W obronie Instytutu Zachodniego: Miał przynieść korzyść Polsce, nie PiS

- Instytut Zachodni próbował oddziaływać na polską polityką zagraniczną w nadziei, że przyniesie „to korzyść Polsce, nie PiS-owi” - uważa prof. Jadwiga Kiwerska, i przedstawia argumenty dlaczego ta placówka nie powinna zostać zlikwidowana.

Publikacja: 05.01.2024 16:35

Instytut Zachodni w Poznaniu

Instytut Zachodni w Poznaniu

Foto: Wikipedia

Do redakcji „Rzeczpospolitej” został przesłany list sygnowany przez prof. dr hab. Jadwigę Kiwerską - wraz z grupą pracowników Instytutu Zachodniego. Prof. Kiwerska jest kierownikiem zespołu w pionie badawczo – analitycznym, historykiem, zajmującym się m.in. stosunkami amerykańsko-europejskimi, bezpieczeństwem europejskim i najnowszymi dziejami Stanów Zjednoczonych.

IZ państwowa jednostka pod nadzorem Prezesa Rady Ministrów

„Wśród spraw, które w ramach sprzątania „stajni Augiasza” po poprzedniej władzy podjął obecny rząd, ważne miejsce zajmuje ostatnio temat instytutów powołanych przez PiS lub pozostających pod jego szczególną pieczą. Wśród tych placówek wymieniany jest również Instytut Zachodni, od blisko 80 lat funkcjonujący w Poznaniu jako ceniona w Polsce i za granicą placówka niemcoznawcza o ogromnym dorobku naukowym i eksperckim, z bogatymi zbiorami bibliotecznymi i archiwalnymi, z uznanym doświadczeniem na polu budowania porozumienia polsko-niemieckiego. IZ został jednak zakwalifikowany do grupy instytutów założonych w ostatnich latach przez PiS w jasno określonych, partyjnych celach” – napisała prof. Jadwiga Kiwerska.

Czytaj więcej

Koniec drogich instytutów. Nieprawidłowości w jednostkach powołanych przez PiS

Przypomniała, że w grudniu 2015 r. Sejm przyjął ustawę, na mocy której placówka uzyskała status państwowej jednostki organizacyjnej pod nadzorem Prezesa Rady Ministrów. „Przypomnijmy, na podstawie własnych ustaw funkcjonuje też PISM czy Ośrodek Studiów Wschodnich. Dla nas oznaczało to ustabilizowanie dotąd chwiejnej sytuacji prawnej i większą pewność finansową. Zyskaliśmy bowiem zagwarantowaną dotację podmiotową z budżetu państwa. O takie rozwiązanie IZ walczył niemal od momentu przełomu w 1989 r. Wreszcie się udało i był to efekt szerokiej ofensywy lobbingowej, jaką wobec poznańskich polityków wszystkich opcji prowadziliśmy od 2010 r.” – dodała.

Bez konsultacji z kierownictwem narzucono polityków PiS

„Jest też faktem, że ustawa wprowadzała inne rozwiązania w zakresie powoływania Rady Instytutu, które teraz znalazły się w gestii premiera oraz szefów niektórych resortów, w tym ministra spraw zagranicznych. To z ich wyłącznego nadania i bez jakiekolwiek choćby konsultacji z kierownictwem czy pracownikami IZ w Radzie znaleźli się profesorowie J. Czaputowicz, Z. Krasnodębski czy G. Kucharczyk i B. Musiał, a także inne osoby – mówiąc łagodnie – o wyrazistych poglądach. W kolejnej Radzie, powołanej w połowie ubiegłego roku i w tym samym trybie, zasiadły osoby, które – jak możemy się dowiedzieć – pojawiają się też w innych radach: A. Mularczyk, A. Przyłębski czy K. Wnęk. My na to wpływu nie mieliśmy, ale jest to kolejny czynnik powodujący, że IZ został włączony do grupy kontrowersyjnych instytutów i teraz poddany niesprawiedliwej ocenie” – dodała profesor.

Czytaj więcej

Bizancjum w instytucie podległym Morawieckiemu: 36 tys. zł za cztery strony

Instytut Zachodni starał się oddziaływać na politykę zagraniczną

Następnie przypomniała, że obok aktywności badawczej, obfitującej w liczne publikacje naukowe Instytut prowadzi działalność ekspercko-analityczną, skierowaną „do praktyki politycznej”.

„Efektem naszej pracy są więc setki opracowań eksperckich, analiz i studiów prognostycznych, które przekazujemy do odpowiednich resortów, wydziałów i komórek w różnych urzędach administracji publicznej. Dotyczą one stosunków polsko-niemieckich, sytuacji wewnętrznej w Niemczech, roli Niemiec w Europie i świecie, pozycji Europy w stosunkach międzynarodowych, procesów związanych z kształtowaniem się pamięci zbiorowej i polityki historycznej. Wykonujemy je w najlepszej wierze, angażując swoją wiedzę niemcoznawczą, często wieloletnie doświadczenie i kompetencje, zwłaszcza językowe. Działamy podobnie jak inne placówki o podobnym charakterze, zyskując podobną renomę” – opisuje prof. Jadwiga Kiwerska.

Zastanawia się też, czy poprzednia władza wykorzystywała efekty analiz. „My próbowaliśmy oddziaływać na polską polityką zagraniczną w nadziei, że przyniesie to korzyść Polsce, nie PiS-owi. Staraliśmy się wprowadzać do dyskursu publicznego bogaty zasób wiedzy o obecnych procesach zachodzących w Niemczech i ich otoczeniu międzynarodowym. Takie zresztą były nasze zadania, określone ustawą z grudnia 2015 r. Czy to czyni nas instytutem pisowskim? Mamy wiele argumentów, aby się przed takim zarzutem bronić” – dodała.

Polsko – niemiecki okrągły stół

„Biorąc pod uwagę niesprzyjającą Niemcom atmosferę w ostatnich latach, to z pewnością było nam trudniej przebić się z naszą interpretacją i oceną różnych zjawisk. Próbowaliśmy więc ożywić dialog polsko-niemiecki, organizując spotkania „okrągłego stołu”, przy którym po jednej stronie zasiadali niemieccy politycy jak poseł Dietmar Nietan z SPD czy wiceminister spraw zagranicznych Anna Lührmann (Sojusz 90/Zieloni), a po drugiej − politycy rządzącej w Polsce opcji. Z powodzeniem realizowaliśmy projekt „okrągłego stołu” Poznań-Berlin. Nie ma czasu i miejsca, aby choćby wymienić, ile imprez zorganizowaliśmy, żeby eksperci i specjaliści niemieccy mogli podjąć dialog z polskimi partnerami. Ile konferencji i seminariów zorganizowaliśmy, dysponując znacznie mniejszymi środkami finansowymi, niż opisywane dzisiaj instytuty” – opisała prof. Jadwiga Kiwerska.

Czytaj więcej

Matka posłanki Lichockiej straciła pracę. "Musiano ją odwołać, bo jestem jej córką"

Prof. Kiwerska : nie byliśmy pieszczochem władzy

I to jej zdaniem odróżnia Instytut Zachodni od „od instytutu, o którym mowa w artykule „Rzeczpospolitej” (3.01.2024)”. „Nasze „Bizancjum” to pensja profesora tytularnego, kierującego w IZ zespołem Niemcy-Europa-świat, niesięgająca średniej krajowej. To wynagrodzenie starszego analityka ze stopniem doktora i doskonałą znajomością przynajmniej dwóch języków obcych kształtujące się także poniżej tej średniej. Nie było szans na wyższy zarobek, ponieważ obowiązują tzw. widełki płacowe, których zmiana w KPRM trwała miesiącami. Czy byliśmy zatem pisowskim „pieszczochem” − na pewno nie” – napisała do redakcji „Rzeczpospolitej”.

Czy więc należy nas rozwiązać i pozbawić Poznań placówki naukowo-analitycznej o takiej historii, takim dorobku i takim potencjale? – pyta prof. Jadwiga Kiwerska. „Instytutu, w którym pracują pasjonaci, bo przy takich zarobkach trudno mówić o dorobieniu się czegokolwiek. Instytutu, w którym znajduje się archiwum Krzysztofa Skubiszewskiego i jego osobiste pamiątki, przekazane nam przez rodzinę tego wybitnego prawnika i szefa polskiej dyplomacji? Instytutu, którego swego rodzaju patronem był prof. Władysław Bartoszewski, wysoko ceniący naszą działalność, często uczestniczący w naszych konferencjach, zaangażowany na rzecz poprawy kondycji finansowej IZ” – dodała.

„Na rangę jednej z najważniejszych polskich placówek niemcoznawczych, znanej i cenionej również w międzynarodowym środowisku naukowym i eksperckim, pracowały kolejne grupy osób zatrudnionych w IZ. Czy to wszystko może być przekreślone, bo postawiono nam nieprawdziwe i niesprawiedliwe zarzuty? Pytania wydają się być retoryczne” – kończy profesor.

Odwołani członkowie Rady Naukowej Instytutu Zachodniego

Przypomnijmy, że premier Donald Tusk odwołał członków Rady Naukowej placówki. - Ich działalność powinna służyć dobru ogółu, a nie wzmacnianiu pozycji jednej partii - argumentował szef kancelarii premiera Jan Grabiec.

W czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości do Rady instytutu trafili czynni politycy PiS m.in. Szymon Szynkowski vel Sęk, Arkadiusz Mularczyk i Andrzej Przyłębski były ambasador w Niemczech, mąż Julii Przyłębskiej, prezes Trybunały Konstytucyjnego.

- Pomysły polityczne, żeby podważać i zmierzać do likwidacji jednostki, która ma niemal 80-letnią historię, która jest jednostką, która stanowi istotny, ważny punkt naukowy na mapie Poznania, są głęboko nieodpowiedzialne. Są po prostu szalone. Są to pomysły szalonych likwidatorów, którzy mam wrażenie, że chcą w tej chwili już likwidować absolutnie wszystko – stwierdził poseł PiS Szymon Szynkowski vel Sęk.

Tymczasem posłanka PO Katarzyna Kierzek-Koperska twierdzi, że nikt nie mówi o likwidacji Instytutu Zachodniego.

Polityka
Koniec drogich instytutów. Nieprawidłowości w jednostkach powołanych przez PiS
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Polityka
Donald Tusk odwołał Jacka Protasiewicza ze stanowiska
Polityka
Wybory samorządowe 2024: Gdzie odbędzie się II tura? Kraków, Poznań i Wrocław znów będą głosować
Polityka
Maląg: "Babciowe"? My złożyliśmy projekt ustawy. Koalicja się nie wyrobiła
Polityka
Paweł Gulewski: Mieszkańcy Torunia chcą zmian. Jestem gotowy zostać prezydentem