Niestety, widać porażające ich analogie z analizami publikowanymi przez banki inwestycyjne i agencje ratingowe w latach 2007 – 2008.
Przypomnę, że tamte analizy udowadniały, iż sytuacja na rynku pożyczek hipotecznych w USA jest dobra i nie grozi nam kryzys. W pamięci utkwił mi zwłaszcza jeden aspekt tamtych analiz, który został świetnie pokazany w książce Michaela Lewisa „The Big Short". Analizy zakładały, że ceny nieruchomości będą rosły o pięć procent rocznie lub więcej i to wystarczy do utrzymania wystarczającej spłacalności pożyczek hipotecznych, żeby rating papierów dłużnych i instrumentów pochodnych opartych na tych pożyczkach był wysoki, w wielu przypadkach sięgający AAA.
Był taki moment, że fundusze hedgingowe, które oczekiwały załamania rynku, zleciły głębokie analizy i okazało się, że nawet 5-procentowe tempo wzrostu cen nieruchomości nie wystarczy i dojdzie do krachu finansowego. Sięgając po terminologię fizyki i kosmonautyki, oznaczało to, że należało uzyskać drugą prędkość kosmiczną, żeby wyrwać się z planety pod nazwą „krach na rynku nieruchomości". To dziwna planeta: jej masa cały czas rośnie, rośnie więc i siła grawitacji, podobnie jak cały czas narasta dług publiczny liczony w miliardach euro w krajach strefy euro i wartość pożyczek hipotecznych udzielonych w USA.
W takiej sytuacji pierwsza prędkość kosmiczna, która pozwala uciec na orbitę planety, nie wystarcza, ponieważ po jakimś czasie siła grawitacji wzrośnie i obiekty krążące po starych orbitach, spadając z wysoka na planetę, roztrzaskają się. Błędem analiz z lat 2007 – 2008 było to, że ich autorzy nie dostrzegli potrzeby uzyskania drugiej prędkości kosmicznej. Przyszedł taki moment, kiedy jej uzyskanie stało się technicznie niewykonalne. Co było potem, pamiętamy.
Ten sam błąd jest popełniany obecnie. Dwa lata temu pisałem, że Grecja przekroczyła już moment, w którym może uzyskać drugą prędkość kosmiczną, rozumianą jako wzrost PKB konieczny do poprawy relacji długu publicznego do PKB, i że jedynym ratunkiem jest radykalne obniżenie masy planety Kryzys. Techniki obniżania masy takich planet są dobrze znane. Dopiero kiedy to nastąpi, będzie można osiągnąć drugą prędkość kosmiczną. Zmarnowano mnóstwo pieniędzy i energii na próby startu (cięcia wydatków, podwyżki podatków, nowe kredyty z MFW, UE i ECB), które przyczyniły się do jeszcze szybszego wzrostu masy planety Kryzys, na której znajduje się Grecja.
W międzyczasie planeta Kryzys urosła do takich rozmiarów, że zmieniła nazwę na Megakryzys i ściągnęła na swoją powierzchnię Portugalię, Irlandię, Hiszpanię i Włochy, znane w anglosaskiej literaturze przedmiotu jako PIGS. Tamte kraje mają więcej energii i mocniejsze silniki, więc analitycy zakładają, że mogą odlecieć z planety, ale popełniają błąd, bo osiągnięcie drugiej prędkości kosmicznej, czyli odpowiednio szybkiego tempa wzrostu PKB, jest już poza ich zasięgiem.
Oczywiście obiekty można unieść z powierzchni planety dowolnie wysoko przy działaniu mniejszych sił, ale gdy tylko przestaną one oddziaływać, zacznie ono z powrotem opadać na planetę Megakryzys. Siłą nośną jest w tym przypadku drukowanie pieniędzy przez Europejski Bank Centralny. Nie może to trwać zbyt długo, tym bardziej że masa planety rośnie, więc skala druku pieniędzy musiałaby stale rosnąć.
Nie będę prezentował wzorów, pozostawiam to osobom zainteresowanym pracą magisterską z fizyki finansowej lub ekonofizyki. Zwracam natomiast uwagę, że rynki finansowe reagują ekstatycznie na dane pokazujące, że być może recesja we Włoszech czy Hiszpanii będzie mniejsza, niż przewidywano. Rynki i analitycy wciąż nie rozumieją, że nie chodzi o to, aby odpalić silniki i unieść się nad powierzchnią planety Megakryzys na jakiś czas. Gra toczy się o osiągnięcie drugiej prędkości kosmicznej. Z moich wyliczeń wynika, że w 2013 roku żaden z krajów PIGS nie będzie w stanie jej uzyskać. Rozwiązaniem pozostanie radykalne zmniejszenie masy planety, co właśnie przerabiamy w przypadku Grecji. Na razie rynki finansowe nie akceptują tej możliwości i uważają, że EBC da pozostałym krajom wystarczająco dużo paliwa, by opuścić planetę Megakryzys. Paliwa będzie w bród, tylko silniki nie dadzą rady i albo nastąpi potężny krach przy starcie, albo kraj uniesie się na jakiś czas, a potem z hukiem rozbije.
Ponownie apeluję, żeby nie marnować czasu i jak najszybciej zacząć pracować nad scenariuszem zmniejszenia masy planety Megakryzys.
Autor jest profesorem i rektorem Uczelni Vistula w Warszawie