Prawo warstwowe to instytucja, która pozwoliłaby nadać status odrębnej nieruchomości obiektom położonym nad albo pod gruntem. Byłoby przydatne np. z punktu widzenia PKP, które mają problem z zagospodarowaniem terenów położonych nad torami. Za jego opracowanie wziął się Instytut De Republica, powołany przez premiera Mateusza Morawieckiego w 2021 roku. I zrobił to w skrajnie niegospodarny sposób. Tak wynika z kontroli KPRM.

Istotne zastrzeżenia

30 grudnia radę Instytutu De Republica odwołał premier Donald Tusk, zapowiadając audyt w tej placówce. Kontrola, świadcząca o nieprawidłowościach, została przeprowadzona jednak jeszcze przed wyborami, a podpisał się pod nią ówczesny szef KPRM Marek Kuchciński z PiS. Dotyczyła lat 2021–2022, gdy Instytutem kierował prof. Bogumił Szmulik, prawnik, którego opinie prawne pomogły PiS w przejęciu TK.

Czytaj więcej

Tomasz Krzyżak: Stworzone za rządów PiS-u instytucje muszą zostać zweryfikowane

„Istotne zastrzeżenia budzi celowość i gospodarność prowadzenia przez instytut projektów »Prawo warstwowe« i »Uchwały krajobrazowe« oraz część umów cywilnoprawnych zawartych w ramach ww. projektów” – wynika z dokumentu, podpisanego przez Kuchcińskiego. Czytamy w nim, że „niegospodarną była przede wszystkim umowa na opracowanie nieurzędowego projektu aktu prawnego (prawo warstwowe – red.) na kwotę 896 tys. zł, którą komisja ds. odbioru dzieła oceniła jako wielokrotnie przewyższającą stawki rynkowe”.

Kontrolerzy wyliczają, że na sporządzenie jednej opinii prawnej wydano 61,5 tys. zł, choć w instytucie pracowało dwóch radców prawnych, za czterostronicowy dokument wydano 36 tys. zł, a taka sama kwota poszła też na inny, niezgodny z umową. W sumie, wliczając w to umowy w ramach projektu „Uchwały krajobrazowe”, KPRM za niegospodarne uznała wydatki na kwotę 2 mln zł. Co więcej, zdaniem KPRM opracowania prawa warstwowego nie powinno się zlecać poza prawem zamówień publicznych.

Obejście ustawy?

Z kontroli wynika, że prof. Szmulik bronił się, twierdząc, że opracowanie prawa warstwowego wpisywało się w program Polski Ład, a do prac o charakterze naukowym nie mają zastosowania przepisy dotyczące zamówień publicznych. To jednak nie koniec kontrowersji. KPRM zakwestionowało zawarcie umów cywilnoprawnych z sześcioma pracownikami na łączną kwotę 409 tys. zł, w tym ze Szmulikiem na 152 tys. zł. Zdaniem KPRM stanowiło to obejście ustawy kominowej.

Czytaj więcej

Bizancjum w instytucie podległym Morawieckiemu: 36 tys. zł za cztery strony

I są to kolejne doniesienia, mówiące o nieprawidłowościach w instytucie. Już w pierwszym roku jego działalności media nagłośniły zakup dwóch tysięcy jedwabnych szali i poszetek z logo instytutu za 170 tys. zł. W 2022 roku wydatek 876 tys. zł na zakup m.in. kubków, długopisów, czekoladek, miodów i pierniczków zakwestionowała NIK, podważając też najem jednego z pięter w biurowcu Belvedere Plaza, będącym częścią pięciogwiazdkowego hotelu Regent. Najwyższa Izba Kontroli, podobnie jak obecnie KPRM, podważyła zawieranie umów cywilnoprawnych z pracownikami i dyrektorem.

Prof. Szmulika zwolniono w sierpniu 2022 roku, a z najnowszej kontroli KPRM wynika, że część zawartych przez niego umów została rozwiązana przez jego następców. Od 1 lutego instytutem kieruje prof. Andrzej Przyłębski, prywatnie mąż prezes TK.

Ten ostatni został właśnie odwołany z rady Instytutu Zachodniego, kolejnego, za który wziął się premier Donald Tusk. Ogólnie 30 grudnia Tusk odwołał rady pięciu podległych mu instytutów: de Republica, Zachodniego, Strat Wojennych, Europy Środkowej i Pokolenia. Stanowiska stracili m.in. posłowie PiS Arkadiusz Mularczyk, Szymon Szynkowski vel Sęk i Paweł Jabłoński.

– Decyzje premiera dotyczące przyszłości tych instytutów zostaną podjęte po audycie ich działalności – zapowiada szef KPRM Jan Grabiec z PO.

Jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, szanse na przetrwanie mają tylko jednostki powołane przed objęciem władzy przez PiS, czyli Instytut Europy Środkowej oraz Instytut Zachodni.