Widok wielkich wycieczkowców przybijających do nabrzeży kurortów i wylewających się z nich potoków turystów przeraża. To tak, jakby całe miasto przypłynęło na wycieczkę. To symbol masowej, zdemokratyzowanej turystyki – razem z lotniczymi czarterami pełnymi urlopowiczów wybierających opcję „wszystko w cenie”, czyli all inclusive.
Zwiedzanie europejskich miast, najczęściej przez grupy zorganizowane, stało się ulubioną wakacyjną rozrywką. I jest dla miejscowych szczególnie uciążliwe, kiedy potężna grupa zwiedzających schodzi z pokładu wycieczkowca na trzy-cztery godziny, niczego nie konsumuje, bo wszystko ma na statku. I niczego nie kupuje, bo przewodnik ma swój harmonogram i nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek opóźnienia. Statek musi odpłynąć o czasie.