Pięć lat wcześniej artysta doświadczył okrucieństwa wojny w Kosowie, gdzie trafił na ochotnika. Znalazł się w kontyngencie NATO, który miał odbić od Rosjan lotnisko w Prisztinie. W czołgu woził gitarę, występując dla lokalnej publiczności. Znalazł się w wojsku, spełniając życzenie ojca, pułkownika ciężkiej kawalerii, pochodzącego z rodziny, która służyła w wojsku od czasu przybycia ich duńskich przodków do Anglii w X wieku. Służba wojskowa była też formą spłaty stypendium na studia, które zakończył, pisząc pracę o wizerunku gwiazd na podstawie cyklu „Pop Idol".
Nagrania rozpoczął jeszcze w armii, w czym pomagał mu menedżer Eltona Johna – Todd Interland. Jedna z londyńskich wytwórni odmówiła wydania płyty, argumentując, że akcent Blunta wydał się nazbyt snobistyczny jak na zróżnicowany etnicznie Londyn. Miała czego żałować: album sprzedał się na świecie w 11 mln egzemplarzy, stając się najczęściej kupowanym krążkiem pierwszej dekady XXI w. w Wielkiej Brytanii.
Blunt zaproponował melodyjne piosenki „You're Beautifull" i „Goodbye My Lover", śpiewając z towarzyszeniem gitary dla dziewczyn o miłości. „You're Beautiful" zainspirowało przypadkowe spotkanie dawnej dziewczyny z jej nowym chłopakiem.
Drugą płytę „All The Lost Souls" (2007) mógł już nagrywać w swojej willi na Ibizie. Single „Same Mistakes", „Carry You Home" oraz tournee z Sheryl Crow sprawiły, że album kupiło na świecie 6,5 mln fanów. Kolejne sprzedawały się słabiej, a Blunt, jako specjalista od wizerunku, skorzystał z zaproszenia do programu „The X Factor" w wersji australijskiej, a nawet podjął współpracę z niemieckim DJ-em Allem Farbenem, żeby nagrać „Walk Away" w stylu dance.
Najważniejszy był jednak ślub z Alexadriną Wellsley, prawnuczką diuka Wellington, co pozwoliło mu umocnić się na arystokratycznych salonach, choć już z czasów wojska datowała się jego znajomość z księciem Harrym.
Najnowszy album „Once Upon A Mind" to powrót do melodyjnych piosenek utrzymanych w klasycznej dla Blunta stylistyce. Na pierwszy plan wybija się przebojowy „Cold". Z kolei „Champions" zaczyna się niczym piosenka Dylana, ale Blunt śpiewa jak Sheeran, w tekście pokładając nadzieję, że potrafimy być najlepsi. To świetna piosenka, żeby porwać stadionową publiczność. Taki sam potencjał ma „5 miles". Ale najbardziej poruszająca jest ballada „Monsters". To rozliczenie z trudnych relacji ojcowsko-synowskich, dla których, wobec śmierci, najważniejsze jest wybaczenie. „Younger" to kolejny hit. Piosenkarz odwołuje się do rad mamy, by zawsze myśleć pozytywnie.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Tylko on wie, kogo ma na myśli, gdy śpiewa o młodszych artystach próbujących wyrwać mu z ręki muzyczny piorun. Pedał pompatyczności Blunt przyciska w fortepianowej balladzie „How It Feels To Be Alive". Cóż za masochizm! A album kończy „Greatest". Wokalista śpiewa pewnie z myślą o swoim synku. Martwi się, że świat nie zawsze jest idealny, ale dodaje, że każde pokolenie ma szansę, by go ulepszyć.
Blunta będzie można posłuchać podczas dwóch koncertów „Art On Ice" Cirque Eloize w trójmiejskiej Ergo Arenie (20 i 21 grudnia). Solo wystąpi 7 marca w Arenie Gliwice.