Jaka jest kondycja Sojuszu Lewicy Demokratycznej po wyborach samorządowych?

Józef Oleksy, były premier, SLD: Sojusz poniósł prestiżową porażkę w tych wyborach, bo w SLD zapanował zastój. Stan posiadania Sojuszu został utrzymany, jeśli chodzi o prezydentów miast, burmistrzów, starostów, ilość koalicji, ale nie ma progresu.

Sojusz ma 15 prezydentów a miał 23. Mandatów w sejmikach miał 85, teraz ma 28. Z ilością radnych również nie jest lepiej.

SLD nie potrafi przebić szklanego sufitu. 8- 9 procent poparcia społecznego to porażka, w sytuacji gdy potencjał lewicy wynosi ponad 30 proc. Jeśli ta tendencja utrzyma się przy wyborach parlamentarnych, to będzie koniec SLD.

Leszek Miller zawodzi jako przywódca SLD?

Docierają do mnie różne głosy. Miller sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jeszcze jest siłą napędową SLD.

A może elektorat Sojuszu kurczy się i wymiera?

Część elektoratu odchodzi. Za mało jest nowych. Warto myśleć o nowej formacji centrolewicowej. Dwa lata temu robiłem Kongres Lewicy będąc przekonanym, że to jest szansa na nowa partię lewicową. Ale ten pomysł został storpedowany. Teraz pozostaje ta sama droga. Zostawiłem SLD furtkę - Komitet Porozumiewawczy Lewych Polskiej. Tylko nie wiem czy koledzy mają wystarczający power. Sojuszowi brakuje nowej energii.

Są młodzi politycy w SLD jak Krzysztof Gawkowski, Dariusz Joński...

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Gawkowski się wybija. Ma energię. Chce mu się. Obronił doktorat, chyba pisze habilitacje. Nie jest dworzaninem Millera. Jest kandydatem na następcę Leszka Millera.

W SLD trwa gra o tron?

Zawsze jest jakaś gra. Wybija się Włodzimierz Czarzasty, wraca do aktywności Grzegorz Napieralski, pojawił się ponownie Wojciech Olejniczak. Tylko każdy z nich ma za sobą porażkę. Całe SLD poniosło porażkę. A w Sojuszu jest pokusa, żeby po tych wyborach powiedzieć, że nic się nie stało. A stało się.

Przed nami wybory prezydenckie. Kto powinien być kandydatem SLD na prezydenta?

Rozważa się kandydaturę prof. Grzegorza Kołodki...

... Wojciecha Olejniczaka?

Olejniczak się powypalał. Ma poparcie obozu Kwaśniewskiego i Palikota. Olejniczak jest znaną kandydaturą, ale nie dla wszystkich oczywistą.

Kto inny? Ryszard Kalisz?

Kalisz chciałby kandydować na prezydenta. Ale on już nie ma szans. Możliwe, że zrobiłby niezły wynik, ale do drugiej tury nie wejdzie. O prezydenturę powalczy z Komorowskim Andrzej Duda. On robi dobre wrażenie.

A nie kandydat lewicy?

Prof. Jacek Majchrowski byłby najlepszym kandydatem SLD na prezydenta RP. Ale on nie chce kandydować, bo uważa że prezydenta Komorowskiego nie należy zmieniać. Może SLD nie powinno wystawiać kandydat na prezydenta i powinno wesprzeć Bronisława Komorowskiego.

To niemożliwe. Sojusz do dzisiaj żałuje, że wsparł w referendum Hannę Gronkiewicz-Waltz.

I słusznie, bo to był błąd. Sojusz liczył, że wesprze Gronkiewicz-Waltz, wystawi w wyborach samorządowych słabego kandydata na prezydenta, którego Gronkiewicz zrobi swoim wiceprezydentem.

Z lewicowych kandydatów największe poparcie zdobył Piotr Guział.

Piotr Guział ma energię i przyszłość przed sobą. On może coś stworzyć wokół siebie. SLD powinno ściągnąć Guziała do siebie, podobnie jak Roberta Biedronia. Biedroń ma przed sobą przyszłość. Klaus Wowereit od szesnastu lat jest burmistrzem Berlina i pokazuje się publicznie ze swoim partnerem. Polska otwiera się od Słupska.

Wracając do SLD...

Sojusz musi się otworzyć na młodych polityków. Czas stworzyć nową formację, także z takimi osobami jak Guział, Biedroń, Barbara Nowacka. Nasz czas, mój, Millera i Kwaśniewskiego, już minął.

Już czas na wyprowadzenie sztandaru SLD?

To nie ta symbolika. Ale z drugiej strony, Sojusz w tych wyborach był niezły. Program był dobry. Kampania była niezła. Pojawiało się wiele młodych osób, które udało się wypromować.

Kandydata SLD na prezydenta Warszawy nie do końca udało się wypromować, patrząc na wynik Sebastiana Wierzbickiego.

To była inna gra... To są trudne pytania. Leszek Miller jest zabezpieczony z systemem wyborów na przewodniczącego. On to wie. Wzbudzić rewoltę w partii z takimi tradycjami centralizmu jest bardzo trudno. Póki co, rewolucji w SLD nie będzie. Chyba, że wynik powtórzy się podczas wyborów parlamentarnych.

Spotkanie Leszka Millera z Jarosławem Kaczyńskim zaszkodziło SLD?

Na początku tak myślałem. Nawet napyskowałem na ten temat. Dostrzegłem pewien sens w geście Millera, jako demonstrację przeciwko rzekomej oczywistość, jakoby Sojuszowi znowu nie wolno było z kimś rozmawiać. Zawsze głosiłem teorię przeciw doktrynalnemu antypisizmowi, że wszystko czego dotknie PiS musi być dla innych obrzydliwe. Wciąż się z tym nie zgadzam. I Miller do tego wrócił. Chciał dowieść, jednym akcentem, że Sojusz nie jest skazany na PO. A, że wynik zbił Sojusz z nóg, tym łatwiej było Millerowi o ten gest.

Gest uwiarygodnienia Jarosława Kaczyńskiego, który twierdził, że wybory zostały sfałszowane?

Jarosław Kaczyński się wygłupił. Nie doszło do sfałszowania wyborów. Doszło do fatalnego przeprowadzenia wyborów. PiS nie dowiódł spisku. Nie będę atakował Millera za spotkanie z Kaczyńskim, bo każdy ma prawo rozmawiać z każdym. Zobowiązań od Kaczyńskiego Miller nie przyjmował. Niczego nie negocjował.

Miller miał poparcie partii przed spotkaniem z szefem PiS?

Leszek Miller nie pyta nikogo o zgodę. Decyzje podejmuje arbitralnie. Spotykając się z Kaczyńskim złamał tabu. Słyszałem wiele wypowiedzi mocno krzywdzących Millera za to spotkanie. I to z ust ludzi, którzy wcześniej go adorowali.

SLD straci po spotkaniu Kaczyńskiego z Millerem?

Tak, ale mniej niż się wydawało na początku. To spotkanie wprowadziło element niewiarygodności Sojuszu, który był dotąd konsekwentny sprzeciwiając się współpracy z PiS.

Długofalowa współpraca SLD z PiS jest dzisiaj możliwa?

Nie wiadomo co przyszłość przyniesie. Kaczyński też nie jest wieczny.

Wyklucza pan koalicję rządową PiS-SLD?

Nie wykluczam. Wszystko zależy od okoliczności, wyniku wyborów i zachowania innych partnerów na rynku. W polityce nie można nikogo wykląć na wieki wieków.

Kaczyński zrobił błąd oskarżając PO o sfałszowanie wyborów?

Tak. PiS nie ma dowodów na sfałszowanie wyborów. Kaczyński mógł powiedzieć o nieprawidłowościach, ale nie o fałszerstwie. Nie można rzucać oskarżeń bez dowodów. Wybory zostały wypaczone, ale nie sfałszowane. Powinno dokonać się reformy systemu wyborczego. Marsz 13 grudnia będzie fiaskiem PiS. Nie ma już tego nastroju. Dziwię się reakcji Kaczyńskiego, bo był wygranym tych wyborów. Zgubił go brak umiaru. A szkoda, bo jest mądrym liderem. I zawziętym.

Premier Kopacz nie za późno zareagowała na awanturę wokół wyników wyborów?

Zareagowała nerwowo. Ale ja ją lubię. Jest taka matczyna. Komorowski pozycjonuje się jako ojciec narodu, a Kopacz jako matka.

Ewa Kopacz zdała egzamin jako przywódczyni PO?

Efekt wyborów samorządowych, to nie zasługa Kopacz. Ona nie zaszkodziła Platformie, pomogła jej, ale cudów nie zdziałała.

Ewa Kopacz utrzyma Platformę przy władzy?

Jak PiS się nie przetransformuje, to tak. W PiS nie ma nastroju na rokosz, mimo że jest tam wielu młodych zdolnych ludzi. Brudziński, Giżyński, można dzisiaj wiele powiedzieć o Hofmanie, ale on był urodzonym polemistą. Tylko oni nie mają tego bezczelnego marketingu, który cechuje Platformę i SLD po PZPR.

Jaki scenariusz może być po wyborach parlamentarnych?

SLD wróci na trzecią pozycję. PiS przegra i będzie znowu drugi. Kaczyński powie, że wybory znowu zostały sfałszowane. On już nie ma wyjścia.

Platforma zasłużyła na kolejne zwycięstwo?

Nie. Platforma robi się coraz bardziej zarozumiała i pewna siebie. Jak oni to zachachmęcili, że zeszło na cztery punkty przewagi i wygraną PO? Nie wiem. Nie do końca wierzę sondażom. Na Ukrainie Jaceniuk miał 6 proc. a na końcu wziął 26. Takie cuda się nie dzieją.

Jak pan postrzega Donalda Tuska jako prezydenta Europy?

Donald Tusk nie jest prezydentem Europy. Nie ma takiego stanowiska. To nadużycie.

Wielu polityków i komentatorów określa Tuska właśnie prezydentem Europy.

Świadomie nadużywają i podlizują się Tuskowi. On tego nie koryguje. Byłem współtwórcą konstytucji dla Europy. Sam wyszedłem z wnioskiem, żeby zamiast prezydenta powołać przewodniczącego Rady Europejskiej, koordynatora. Tak to przedstawiałem w Sejmie. Donald Tusk nie jest prezydentem Europy, bo nie ma takiego stanowiska. To jest grzecznościowa formuła w Polsce. On nie został wybrany na przewodniczącego, jego mianowały rządy krajów UE. Jego pozycja jest wynikiem konsultacji międzyrządowych, a tytuł ma grzecznościowy. Tusk jest koordynatorem prac Rady Europejskiej.

Jaką rolę Donald Tusk może odegrać w Europie?

Może się tak zawirować w Europie, że będzie potrzebny silny przywódca. On jest samodzielnym liderem, może odegrać wielką historyczną rolę i stać się jednym z najważniejszych liderów na świecie.

Donald Tusk coraz częściej mówi o przyjęciu w Polsce euro.

Przez najbliższe pięć lat Polska nie przyjmie euro. Sama strefa euro jest nieuporządkowana i nastroje społeczne w Polsce nie są najlepsze. Tusk, jako przewodniczący Rady Europejskiej, nie może grać o interesy Polski. Musi grać o interes wspólnoty. Może mieć wpływ na określenie priorytetów, prac i obrad RE. Powinien podjąć takie tematy jak: wspólna polityka energetyczna, rozmowy z Rosją, podciągnięcie tematyki euro, tematy klimatyczne. Powinien podjąć temat pakietu spraw przyszłości Unii Europejskiej, na który składają się relacje Europa -świat, stan ducha Europy, morale społeczne narodów Unii, debata o globalnym człowieku, o tym wszystkim co zastępuje demokracja alternatywna. Młode pokolenie wymyka się demokracji i wcześniej czy później głośno ją zaneguje. Unia będzie skansenem. Zamożnym, wygodnie żyjącym skansenem. Za same efektywne rozmowy państw UE z Rosją, a zachód dojrzewa do dialogu podobnie jak Rosja, Tusk zapisałby się w historii Europy.

Tusk wróci do polskiej polityki?

Tak, po drugiej kadencji prezydentury Bronisława Komorowskiego.