Sąd mógłby być bardziej obiektywny – uznał jeden z posłów Ruchu Palikota, komentując poniedziałkowy werdykt w sprawie krzyża wiszącego w sali plenarnej Sejmu. Zabrzmiało to jak słynne powiedzenie z filmu „Sami swoi": sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

Werdykt sądu, który nie tylko potwierdził zasadność obecności krzyża w Sejmie, ale także zarzucił partii domagającej się tolerancji dla wszelkich mniejszości brak tolerancji dla większości, jest ogromną porażką tego ugrupowania.

Janusz Palikot przebojem zdobył scenę polityczną, umiejętnie szermując hasłami antyklerykalnymi i wolnościowymi. Stara lewica skupiona w Sojusz Lewicy Demokratycznej przecierała oczy ze zdumienia, że pod takimi sztandarami można zdobyć nowych wyborców.

Tyle że Palikotowi nie wyszło jak dotąd nic z przedwyborczych obietnic – nie doprowadził do zalegalizowania marihuany, choć w tym przypadku miał po swojej stronie potężnych sprzymierzeńców: część celebrytów i byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Próba złagodzenia ustawy antyaborcyjnej została zduszona w zarodku. Związki partnerskie blokuje PO. Sprawę in vitro załatwił osobiście premier, omijając parlament.

Klubowi Palikota nie udało się też zalegalizować bimbrownictwa czy prostytucji. Tak, tak, ledwie rok temu ta partia zasypywała media takimi pomysłami. Kto dziś o nich pamięta?

I nawet krzyża z sali plenarnej nie udało się usunąć. Część wyborców liczyła na happening w postaci nocnego zdejmowania owego zawieszonego również nocą krzyża. Byli zawiedzeni, że partia wybrała drogę prawną. Na dodatek teraz przegrała. Co prawda posłowie Ruchu zamierzają apelować w sprawie krzyża, potem zabiegać o kasację, a jeżeli to się nie uda, oddać sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, ale dla sympatyków Palikota nie ma to już większego znaczenia. Partia udowodniła, że nic nie jest w stanie przeforsować. A świadomość zmarnowanego głosu niepomiernie irytuje wyborców.

Nic dziwnego, że Palikot porzucił stare pomysły i starych przyjaciół, by razem z nowym kolegą Markiem Siwcem budować nową inicjatywę polityczną, czyli ruch Europa plus, którego celem będzie działanie na rzecz sfederalizowania Europy. Na spotkaniu w Poznaniu, reklamującym tę inicjatywę, lubelski polityk straszył, że Stary Kontynent mogą wkrótce skolonizować przybysze ze Wschodu i musi się przed tym bronić. A na zakończenie jak zwykle obiecał, że do ruchu będą dochodziły nowe poważne osoby, stopniowo przedstawiane opinii publicznej.

A więc jak zwykle u Palikota: sporo show, trochę kontrowersyjnych wypowiedzi i zapowiedź transferów politycznych, która ma przykuwać uwagę mediów. Czy kogoś to jeszcze uwiedzie?