W skład gabinetu politycznego powołanego w listopadzie ministra środowiska Macieja Grabowskiego wszedł jeden z jego poprzedników Andrzej Kraszewski – dowiedziała się „Rz". Wcześniej inny z nich, Marcin Korolec, został wiceministrem.

Takie nasycenie resortu byłymi ministrami jest wyjątkowe na tle rządów po 1989 roku. Jednak z doświadczenia poprzednika korzysta też minister sportu Andrzej Biernat. W gabinecie politycznym zatrudnił Adama Giersza.

Andrzej Kraszewski dostał w ministerstwie ćwierć etatu. – Stanął na czele zespołu, który do kwietnia ma przeanalizować funkcjonowanie przepisów tzw. ustawy śmieciowej i zaproponować ewentualne propozycje nowelizacyjne  – tłumaczy rzecznik resortu Paweł Mikusek i mówi, że był to pomysł ministra Grabowskiego.

Inna była historia zatrudnienia Korolca. W trakcie listopadowego szczytu klimatycznego premier Donald Tusk postanowił go pozbawić funkcji ministra. Jednak, by uspokoić uczestników tej międzynarodowej imprezy, zdecydował się uczynić go pełnomocnikiem ds. polityki klimatycznej i zostawić w ministerstwie.

Zdaniem Pawła Mikuska współpraca przebiega bezkonfliktowo. – Polityka klimatyczna jest też w centrum zainteresowania głównego ministra, jednak każdy zna swoje kompetencje. Maciej Grabowski i Marcin Korolec siedzą obok siebie nawet podczas spotkań kierownictwa resortu – zaznacza.

Głębsze konflikty raczej nie wystąpią też w Ministerstwie Sportu. Biernat i Giersz współpracują od lat. Gdy o zatrudnieniu Giersza doniosły w styczniu media, resort tłumaczył, że ma on się zająć „strategią rozwoju sportu".

Zdaniem posła PiS Mariusza Oriona Jędryska zatrudnienie poprzedników może wynikać z luk w kompetencjach obecnych ministrów. – Maciej Grabowski został ministrem po to, by poszukać pieniędzy na zrujnowany budżet. Jest sprawnym finansistą, jednak nowicjuszem w dziedzinie gospodarowania środowiskiem – tłumaczy.

– Być może w grę wchodzą jakieś układy i rozgrywki personalne, jednak moim zdaniem świadczy to o profesjonalizacji polityki – polemizuje politolog dr Bartłomiej Biskup.

Zauważa, że dotąd częściej niż o współpracy ministrów z  ich poprzednikami mówiło się o animozjach. Konflikt miał m.in. wybuchnąć między ministrem zdrowia Bartoszem Arłukowiczem a jego poprzedniczką Ewą Kopacz.  Poseł SLD Dariusz Joński uważa jednak, że nowy model zarządzania jest nieprzejrzysty. – Skoro tamci byli tacy źli, po co powołuje się ich ponownie? Może dlatego, że ci nowi są jeszcze gorsi? – pyta.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ