Reklama

Spór o Instytut Zachodni. PiS go uratował czy zawłaszczył?

PiS pomógł przetrwać Instytutowi Zachodniemu czy go zawłaszczył? Wokół tej placówki naukowo-badawczej rozgorzał spór wśród polityków i naukowców.
Instytut Zachodni w Poznaniu powstał w 1945 r., pierwszym dyrektorem był prof. Zygmunt Wojciechowski

Instytut Zachodni w Poznaniu powstał w 1945 r., pierwszym dyrektorem był prof. Zygmunt Wojciechowski

Foto: mat. pras.

Premier Donald Tusk odwołał członków Rady Naukowej Instytutu Zachodniego. Zasiadali w nim politycy związani z PiS, m.in. Szymon Szynkowski vel Sęk, Arkadiusz Mularczyk oraz były ambasador w Niemczech Andrzej Przyłębski. – Ich działalność powinna służyć dobru ogółu, a nie wzmacnianiu pozycji jednej partii – argumentował szef Kancelarii Premiera Jan Grabiec.

– Pomysły polityczne, żeby podważać i zmierzać do likwidacji jednostki, która ma niemal 80-letnią historię, która jest jednostką stanowiącą istotny, ważny punkt naukowy na mapie Poznania, są głęboko nieodpowiedzialne. Są po prostu szalone. Są to pomysły szalonych likwidatorów, którzy – mam wrażenie – chcą w tej chwili już likwidować absolutnie wszystko – stwierdził poseł PiS Szymon Szynkowski vel Sęk.

Czytaj więcej

W obronie Instytutu Zachodniego: Miał przynieść korzyść Polsce, nie PiS

Tymczasem posłanka PO Katarzyna Kierzek-Koperska twierdzi, że nikt nie mówi o likwidacji Instytutu Zachodniego, a sam minister Grabiec dodał, że działalność placówki zostanie poddana audytowi.

To nie był instytut PiS

W liście do „Rzeczpospolitej” prof. Jadwiga Kiwerska, kierownik zespołu w pionie badawczo-analitycznym, przypomniała, że w grudniu 2015 r. Sejm przyjął ustawę, na mocy której placówka uzyskała status państwowej jednostki organizacyjnej pod nadzorem Prezesa Rady Ministrów, a to pozwoliło na zagwarantowanie dotacji z budżetu państwa. „O takie rozwiązanie IZ walczył niemal od momentu przełomu w 1989 r. Wreszcie się udało i był to efekt szerokiej ofensywy lobbingowej, jaką wobec poznańskich polityków wszystkich opcji prowadziliśmy od 2010 r.” – dodała.

Reklama
Reklama

Stwierdziła, że ustawa wprowadzała inne rozwiązania w zakresie powoływania Rady Instytutu, które znalazły się w gestii premiera oraz szefów niektórych resortów, w tym ministra spraw zagranicznych.

„To z ich wyłącznego nadania i bez jakiejkolwiek choćby konsultacji z kierownictwem czy pracownikami IZ w Radzie znaleźli się profesorowie J. Czaputowicz, Z. Krasnodębski czy G. Kucharczyk i B. Musiał, a także inne osoby – mówiąc łagodnie – o wyrazistych poglądach. W kolejnej Radzie, powołanej w połowie ubiegłego roku i w tym samym trybie, zasiadły osoby, które – jak możemy się dowiedzieć – pojawiają się też w innych radach: A. Mularczyk, A. Przyłębski czy K. Wnęk. My na to wpływu nie mieliśmy, ale jest to kolejny czynnik powodujący, że IZ został włączony do grupy kontrowersyjnych instytutów i teraz poddany niesprawiedliwej ocenie” – uważa profesor.

Stwierdziła, że naukowcy IZ próbowali oddziaływać na polską politykę zagraniczną „w nadziei, że przyniesie to korzyść Polsce, nie PiS-owi”.

PiS uratował IZ?

Polemizując z prof. Kiwerską – w liście skierowanym do naszej redakcji – prof. Stanisław Żerko, zwrócił uwagę, że w czasie rządów koalicji PO-PSL Rada Naukowa „została zredukowana do grona nominatów PO, niekiedy z nauką niemających nic wspólnego”. Dodał, że zasiadała w niej na przykład Grażyna Kulczyk. Jego zdaniem, gdyby nie odsunięcie PO od władzy w 2015 r., dziś już nie byłoby Instytutu Zachodniego.

„Gdy rząd PO-PSL zredukował budżet IZ z 2,4 mln do 0,88 mln w 2015 r., wymuszono na pracownikach, niezgodnie z prawem, »dobrowolną« rezygnację z połowy pensji. Jako profesor »belwederski« z 30-letnim stażem pracy musiałem się wtedy zadowolić miesięczną pensją 1580 zł netto, pod groźbą zwolnienia. Koleżanka, niezwykle zdolna ekonomistka tuż po habilitacji, odeszła, bo jej pensja wyniosła ok. 1 300 zł na rękę. Przypadała wówczas 70. rocznica utworzenia Instytutu, ale pracowników proszono, by ze względu na sytuację finansową oszczędzać nawet papier toaletowy. Przedstawiciele PO w Radzie Naukowej atakowali Instytut m.in. za to, że bada jeszcze najnowszą historię Niemiec i okupacji niemieckiej w Polsce. Należało, jak nam »wyjaśniał« w czerwcu 2008 r. minister Radosław Sikorski, koncentrować się na przyszłości. Instytut miał nie zajmować się już działalnością naukową, mimo że formalnie miał pozostawać instytutem naukowym” – napisał do „Rz” prof. Żerko.

Dodał, że w 2015 r. „jedynie PiS zainteresował się w wyraźny sposób dramatyczną sytuacją Instytutu Zachodniego”, a poznański poseł tej partii Tadeusz Dziuba wystąpił „z inicjatywą ratowania Instytutu poprzez przekształcenie placówki w ośrodek stricte ekspercki”.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Polityka
Jak Polacy oceniają Donalda Tuska? Najnowszy sondaż nie pozostawia wątpliwości
Polityka
Donald Tusk pisze o „wyprowadzeniu Polski z Europy”. „Wszystkie maski opadły”
Polityka
Czy Polacy wierzą w „efekt Czarnka”? Mamy wyniki sondażu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama