji. Biały Dom wdraża bardzo radykalną politykę migracyjną. Szkoli nowe zastępy funkcjonariuszy Urzędu Celno-Imigracyjnego (ICE), aby przechwytywali ludzi siłą na ulicach.

Darren Woods, prezes najpotężniejszego koncernu paliwowego USA, ExxonMobil, uznał, że nie da się inwestować w Wenezueli. Jego zdaniem konieczne są gwarancje prawne, których nie będzie, dopóki junta pozostanie u władzy w Wenezueli.

Trump widzi to inaczej. Uważa, że najważniejsze są w Wenezueli porządek i stabilność, które jego zdaniem może zapewnić tylko obecny reżim. Demokracja kojarzy mu się z chaosem. Trump wyobraża sobie, że chaviści stworzą warunki dla amerykańskich inwestycji podobne do tych, jakie oferują autorytarne reżimy Zatoki Perskiej: Arabii Saudyjskiej czy Kataru. Dodatkowo amerykański rząd miałby udzielić gwarancji dla koncernów naftowych, które zaangażują się w Wenezueli.

Czytaj więcej

Nicolás Maduro schwytany. Ale junta przeżyła

To może się udać?

Delcy Rodríguez, p.o. prezydenta Wenezueli, bardzo trudno będzie utrzymać kontrolę nad krajem. Musi jednocześnie realizować dwa sprzeczne cele. Z jednej strony zadowolić Amerykanów. Z drugiej utrzymać poparcie wojska i grup zbrojnych. Jeśli te ostatnie uznają, że Rodríguez sprzedała się Trumpowi, mogą w każdej chwili zacząć sabotować jej działania, szerzyć chaos. Bardzo łatwo im będzie wysadzić ropociągi. Zabezpieczenie instalacji naftowych będzie więc dla Amerykanów niezwykle kosztowne, i to przez bardzo długi czas. 

Kilka dekad temu Wenezuela była obok Argentyny najbogatszym krajem Ameryki Łacińskiej. Stany Zjednoczone mogą odbudować tamtą zamożność?

Do tego potrzebny byłby kontrolowany i obejmujący wszystkie grupy społeczne proces stopniowej odbudowy demokracji. Trump musiałby więc doprowadzić do rozmów między juntą a demokratyczną opozycją, których efektem byłyby wolne wybory. Ale nie jestem tu optymistą. Nic nie wskazuje na to, aby kraj szedł w tym kierunku: ani dotychczasowe wydarzenia, ani strony zaangażowane w ten proces, ani cele, jakie mają być osiągnięte.

Latynosi stanowią 1/5 amerykańskiego społeczeństwa. Bez ich poparcia Trump nie utrzyma się u władzy. Jak zareagują na interwencję w Wenezueli?

W tych pierwszych dniach reagują pozytywnie. Z tego powodu poziom poparcia dla Trumpa powrócił do stanu sprzed roku. Szczególny jest entuzjazm wśród imigrantów z Wenezueli, Kuby i Nikaragui. W tych środowiskach wielu uważa, że oto spełniło się ich wieloletnie marzenie, kończy się dyktatura. Jaka będzie jednak reakcja tych wyborców, gdy zrozumieją, że junta pozostanie u władzy w Caracas? Ogólne poparcie wśród Latynosów dla Trumpa wcześniej załamało się z powodu niespełnionych nadziei na poprawę warunków życia i brutalną politykę migracyjną. Ci ludzie zrozumieli, że za chwilę to oni sami lub ich bliscy mogą zostać deportowani. Te pesymistyczne nastroje mogą więc za chwilę wziąć u Latynosów górę.

Reklama
Reklama

Za porwaniem Maduro miałby stać sekretarz stanu Marco Rubio, syn Kubańczyków uciekających przed reżimem Castro. Dlaczego nie opracował on wiarygodnego plan odbudowy Wenezueli? Przecież on zna ten region świata znakomicie.

Rubio kieruje się przede wszystkim ideologią, nie realistyczną oceną sytuacji.

Teraz przyjdzie czas na Kubę? Bez wenezuelskiej, taniej ropy, reżim w Hawanie może nie przetrwać.

Gdyby Rubio chciał doprowadzić do obalenia komunistycznych władz Kuby, postarałby się uderzyć w nie bezpośrednio, a nie poprzez Wenezuelę. Nie zrobił tego, bo Kubańczycy nie zajmują się przerzutem narkotyków, nie mają ropy i nie emigrują masowo do USA. Kuba Trumpa więc tak bardzo nie interesuje.

Jeśli cele, jakie sobie stawia w Wenezueli, nie spełnią się, Trump może zdecydować się na inwazję lądową?

Nie wykluczam tego, gdyby np. rząd Rodríguez upadł. Wówczas możemy być świadkami bardzo długotrwałego, wyczerpującego dla Stanów konfliktu, trochę jak w Iraku czy Wietnamie. Wenezuelskie grupy zbrojne, jak Armia Wyzwolenia Narodowego (ELN) czy działające w Wenezueli Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii (FARC) mają ogromny potencjał asymetrycznego uderzenia w Amerykanów. W warunkach chaosu z pewnością pojawiłyby się też inne grupy zbrojne.

Czytaj więcej

Atak na Wenezuelę. Donald Trump przekracza Rubikon

To byłby wymarzony scenariusz dla Władimira Putina: Ameryka na lata wciągnięta w konflikt w Wenezueli. Przejęcie władzy przez Machado zapobiegłoby takiemu rozwojowi wypadków? 

Nie, ponieważ Machado nie zdołała zaskarbić sobie zaufania sił zbrojnych. A bez tego nie jest w stanie kontrolować kraju. Wyjściem może być tylko wspomniany przeze mnie proces pokojowy wdrażany przez Stany Zjednoczone. Układ, w którym wszyscy więźniowie polityczni są uwolnieni, wolności obywatelskie przywrócone. Ale wszystko w porozumieniu z armią.

Reklama
Reklama

Można usłyszeć, że Machado straciła zaufanie Trumpa, bo nie chciała się spotkać z jego wysłannikiem Richardem Grenellem. No i przede wszystkim to ona dostała Pokojową Nagrodę Nobla, a nie on.

To mogło odegrać pewną rolę, ale nie było rozstrzygające. Co znaczące, to brat Rodríguez, Jorge, został mianowany przewodniczącym parlamentu, a nie syn Maduro, Nicolás Maduro Guerra. To klan dotychczasowej wiceprezydent jest więc teraz najwyraźniej górą. Biały Dom uznał, że Rodríguez jest najbardziej pragmatyczna w kręgu Maduro. Osłabiona jest natomiast teraz pozycja twardogłowych: szefa MSW Diosdado Cabello czy ministra obrony Vladimira Padrino Lópeza.

Polityka
Łotwa zwiększa dystans wobec Rosji. Rekordowe wydatki na obronę
Polityka
Republikanin z Florydy przedstawił projekt ustawy. Grenlandia 51. stanem USA?
Polityka
Unijny komisarz: Siłowe zajęcie Grenlandii przez USA oznaczałoby koniec NATO
Polityka
Unia Europejska reaguje na kryzys w Iranie. Metsola zamyka PE, Kallas zapowiada sankcje
Polityka
Donald Trump chce Grenlandii. Jak UE i NATO mogą powstrzymać prezydenta USA?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama