Reklama

Jan Bończa Szabłowski: Dziady i baby

Historia polskiego teatru pokazała, że Mickiewiczowskie „Dziady", choć pisane były w różnych częściach, w różnym czasie i różnych miejscach, to kiedy już trafią na scenę, potrafią się tak ze sobą zrosnąć, że stają się groźne. Spędzają sen z powiek politykom, zwłaszcza rządzącym. Czasem nawet wbrew intencji reżyserów. Najlepszy przykład to słynne „Dziady" Kazimierza Dejmka, które u władz PRL wywołały wściekłość i zapoczątkowały wręcz rewolucję. Reżyser wprawdzie pragnął nimi uczcić rewolucję, tyle że październikową.
Jan Bończa Szabłowski: Dziady i baby

Foto: Fotorzepa

Najnowsza premiera Mai Kleczewskiej w Krakowie nie wywołała jeszcze rewolucji, ale już została potępiona przez miejscową kurator. Jeszcze przed zobaczeniem. Ponieważ najbliższy rok ma być rokiem romantyzmu, należy się spodziewać kolejnych inscenizacji i kolejnych sprzeciwów. Jak więc wystawić „Dziady", by spotkały się z uznaniem władzy? Wystarczy przygotować odpowiednią adaptację, pomijając punkty zapalne utworu.

Przede wszystkim cytat „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie" w czasach gwałtownych podwyżek cen energii brzmi wyjątkowo prowokacyjnie.

Pozostało jeszcze 86% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama