Pierwsze spotkanie „Forum dla praworządności", inicjatywy Polskiej Akademii Nauk mającej służyć stworzeniu eksperckiej platformy wymiany opinii, nie przyniosło, bo i nie mogło przynieść, efektów. Dobrze, że ci, którzy przybyli, zadeklarowali wolę współpracy. Szkoda, że w wąskim gronie – bez marszałków Sejmu, Senatu czy ministra sprawiedliwości, czyli tych, od których naprawdę zależy los ustaw sądowych. Byli przynajmniej wicepremier Jarosław Gowin i przedstawiciel prezydenta, który zadeklarował, że Andrzej Duda ewentualne projekty ustaw przygotowane przez forum przedstawi Sejmowi jako własne.

Ale zanim do tego dojdzie, to – jeśli wszystko ma przebiegać tak, jak nakreślił prezes PAN – najpierw trzeba wspólnie i w oparciu o naukowe metody ustalić, jaki jest prawdziwy problem polskiej Temidy. To zaś może nie być proste i zajmie trochę czasu, który niestety ucieka. Biegną terminy dla prezydenta, na którego biurku leży ustawa dyscyplinująca sędziów, przez nich samych zwana kagańcową. Krajowa Rada Sądownictwa, której formuła budzi zastrzeżenia, zakończyła właśnie konkurs na sześć wakatów do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, której status też zakwestionowały już Sąd Najwyższy i unijny Trybunał w Luksemburgu. Wkrótce Trybunał Konstytucyjny będzie rozstrzygał rzekomy spór kompetencyjny między Sejmem a Sądem Najwyższym. I wszystko to stanie się, zanim „Forum dla praworządności" wypracuje jakiekolwiek rozwiązania.

Czytaj też:

Spór o sądy: Jest nadzieja, ale do kompromisu daleko

Jeszcze gorzej by się stało, gdyby firmowane przez akademików forum było dla rządzących pozorem autoryzacji jego działań w okresie przedwyborczym.

Nie należy jednak stawiać krzyżyka na tej inicjatywie. Jest ona potrzebna, bo strony – nawet najbardziej zwaśnione – muszą ze sobą rozmawiać. Może niektórym trudno uwierzyć, że Julia Przyłębska i Małgorzata Gersdorf albo Zbigniew Ziobro i Borys Budka mogą mieć wspólne zdanie na jakiś temat, ale w próbie zbliżania radykalnych poglądów trzeba widzieć pozytywy.

Dobrze też, że w końcu odezwał się wysoki przedstawiciel Kościoła, który nawołuje do kompromisu i przypomina, że istnieje odpowiedzialność za dobro wspólne, a reformowanie instytucji nie może prowadzić do chaosu. Na razie niestety chaos rządzi.