Rozpoczynający się w środę szczyt ma być wyrazem jedności NATO w obliczu rosyjskiej agresji.

– Putin od początku liczy, że się podzielimy. Ale do tej pory tak się nie stało i stać się nie może – zapowiedział we wtorek po południu po wylądowaniu w Madrycie Joe Biden. Rzecz wyjątkowa, w bazie wojskowej Torrejon przyszedł go powitać król Filip VI. Burbon chciał pokazać, jak ważna jest dziś jedność całego Zachodu.

Czytaj więcej

NATO. Szwecja i Finlandia porozumiały się z Turcją

Niemcy ufają Ameryce

Nie tylko on dostrzega taką konieczność. Opublikowane w ostatnich dniach badania wskazują na niespotykaną od dawna zbieżność zapatrywań opinii publicznej w krajach sojuszu. Sondaż przeprowadzony przez samo NATO podaje, że 70 proc. respondentów w 30 państwach członkowskich uważa pakt za podstawę swojego bezpieczeństwa, 67 proc. popiera zaangażowanie się w wojnę swojego kraju w razie ataku na innego sojusznika, a 80 proc. uważa, że nadszedł czas na zasadnicze zwiększenie wydatków na zbrojenia.

Czytaj więcej

Szczyt NATO w Madrycie. Odsiecz nadejdzie z daleka

Z kolei prestiżowy waszyngtoński instytut Pew wskazuje, że nawet w Niemczech ustała jakże żywa za Donalda Trumpa debata o tym, czy należy uniezależnić się od gwarancji bezpieczeństwa Ameryki. Teraz 83 proc. respondentów nad Szprewą wskazuje, że Stany są mocarstwem „na którym można polegać”. Jednocześnie radykalnie zmieniło się wśród Niemców podejście do Rosji: tylko 16 proc. z nich ma jeszcze pozytywną ocenę działań Moskwy (2 proc. w Polsce i 7 proc. w USA). Samemu Putinowi, wskazuje Pew, ufa na Zachodzie już tylko 9 proc. ankietowanych, podczas gdy 90 proc. widzi w nim zupełnie niewiarygodnego polityka.

Jednak za tą jednością opinii publicznej nie idzie podobna zbieżność oceny wojny w Ukrainie. W Madrycie przywódcy państw członkowskich przyjmą co prawda w środę nową doktrynę strategiczną, w której uznają, że nie ma większego zagrożenia dla pokoju w Europie niż Rosja. Jednak kształt pokoju już dzieli państwa sojuszu.

Powołując się na źródła w otoczeniu prezydenta Bidena, CNN donosiło we wtorek, że zdaniem Białego Domu staje się coraz bardziej prawdopodobne, że Wołodymyr Zełenski będzie musiał się pogodzić z utratą nie tylko Krymu i części Donbasu zajętego przez Rosjan przed ośmiu laty, ale i znacznej, jeśli nie przytłaczającej części, zdobyczy Moskwy po 24 lutego.

Czytaj więcej

Administracja Bidena zaczyna wątpić w przywrócenie granic Ukrainy
Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

W Madrycie NATO zapowie, że zacznie wspierać proces przechodzenia Ukrainy na uzbrojenie zachodnie. Po prawdzie nie ma tu wyboru: zdaniem amerykańskiego wywiadu amunicja i broń odziedziczona po ZSRR nie tylko się kończy w Ukrainie, ale została ona niemal w całości przekazana władzom w Kijowie także przez takie państwa NATO jak Polska.

Jednak proces podobnej transformacji jest złożony i może zająć nawet dwa–trzy lata, zapewne dużo więcej, niż Putin będzie potrzebował na wprowadzenie w życie swoich imperialnych planów.

Kompromis terytorialny

Źródła natowskie wskazują, że w ostatnich tygodniach sytuacja na froncie nie układa się pomyślnie dla Ukrainy. Nie tylko traci ona kolejne części Donbasu, ale Rosjanie niszczą szybciej broń pozostającą na stanie Ukraińców, niż Zachód ją uzupełnia. Po części wynika to ze wstrzemięźliwości krajów NATO: nawet Stany przekazały ostatnio tylko 8 z 48 systemów wyrzutni rakietowych, o jakie upomniał się Kijów. A po części z braków w magazynach uzbrojenia po latach zaniedbań.

Co prawda Amerykanie oceniają, że i straty Rosjan są kolosalne (jedna trzecia zdolności bojowych od początku inwazji), jednak Putin jest skłonny do większych poświęceń dla podbicia Ukrainy niż Zachód dla jej obrony. W ocenie doradców Bidena, na których powołuje się CNN, kompromis terytorialny z Rosją być może pozwoliłby w takiej sytuacji na zapobieżenie dalej idącemu podbojowi przez Kreml. W czasie niedawnego wystąpienia w Petersburgu Putin porównał się do Piotra Wielkiego, sygnalizując, że mierzy daleko, gdy idzie o odzyskanie ziem dawnego imperium.

Jednak w Madrycie na taki kompromis nie jest gotowa istotna część sojuszników. W wywiadzie dla „El Pais” szefowa brytyjskiej dyplomacji Liz Truss wskazała, że rozpoczęcie rozmów pokojowych nie będzie możliwe przed odbiciem od Rosji terenów zajętych po 24 lutego, o ile nie także Krymu. Podobne podejście ma Polska, kraje bałtyckie i szerzej cała flanka wschodnia. Kraje te obawiają się, że jeśli Putin wyjdzie zwycięsko z obecnej konfrontacji, za kilka lat on czy jego następca powtórzą inwazję sąsiadów. O ile zdecydowanie bardziej do kompromisu gotowi są Niemcy, Francuzi i Włosi, o tyle już nie w podobnym stopniu gospodarcze spotkania: Hiszpanie. Madryt od wielu tygodnia dostarcza Ukraińcom ciężką broń, w tym czołgi Leopard.