Gdyby premier Mateusz Morawiecki nie miał rozdzielności majątkowej z żoną, byłby najbogatszym polskim politykiem. Z ostatniego oświadczenia majątkowego, które złożył we wrześniu, wynika, że ma na koncie ok. 69 tys. zł i ponad 4,4 mln zł w papierach wartościowych, a także jest właścicielem czterech nieruchomości o wartości ok. 7,3 mln zł. To mimo wszystko skromny majątek w porównaniu z imponującym majątkiem żony – Iwony Morawieckiej, z którą premier ma od 2013 r. rozdzielność majątkową. Żona premiera w ostatnich latach zgromadziła według Onetu w nieruchomościach prawie 120 mln zł, a jej przychód (prowadzi działalność gospodarczą) z samej tylko sprzedaży kilku z nich przekroczył w ostatnich trzech latach 21 mln zł.
Sondaż: Polacy za jawnością majątków polityków
Archaiczna ustawa antykorupcyjna z 1997 r. nakazuje ujawniać majątek tylko osobie piastującej funkcje publiczne – i pozwala nie ujawniać majątku odrębnego małżonka lub partnera, z którym osoba publiczna żyje w konkubinacie (jak np. minister zdrowia Katarzyna Sójka). Tymczasem z sondażu IBRIS dla „Rzeczpospolitej” i RMF wynika, że zdecydowana większość Polaków chce znać prawdziwy majątek rodziny polityka. Aż 83,3 proc. respondentów (w tym 66,6 proc. „zdecydowanie tak”) wskazało, że osoby piastujące najważniejsze funkcje w państwie powinny ujawniać majątek współmałżonka i konkubenta także w sytuacji formalnej rozdzielności majątkowej. Co ważne, tego zdania jest również prawie trzy czwarte wyborców PiS (71 proc.) i 88 proc. sympatyków partii opozycyjnych a także blisko co drugi (49 proc.) z wyborców niezdecydowanych. Przeciwny jest blisko co 10. Polak – w tym „raczej nie” zakreśliło zaledwie 7 proc. badanych (21 proc. wyborców PiS i 6 proc. opozycji).
Podobne, wysokie wyniki uzyskaliśmy, pytając respondentów, czy żona premiera Morawieckiego powinna ujawnić swój majątek – „za” było aż 82,1 proc. (taką opinię ma 63 proc. głosujących na PiS i 96 proc. z opozycji), przeciw ujawnieniu jest tylko 10,7 proc. (26 proc. z PiS i 4 proc. z opozycji).
Farsa pod wybory
Równo cztery lata temu, tuż przed wyborami parlamentarnymi 2019 r., rząd złożył w Sejmie nowelizację ustaw, które wprowadzały obowiązek wobec osób pełniących funkcje publiczne ujawnienia także majątku osobistego małżonków i partnerów, a także dzieci własnych, dzieci małżonka i przysposobionych. – Trzeba będzie także ujawnić źródła, które doprowadziły do tego, że się posiada i ma na własność jakieś drogie przedmioty, np. nieruchomości, bo to też jest bardzo ważne – mówił Jarosław Kaczyński.
Czytaj więcej
Na stronie internetowej Sejmu pojawiło się nowe oświadczenie majątkowe premiera Mateusza Morawieckiego, złożone na koniec kadencji.
Ustawa była wprost pisana „pod Morawieckich” – po ujawnionej przez media skali majątku premiera i jego żony. Ustawę przegłosował Sejm, ale jej wejście w życie zablokował prezydent Andrzej Duda, zarzucając zbyt dużą ingerencję w prawa osobiste dzieci osób publicznych (ale nie małżonków i partnerów). Ustawę zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego. Po dwóch latach, w listopadzie 2021 r., Trybunał wydał kontrowersyjny wyrok. Choć jest on związany zakresem zaskarżenia, skład Trybunału, który rozpatrywał wniosek prezydenta, rozszerzył go do całej ustawy, a nie tylko majątku dzieci, uznając, że w całości ustawa jest niekonstytucyjna. Zdanie odrębne złożyło trzech sędziów: Zbigniew Jędrzejewski, Piotr Pszczółkowski i Jakub Stelina.
Zdaniem Szymona Osowskiego, prezesa Watchdog Polska, tamta ustawa PiS była „wyłącznie farsą przygotowaną pod wybory”. – Jej finał, z nadużyciem, jakiego dokonał Trybunał Konstytucyjny obsadzony politykami PiS, jest tego dowodem. Uważam, że Polacy zostali wtedy oszukani – ocenia Osowski. Jego zdaniem problem jest jednak dużo szerszy. – Polska nie ma polityki antykorupcyjnej. Kuleje dostęp do informacji publicznej, opinia publiczna praktycznie nie może się dowiedzieć, co władza robi, jakie decyzje podejmuje i jak wydaje pieniądze, choćby z funduszu covidowego – podkreśla Osowski.