PiS wybiera opcję atomową, aby rozprawić się ze zbuntowanymi sędziami. Liczący 26 stron projekt zmian w ustawie o sądach powszechnych, wojskowych, Sądzie Najwyższym i Prokuraturze już czeka w Sejmie. Jest konstrukcją przemyślaną, nie pisaną pospiesznie na kolanie. Przyświeca mu jeden cel: stłumić w zarodku sędziowski bunt, który po wyroku TSUE i Izby Pracy SN może wywrócić nową Krajową Radę Sądownictwa, Izbę Dyscyplinarną oraz zanegować status kilkuset nowo powołanych sędziów, czyli praktycznie wszystkie reformy przeforsowane przez PiS.

Przygotowany oręż jest bardzo mocny. Dopuszcza ściganie i surowe karanie sędziów właściwie na każdym poziomie ich aktywności: od wypowiedzi publicznych przez sprawy proceduralne po działalność orzeczniczą, która może wiązać się z kwestionowaniem decyzji konstytucyjnych organów. Najsurowsza sankcja to usunięcie z urzędu sędziego przez Izbę Dyscyplinarną SN.

Czytaj także: Jak PiS chce dyscyplinować sędziów - wszystko o nowej ustawie

"Stan wojenny w wymiarze sprawiedliwości"

Prof. Łętowska: Polexit właśnie się dokonuje

I Prezes SN ma być wybrany według nowych zasad

Poseł PiS o nowej ustawie sądowej: Nie podoba się Francja?

Karane ma być negowanie obwiązujących przepisów prawa, jeżeli te nie zostały wcześniej zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny, działania, które mogą uniemożliwić bądź utrudnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, kwestionowanie stosunku służbowego sędziego ( np. ignorowanie decyzji prezesów) lub skuteczność jego powołania. Sankcje mają grozić za działania o charakterze politycznym i uchybienia godności urzędu. Wszystkie te pojęcia są bardzo pojemne i dają szerokie pole manewru rzecznikom dyscyplinarnym, których rola i działania zostały rozszerzone.

PiS chce zlikwidować praktykę blokowania nowych nominacji sędziowskich ze względu na kwestionowanie statusu KRS. W tym celu ma zostać ograniczona rola samorządu sędziowskiego: kolegiów i zgromadzeń sędziowskich. Jest to pierwsze ogniwo w procedurze nominacyjnej sędziów. Obecnie niektóre kolegia/ zgromadzenia, nie uznając bezstronności nowej KRS wstrzymują się z oceną kandydatów do awansów, blokując przesyłanie dokumentów do Rady. To paraliżowało całą procedurę. W ten sposób zablokowanych zostało wiele wakatów sędziowskich. Teraz nie będzie już to możliwe. Bo brak oceny kandydata nie przeszkodzi w kontynuowaniu procedury przez KRS. Niedopuszczalne będzie też blokowanie kandydatur zgłoszonych na wolne stanowiska sędziowskie, a także ignorowanie decyzji przełożonych, w tym prezesów sądów, lub ich bojkotowanie (casus prezes SO z Krakowa).

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Kolejne obostrzenie to zakaz badania legalności powołania sędziego przez Prezydenta RP. Uznaje się je za ingerowanie w prerogatywy konstytucyjnego organu jako aktu ustrojowego. To casus sędziego Juszczyszna, który zakwestionował status sędziego powołanego przez nową KRS, po tym jak wydany przez niego wyrok trafił do apelacji. W ślady olsztyńskiego sędziego poszedł sąd w Katowicach, który zwrócił się do Sądu Najwyższego o zbadanie statusu innego sędziego powołanego przez nową KRS. To pokłosie wyroku Izby Pracy SN, wydanego na podstawie wcześniejszych wskazań Trybunału. Orzeczenie SN i jego szeroka interpretacja dało sędziom swoiste alibi, tarczę przed surową ręką rzeczników dyscyplinarnych, którzy tego punktu widzenia nie podzielają. Otworzyło pole do indywidualnych decyzji w kwestionowaniu statusu nowych sędziów. Nowy przepis ma temu zdecydowanie zapobiec pod groźbą surowej sankcji nawet usunięcia z urzędu.

Inna regulacja ma nie dopuścić do kwestionowania statusu Trybunału Konstytucyjnego i nowych izb w Sądzie Najwyższym oraz samej KRS - jak „konstytucyjnych organów państwowych oraz organów kontroli i ochrony prawa".

Oprócz zakazu wystąpień publicznych, o charakterze politycznym ściśle kontrolowana ma być aktywność sędziów w stowarzyszeniach, organizacjach czy fundacjach, a także w internecie. Jeżeli sędzia posiada konto lub jest aktywny na portalu społecznościowym nawet pod pseudonimem, będzie to musiał zgłosić prezesowi sądu. Wszystkie jego aktywności mają być jawne dla obywateli i publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej.

Karani będą w końcu świadkowie, którzy nie stawią się na wyzwanie rzeczników dyscyplinarnych - kara wyniesie 3 tys. zł.

Opasły projekt wprowadza też zmiany w ustawie o Sądzie Najwyższym. Ma zabezpieczyć sprawny wybór nowego pierwszego prezesa SN w kwietniu 2020 r. Stosowne zmiany wprowadzono też w ustawie o Prokuraturze.

Czy PiS stłumi tymi zmianami sędziowskie protesty?

To pytanie otwarte. Wydaje się, mogą jeszcze zradykalizować postawy sędziów aktywnie występujących przeciw i krytykujących posunięcia władzy politycznej. Chodzi o przywódców sędziowskich organizacji, których protest i tak już przekształcił się w grę o życie z powodu dziesiątków zarzutów stawianych im przez rzeczników dyscyplinarnych. Jest prawdopodobne, że jeżeli działalność Izby Dyscyplinarnej nie zostanie zablokowana, zostaną surowo ukarani, nawet usunięciem z urzędu.

Na sędziów liniowych taka dawka surowych przepisów raczej podziała mrożąco, zniechęcając ich od występowania przeciwko decyzjom władzy politycznej (czy to w sprawie nowej KRS czy nowych sędziów).

PiS zapewne uchwali ustawę jeszcze na posiedzeniu, które odbędzie się w przyszłym tygodniu. Później ustawa zatrzyma się w Senacie na maksymalnie 14 lub 30 dni, w zależności od przyjętej procedury. W efekcie może wejść w życie w końcówce stycznia 2020 r.

Niewykluczone, że trafi pod ocenę Trybunału w Luksemburgu na wniosek samych sędziów lub Komisji Europejskiej, która może domagać się zawieszenia jej obowiązywania do czasu rozstrzygnięcia przez TSUE. Taki scenariusz był już wcześniej testowany. Władza wyciągnęła jednak wnioski z tamtej lekcji, forsując obecne rozwiązania wzoruje je na tych obowiązujących we Francji. I ten argument bezie zapewne podnoszony jeśli sprawa trafi do Trybunału.

Nie ma jednak wątpliwości, że konflikt i wrogość władzy politycznej i sądowniczej się zaostrza. Władze, które zgodnie konstytucją mają ze sobą współdziałać, weszły w wyniszczające państwo zwarcie. Projekt na pewno nie pomoże wyjść z niebezpiecznej dla państwa sytuacji. Da za to paliwo do dalszej długiej, destrukcyjnej wojny o Temidę.