- Wybór był bardzo trudny. Zależało nam na tym, by trener miał doświadczenie w prowadzeniu reprezentacji i sukcesy w pracy z grupą. Będzie pomagał nam w udoskonalaniu programu szkolenia młodzieży, jeździł na mecze, rozmawiał z trenerami. Wierzę, że wniesie dużo dobrego do całej naszej piłki - opowiadał prezes PZPN Cezary Kulesza. Potem wręczył nowemu selekcjonerowi koszulkę reprezentacji z jego imieniem i nazwiskiem.

- Dzień dobry - przywitał się po polsku Santos i przeprosił, że będzie mówił po portugalsku. Z piłkarzami będzie się komunikował po angielsku. Zna już kilka polskich słów, ma nadzieję, że uda mu się nauczyć dużo więcej.

Czytaj więcej

Fernando Santos nowym selekcjonerem reprezentacji. Dwa razy doprowadził nas do łez

- Od dzisiaj jestem Polakiem, jednym z was. Będziemy ciężko pracować, by dać wam wiele radości. Wierzę, że wspólnie osiągniemy cel - podkreślił i dodał, że będzie otwarty na współpracę z mediami. - Przeprowadzam się z rodziną do Warszawy. Mam jeszcze trochę spraw do załatwienia, ale od lutego będę już w Polsce. Chcę poznać ludzi i wasz sposób myślenia. Proszę się przyzwyczaić do tego, że będziecie mnie tu często widzieć.

To miła odmiana po Paulo Sousie, który na meczach Ekstraklasy pojawiał się rzadko.  Santos nie chciał komentować pracy swoich poprzedników. Woli rozmawiać o przyszłości. Nie ukrywa, że nie zna dobrze naszej ligi - poza drużynami, które występują w europejskich pucharach. Obiecał, że będzie starał się zobaczyć jak najwięcej meczów, także w telewizji.

Twierdzi, że reprezentacja Polski spełnia wszystkie warunki, by rywalizować jak równy z każdym zespołem na świecie. - Moja wizja i filozofia? To dwa słowa: my i zwycięstwo. Musimy podchodzić do przeciwników z szacunkiem, ale bez strachu. Futbol to prosta gra. Najważniejsze to strzelać gole i ich nie tracić. Musimy być solidni w defensywie. Jeśli nie postawimy dobrych fundamentów, to budynek się zawali - wykładał swoją filozofię Santos i dodał, że nie rozumie opinii, że jest przywiązany do defensywy. - W Portugalii zdobyliśmy chyba ponad 230 bramek. Bez równowagi w ataku i obronie nikt nie wygrywa. Jeśli zwyciężanie jest pragmatyczne, to tak - jestem pragmatyczny - mówił.

Santos oglądał występy Polaków na mundialu w Katarze. Nie chciał się odnosić do stylu gry. Chce na spokojnie przeanalizować mecze i wyciągnąć wnioski. - Nie lubię mówić o systemach i ustawieniach. To tylko liczby. Gra musi być dynamiczna. Będziemy próbować grać w ten sposób. Nie przyjechałem tu, by przegrywać. Nie lubię słowa porażka i go nie akceptuję. Chcę zostawić coś po sobie. Nie zaglądam zawodnikom w dowody. Liczy się talent i umiejętności. Wprowadziłem do prowadzonych przez siebie reprezentacji wielu młodych zawodników - przypomniał.

Wiele razy mierzył się z Polską. Zaznacza, że wszystkie te mecze były trudne. Najbardziej chyba ćwierćfinał Euro 2016, wygrany przez Portugalię po karnych. - Ale pamiętam też mecz otwarcia Euro 2012, gdy trenowałem Grecję i niestrzelony karny - wspomina.

Santos spotkał się już z Łukaszem Piszczkiem i Tomaszem Kaczmarkiem, czyli kandydatami na swoich asystentów, ale wyboru jeszcze nie dokonał. - Rozmawiałem z nimi w poniedziałek, poznałem ich spojrzenie na reprezentację. Ważne, by mieć w sztabie człowieka z kraju, w którym się pracuje. Za 15 dni przekażę prezesowi, jaka jest moja decyzja - wyjaśnił.

Z piłkarzami jeszcze nie rozmawiał. Z większością z nich chciałby się spotkać jeszcze przed marcowym zgrupowaniem. - Najważniejsze, by zrozumieli, że wszyscy jesteśmy częścią zespołu i że podczas treningów to ja rządzę. Piłkarze muszą to szanować. Każdy ma inną osobowość, ale wszyscy będą ważną częścią tej układanki. Gwiazdy są na niebie. Potrzebuję zespołu gwiazd - podkreślił.

Odniósł się też do wypowiedzi Roberta Lewandowskiego po meczu z Francją na mundialu dotyczącej radości z gry: - Bez tego nie da się wygrać. Wszyscy zawodnicy muszą być zadowoleni. Chcę, by cieszyli się, że są w kadrze, by przyjeżdżali na zgrupowania z uśmiechem i pasją. Mentalność jest ważniejsza niż aspekty fizyczne, których nie poprawię przez cztery-pięć dni. To zadanie klubu.

Kontrakt zawiera dwa cykle eliminacyjne: do Euro 2024 i mundialu 2026. - Myślę, że jest on dobry dla obydwu stron - przyznał sekretarz generalny PZPN Łukasz Wachowski. Na pytanie "Rz", czy któryś ze sponsorów opłaci pensję selekcjonera, tak jak było to w przypadku Leo Beenhakkera, odpowiedział: - Nie ma żadnej indywidualnej umowy. To kontrakt między PZPN a trenerem. Mamy na tyle stabilną sytuację finansową, że jesteśmy w stanie sobie poradzić bez wsparcia.

Celem numer jeden jest awans drużyny na Euro 2024. Pierwszy mecz eliminacji już 24 marca w Pradze z Czechami.