Tak orzekł [b]warszawski Sąd Apelacyjny (I ACa 909/10)[/b].

Poszło o niedużą spółkę z o.o. z Warszawy. Jej szefowie – małżonkowie K. wyszli ze swym konfliktem na zewnątrz. Pan K. rozesłał e-maile do prawników spółki oraz członka zarządu jej głównego kontrahenta, w których pisał, że spółka ma kłopoty finansowe, a jej prezes (jego żona) mobbinguje pracowników.

Pani K. pozwała męża do sądu. Uzyskała przeprosiny i 10 tys. zł zadośćuczynienia.

Pan K. został też pozwany przez spółkę. Ta zażądała przeprosin za psucie jej renomy i kolejnych 10 tys. zł. Nie ma wątpliwości, że renoma jest dobrem osobistym osób prawnych, które podobnie jak osoby fizyczne mają prawo do ochrony – mówił pozew.

Sąd okręgowy oddalił żądania spółki. Nie dopatrzył się, by poniosła jakąś szkodę.

Skarżąca spółka złożyła apelację. Jak przekonywał jej pełnomocnik adwokat Artur Kozak, tego rodzaju nieprawdziwe informacje stanowią zagrożenie dla firmy, a nie musi nastąpić wyraźnie widoczny negatywny skutek, żeby domagać się ochrony dóbr osobistych. SA nakazał przeprosiny, choć bez zadośćuczynienia pieniężnego.

– [b]Samo przedstawienie w złym świetle osoby podważa zaufanie do niej i w istocie narusza dobre imię[/b]. Z kolei przyjmuje się, że naruszenie dobrego imienia osoby zarządzającej przekłada się na renomę firmy – powiedziała w uzasadnieniu sędzia Beata Kozłowska.

SA złagodził tylko przeprosiny, wykreślając z nich stwierdzenie, że pozwany „wyrzeka się” inkryminowanych twierdzeń, ponieważ, jak powiedziała sędzia, nie można oczekiwać takich wewnętrznych przemian. Ważne jest, żeby pozwany nie uzewnętrzniał takich opinii.

Wyrok jest prawomocny.