Reklama

Piotr Szymaniak: Reżim 212 nie trwa od wczoraj

PiS miało osiem lat, by usunąć art. 212 z kodeksu karnego, ale dopiero po skazaniu Adama Borowskiego grzmi, że mamy reżim i państwo policyjne. Można też odnieść wrażenie, że żyjemy w kraju, w którym ludzie są wystarczająco odważni i zdrowi, by łamać prawo, lecz zbyt chorzy lub zbyt biedni, by ponosić z tego tytułu konsekwencje.

Publikacja: 23.01.2026 15:58

Działacz opozycji demokratycznej w PRL Adam Borowski wśród zwolenników prezydenta Karola Nawrockiego

Działacz opozycji demokratycznej w PRL Adam Borowski wśród zwolenników prezydenta Karola Nawrockiego przed warszawskim Belwederem

Foto: PAP/Radek Pietruszka

O tym, że żyjemy w reżimowej rzeczywistości i państwie policyjnym świadczyć ma sprawa Adama Borowskiego – za komuny opozycjonisty, później związanego z Prawem i Sprawiedliwością i klubami Gazety Polskiej, zaś ostatnio członka Rady ds. Kombatantów, Osób Represjonowanych i Działaczy Opozycji Antykomunistycznej działającej przy Prezydencie RP. Borowski w telewizji Republika powiedział, że Roman Giertych współpracuje z przestępcami. Wykonujący zawód adwokata Giertych uznał, że doszło do zniesławienia i wystąpił z prywatnym aktem oskarżenia. Sąd uznał Borowskiego winnym, ale umorzył postępowanie nakładając jednocześnie obowiązek przeprosin. Giertych nie skarżył tego orzeczenia zadowalając się przeprosinami.

Czytaj więcej

Zniesławienie nie zniknie z kodeksu. Potrzeba usprawnienia ochrony dóbr osobistych

Po roku, gdy okazało się, że Borowski ich nie opublikował, sąd podjął postępowanie i skazał Borowskiego na pół roku więzienia w zawieszeniu na rok i ponownie nakazał przeprosiny. Jeśli nie zostaną one opublikowane, to wyrok zostanie odwieszony i zostanie wydane zarządzenie o wykonaniu kary. Przy czym nie chodzi tu o kosztowne ogłoszenie prasowe, lecz wpis na Facebooku.

Zbyt zdrowi, by nie łamać prawa, zbyt chorzy, by ponosić odpowiedzialność

Na prawej podniosło się larum, że reżim wsadza do więzienia schorowanego bohatera (z wyliczeniem jego schorzeń). Można odnieść wrażenie, że żyjemy w kraju, w którym ludzie są wystarczająco odważni i zdrowi, by łamać prawo (jak Maciej Wąsik czy Mariusz Kamiński), lecz zbyt chorzy lub zbyt biedni (jak Jarosław Kaczyński), by ponosić z tego powodu konsekwencje. Gdy pojawiają się zarzuty, jak wobec Zbigniewa Ziobry, Dariusza Mateckiego czy Marcina Romanowskiego, od razu zaczynają wszem i wobec informować o swoich chorobach. Romanowski, przed ucieczką na Węgry, wedle słów jego obrońcy ledwo uszedł z życiem. Nawiasem mówiąc, niektórzy wychodzą z założenia, że piękna karta zapisana za czasów komuny ma zapewniać nietykalność po 1989 r.

Czytaj więcej

Art. 212. Niskie koszty sprzyjają nadużywaniu oskarżeń o zniesławienie
Reklama
Reklama

Tak czy inaczej, chorym należy się współczucie, tyle że w czasach, gdy wymienione osoby były u władzy, prokuratura przez rok trzymała w areszcie tymczasowym (początkowo w celi dla niebezpiecznych przestępców) 79-letnią kobietę. Matkę jednego z oskarżonych w aferze reprywatyzacyjnej, ostatecznie uniewinnionego. To był klasyczny areszt wydobywczy i nie miało znaczenia, że staruszka była po operacji związanej z chorobą onkologiczną

Borowski został skazany z art. 212 kodeksu karnego. Odkąd pamiętam, organizacje pozarządowe czy środowiska dziennikarskie domagają się od kolejnych rządów wykreślenia tego przepisu. Takie apele były formułowane również w trakcie trwających osiem lat rządów zjednoczonej prawicy. Dopóki ten przepis będzie widniał w k.k., dopóty jeśli ktoś skazany za zniesławienie (choćby na karę grzywny czy ograniczenia wolności) będzie się zapierał jak Borowski, że wyroku nie wykona, to będzie się to kończyło orzeczeniem kary pozbawienia wolności (zastępczej). Jeśli więc żyjemy w reżimie, to na pewno nie od wczoraj.

Potrzebna debata na temat odpowiedzialności za słowo

Przypadek Borowskiego mógłby stać się kolejnym powodem dla depenalizacji zniesławienia, ale najprawdopodobniej nie będzie, bo prezydent już mówi, że myśli o ułaskawieniu. Po co usuwać przepis, który zawsze może się przydać? Inna sprawa, że potrzebujemy debaty nie tylko w sprawie art. 212 z k.k., ale na temat odpowiedzialności za słowo w ogóle.

Pociąganie do odpowiedzialności na drodze cywilnej, po tym, jak uchwalono tzw. Lex Kaczyński (przepisy, które w przypadku braku przeprosin np. w mediach, pozwalają poprzestać na publikacji ich w… Monitorze Sądowym i Gospodarczym oraz nałożeniu grzywny w wysokości do 15 tys.) jest kpiną. Zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę tempo rozpoznawania takich spraw, które potrafią trwać i dekadę (co tym bardziej czyni ścieżkę karną atrakcyjniejszą). Nie znaczy to oczywiście, że zanim wprowadzono Lex Kaczyński było lepiej.

Przegrana w procesie o naruszenie dóbr osobistych mogła doprowadzić do finansowej katastrofy przegranego, co mogłoby być o wiele bardziej bolesne niż kara ograniczenia wolności czy nawet więzienie. To truizm, ale wolność słowa, choć jest jednym z fundamentów demokracji, nie jest absolutna. I nie ma wolności słowa bez odpowiedzialności za to, co się mówi.

Czytaj więcej

Katarzyna Batko-Tołć: Artykuł 212 ma się dobrze
Opinie Prawne
Gutowski, Kardas: To nie chwalebne intencje są podstawą orzeczeń sądowych
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Są niezależni, niezawiśli, bezstronni i nie czują żenady
Opinie Prawne
Ziobro przed Trybunałem Stanu? Adwokat o „legalnym fortelu”
Opinie Prawne
Marzena Tabor-Olszewska: Ustawa w „zamrażarce”, a psy nadal na łańcuchach
Opinie Prawne
Karol Ligarski: Rękojmia po upadłości dewelopera bywa iluzją
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama