Reklama

Członek zarządu jak Zosia Samosia? Czyli menedżer jako ścigany

Bezwzględny prymat rządów prawa ma głęboki sens, także dla menedżerów. Rządy prawa są dla nich bezpieczną przystanią.

Publikacja: 17.02.2026 05:07

Prokuratura Krajowa

Prokuratura Krajowa

Foto: Fotorzepa / Paweł Rochowicz

Od wielu lat wiadomo, z jaką lekkością  prokuratura   stawia zarzuty oraz formułuje akty oskarżenia wobec menedżerów z art. 296 k.k., czemu towarzyszą różne środki zapobiegawcze poprzedzone „wizytą” o godz. 6.00 rano, a obejmujące tymczasowy areszt, poręczenie majątkowe, nakaz meldowania się na policji, zatrzymanie paszportu itd.

Ci, którzy przetrwają wiele lat postępowania prokuratorskiego i sądowego, płacą za to wysoką cenę wykluczenia z życia profesjonalnego. I cenę osobistą. Zdarzenia ostatnich miesięcy nie wskazują na to, aby sytuacja miała się poprawić. Wciąż zadziwia łatwość, z jaką prokuratura może zamienić życie menedżera i jego rodziny w koszmar.

To wszystko następuje na podstawie skrajnie uproszczonych przesłanek – winny jest ten, kto złożył podpis, albo po prostu był w zarządzie. W ocenie prokuratury nieważne, jak duża i skomplikowana jest organizacja, członek zarządu powinien wszystkie czynności wykonać sam i powielić pracę swoich podwładnych, koleżanek i kolegów w zarządzie lub doradców, kierując się zasadą totalnego braku zaufania do kogokolwiek.

A może menedżer, który deleguje zadania zgodnie ze strukturą organizacyjną, jest leniem?

Prowadzi to do kilku zasadniczych pytań. Czy prokuratura na pewno dobrze rozumie, na czym polega prowadzenie spraw dużych podmiotów przez zarząd (art. 368 k.s.h.)? Czy naprawdę prokuratura zakłada, że np. w banku każdy członek zarządu powinien samodzielnie oceniać zdolność kredytową pojedynczego – nawet istotnego – kredytobiorcy? Czy aby uniknąć więzienia członek zarządu odpowiedzialny – dajmy na to za marketing – powinien w takim przypadku osobiście sprawdzać jakość zabezpieczeń oferowanych przez klienta, albo jego powiązania osobiste i kapitałowe? To samo dotyczy np. ubezpieczycieli, spółek giełdowych i każdej korporacji.

Czytaj więcej

Budżet państwa rozpoczął rok z 3,7 mld zł deficytu
Reklama
Reklama

Czy może jednak istnieje coś takiego jak struktura organizacyjna, ład korporacyjny, delegacja kompetencji i odpowiedzialności oraz właściwe departamenty merytoryczne? Może jednak członkowie zarządu przy podejmowaniu decyzji mogą polegać na rekomendacjach jednostek merytorycznych, a nie wyłącznie na sobie? Skoro prokuratura uważa, że odpowiedź na to pytanie jest negatywna, to może cała struktura organizacyjna jest niepotrzebna i członkowie zarządu powinni samodzielnie wykonywać wszystkie czynności samodzielnie, jak tytułowa Zosia Samosia?

A przede wszystkim: czy w ogóle powinna być to materia zainteresowania prawa karnego? Czy jednak prokuratura powinna wkraczać dopiero tam, gdzie mamy zachowania nieuczciwe, a odpowiedzialność za ewentualne błędy biznesowe należy pozostawić zainteresowanej spółce (czyli prawu cywilnemu)?

Dwa słowa o statystyce

Statystyka to sztuka kłamania za pomocą liczb – tak zdefiniował naturę statystyki poprzednik Freuda, austriacki psychoanalityk Wilhelm Stekel. Innymi słowy, na ile to jest prawda, trudno powiedzieć, ale powinno wystarczyć.

Panuje powszechne przekonanie, że prokuratura się nie myli, ponieważ w 98 proc. przypadków kierowany do sądu akt oskarżenia kończy się wyrokiem skazującym. Taka statystyka zdaje się wzmacniać przekonanie prokuratury, że jest prawie nieomylna także w sprawach dotyczących działania na szkodę spółki. Statystyki, podobnie jak wykładnia w prawie z przeciwieństwa, należą do najbardziej zwodniczych kryteriów traktowania spraw całkowicie odmiennych tak samo. Nie sposób porównać przestępstw białych kołnierzyków z przestępstwami pospolitymi. Przestępstwa białych kołnierzyków nie są bowiem pospolite, ale są związane z całą złożonością podejmowania decyzji w ramach dużych organizacji oraz ryzyka biznesowego. Nie wiemy, ile ważą w tych statystykach właśnie przestępstwa pospolite, gdzie stan faktyczny i prawny jest nieskomplikowany, ale intuicja podpowiada, że ważą bardzo dużo.

Zadaliśmy  pytanie Ministerstwu Sprawiedliwości w trybie dostępu do informacji publicznej  o statystyki dotyczące przestępstw działania na szkodę spółki (art. 296 k.k.). Odpowiedź nie jest korzystna dla prokuratury. Z oficjalnych danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w 2024 r. na 166 spraw rozpoznawanych przez sądy w pierwszej instancji, wyroki skazujące zapadły tylko w 80, czyli w 48 proc. To współczynnik znacznie poniżej statystyk dla pozostałych przestępstw. Prokuratura przegrywa nie 2 proc. spraw, ale 52 proc.

Akt oskarżenia ze swojej natury powinien być projektem wyroku dla sądu, a więc zawierać na podstawie w pełni zgromadzonego materiału dowodowego niepodważalne fakty uzasadniające żądanie prokuratury skazania oskarżonego. Wszak akt oskarżenia wieńczy jeden z kluczowych etapów postępowania karnego, jakim jest postępowanie przygotowawcze. Formułując akt oskarżenia prokurator ma obowiązek sprostać zadaniom, jakie stawia przed nim Konstytucja, Europejska Konwencja Praw Człowieka i Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej, a w konsekwencji prawo karne wymagające obalenia domniemania niewinności.

Reklama
Reklama

Nie ma tu miejsca na opinie, spekulacje itd. Prokurator musi obronić akt oskarżenia przed sądem. Jeżeli ma wątpliwości, to nie może „podrzucać” sądowi aktu oskarżenia, aby sąd wykonał pracę za prokuraturę. W razie wątpliwości prokurator powinien odstąpić od aktu oskarżenia, a wcześniej od stawiania zarzutów albo umorzyć postępowanie. To nie jest porażka prokuratora, ale wykonanie obowiązku stania na straży praworządności. Prokurator ślubuje bowiem, że będzie ścigał winnych i że nie będzie ścigał niewinnych.

Niestety, w praktyce znany jest mechanizm polegający na szukaniu przez prokuratora dowodów winy aż do skutku, którym niejednokrotnie jest znajdowanie dowodów, ale na brak winy. Odstąpienie od ścigania osoby niewinnej jest wygraną prokuratora, który rozumie istotę i DNA służby prokuratora w państwie praworządnym.

Najwyższy czas na zmiany w podejściu prokuratury, sądów i ustawodawcy

Przyczyn łatwości prokuratury w stawianiu zarzutów menedżerom i upadku aktu oskarżenia przed sądem może być kilka. Pomijając kwestie pozamerytorycznych motywacji, znanych chociażby w latach 2015-2023 (to odrębny temat), jedną z nich może być zbyt szeroki zakres karanych zachowań.

Obecnie obejmują one nie tylko działania umyślne, które spowodowały wyrządzenie odpowiednio dużej szkody, ale także zachowania nieumyślne (art. 296 § 4 k.k.), czy przypadki, w których szkody wprawdzie nie było, ale sprowadzono bezpośrednie niebezpieczeństwo jej powstania (art. 296 § 1a k.k.). Stanowi to zachętę do stawiania zarzutów także w takich sytuacjach, w których materiał dowodowy nie pozwala racjonalnie przyjąć, że mamy do czynienia z zachowaniem umyślnym.

Pomijamy przypadki zupełnie absurdalne, które najczęściej dotyczą spraw o podłożu politycznym – jak np. sprawę Jakuba Karnowskiego, któremu postawiono m.in. zarzuty, że brał udział jako przewodniczący RN dopuścił, aby nadzorowana spółka kupiła inną spółkę… za tanio (!) albo że nie dokonał samodzielnej weryfikacji wyceny sporządzonej przez renomowanego doradcę.

Nawet jeżeli nie uda się stwierdzić umyślności (albo szkody), to prokurator zawsze może argumentować, że nie dołożono należytej staranności, względnie, że chociaż szkoda nie powstała, to potencjalnie powstać mogła. Tymczasem prokuratura i sądy mogą mieć problem z rozróżnieniem niestaranności menedżera od zwykłego niepowodzenia, które jest wpisane w naturę prowadzenia każdej działalności gospodarczej.  Ceny za taką trudność nie mogą płacić menedżerowie.

Reklama
Reklama

Co więcej, odpowiedzialność karna za niedołożenie należytej staranności w zarządzaniu spółką w ogóle nie ma aksjologicznego (słusznościowego) uzasadnienia. Prawo karne służy bowiem eliminowaniu działań nieuczciwych (nieakceptowalnych społecznie), a nie nieefektywnych (co pozostaje potencjalnie w gestii prawa prywatnego).

Być może warto zatem wrócić do pomysłu projektodawców Kodeksu karnego z 1997 r. i usunąć z art. 296 k.k. formę nieumyślną przestępstwa nadużycia zaufania (§4) oraz postać bezszkodową (§1a)?

Oczywiście naiwne byłoby założenie, że problemy wymiaru sprawiedliwości zostaną rozwiązane wskutek zmian legislacyjnych. W pierwszej kolejności konieczna jest zmiana sposobu myślenia w prokuraturze. Z najlepszego prawa można bowiem zrobić potworka, a ze złej ustawy można zrobić dobre prawo. Bez zmiany podejścia prokuratury może okazać się, że po zakończeniu kadencji najbezpieczniejszym rozwiązaniem dla menedżerów będzie szybki wyjazd do Budapesztu albo do Argentyny. Bezwzględny prymat rządów prawa ma głęboki sens, także dla menedżerów. Rządy prawa są dla nich bezpieczną przystanią. Z praworządnością bywa jak ze zdrowiem w wierszu Jana Kochanowskiego: „Ślachetne zdrowie, Nikt się nie dowie, Jako smakujesz, Aż się zepsujesz”.

O autorach

Prof. Michał Romanowski, adw. Piotr Haiduk

Autorzy są partnerami w kancelarii Romanowski i Wspólnicy

Opinie Ekonomiczne
Aleksandra Ptak-Iglewska: prezydent podstawia nogę polskim rolnikom
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Krakowiak: „Wyprodukowane w (podzielonej) Europie”
Opinie Ekonomiczne
Piotr Arak: Zamiast zwalniać ludzi, AI dokłada im więcej pracy
Opinie Ekonomiczne
Maciej Stańczuk: Europie przydałby się ktoś w rodzaju Elona Muska
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama