W tygodniach poprzedzających szczyt NATO w Madrycie polska dyplomacja usiłowała przekonać Amerykę i inne, główne państwa paktu do skokowego zwiększenia obecności wojsk alianckich na flance wschodniej. I to na stałe, a nie jak dotychczas na zasadzie rotacyjnej.

Tak się nie stanie. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę liczba żołnierzy sojuszniczych (głównie z USA ) w Polsce wzrosła do około 10 tysięcy. I tak z grubsza pozostanie.

Czytaj więcej

Sojusz dzielą różne wizje pokoju

Przed rozpoczynającym się w środę szczytem sekretarz generalny paktu Jens Stoltenberg zapowiedział, że stacjonujący u nas wielonarodowościowy natowski batalion (ok. tysiąca żołnierzy) zostanie przekształcony w brygadę, formację wielokrotnie większą. Jednak podobnie jak to zamierzają m.in. zrobić Niemcy na Litwie, większość przypisanych do niej żołnierzy pozostanie w krajach macierzystych, choć gotowych w krótkim czasie przyjść z odsieczą.

Czytaj więcej

Wojciech Lorenz: NATO zaczyna nowe życie

To część szerszej strategii, w ramach której siły szybkiego reagowania zostaną zwiększone siedmiokrotnie – do 300 tys. Co być może jeszcze ważniejsze, każda jednostka będzie w planach (tajnych) przypisana do obrony konkretnej części flanki wschodniej w razie rosyjskiego uderzenia. Automatyzm ma skrócić czas reakcji, ale też maksymalnie zredukować pole decyzji politycznych, zawsze podatnych na rosyjski szantaż atomowy.

Czytaj więcej

NATO znacznie rozwinie siły szybkiego reagowania. Mają liczyć ponad 300 tys. żołnierzy

W ten sposób NATO wraca do praktyki wypróbowanej w czasach zimnej wojny.

– Rosja nie będzie w stanie przejąć Tallina podobnie jak Związek Radziecki nie był w stanie przejąć Berlina Zachodniego – zapewnia w „Financial Times” Stoltenberg.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

To odpowiedź na obawy premier Estonii Kai Kallas, że zanim sojusz odbije od Rosjan jej kraj, pozostaną tu tylko zgliszcza.

I faktycznie w czasach zimnej wojny obecność czterech amerykańskich dywizji wystarczała do zniechęcenia Moskwy od inwazji. Kreml wiedział, że w krótkim czasie zza Atlantyku mogą zostać ściągnięte następne.

Czytaj więcej

NATO. Szwecja i Finlandia porozumiały się z Turcją

Polskie źródła dyplomatyczne wskazują jednak, że teraz sytuacja się zmieniła, bo Ameryka ma dwóch wrogów (Rosję i Chiny), a nie jednego, i może w chwili próby mieć odwróconą uwagę. Co prawda Putin szykował się do inwazji Ukrainy blisko rok, eliminując element zaskoczenia, jednak w 2014 r. bardzo szybko zajął Krym.

Plany odsieczy flanki wschodniej są jednak tylko częścią szerszej rewolucji w sposobie działania NATO. Chodzi o zasadnicze zwiększenie nakładów na obronę: dziewięć państw sojuszu już wydaje na ten cel ponad 2 proc. PKB, a kolejnych 19 zrobi to do 2024 r. A nowa doktryna strategiczna, która ma zostać ogłoszona w Madrycie, po raz pierwszy jasno wskazuje na Rosję jako największe zagrożenie dla pokoju w Europie.