W trzecim miesiącu wojny w Ukrainie polski Sejm przystępuje do prac nad zgłoszonym przez PiS projektem zmiany Konstytucji RP. Mają one umożliwić odbieranie majątków rosyjskim oligarchom, którzy jeszcze swego majątku nie sprzedali, ani nie przepisali na kogoś etycznie czystego jak żona cezara. Rządzący przekonują, że bez zmiany konstytucji nie da się skutecznie przeprowadzić całej operacji i istnieje niebezpieczeństwo, że w obecnym stanie prawnym da się skutecznie podważyć podobne decyzje.

Czytaj więcej

Lewica odrzuca zmianę konstytucji

Jeszcze dwa miesiące temu, gdy pomysł został ujawniony przez PiS, a nawet doszło do rozmowy premiera Mateusza Morawieckiego z politykami opozycji, wydawało się, że zmiana ma szanse powodzenia. Społeczne i polityczne wzmożenie, związane z bezprzykładnym działaniem Rosji, było na tyle intensywne, że można było mówić o tzw. momencie konstytucyjnym, czyli chwili właściwej i dogodnej z punktu widzenia prawnego, społecznego i politycznego, by dokonać zmian w ustawie zasadniczej.

Ale emocje opadły, minął czas, i moment konstytucyjny chyba też – o ile w ogóle był. Świadczy o tym nawet fakt, że posłów uczestniczących w środowej sejmowej debacie nad zmianą konstytucji dało się policzyć na palcach obu rąk. Politycznej zgody ponad podziałami już w tej sprawie nie będzie. I dyskusyjne, czy w ogóle jest taka prawna potrzeba.

W polskich przepisach mamy przecież od kilku lat, wprowadzoną z inicjatywy ministra Ziobry tzw. konfiskatę rozszerzoną, która pozwala na bardzo wiele

Gdy jeszcze w czasach tzw. głębokiej komuny powracał pomysł zmiany konstytucji, ktoś przytomny skomentował: a po co zmieniać? Przecież ta obecna jest całkiem dobra i na dodatek mało używana. Na szczęście nie żyjemy w komunizmie, ale niestety komentarz wciąż jest aktualny.

W polskich przepisach mamy przecież od kilku lat, wprowadzoną z inicjatywy ministra Ziobry tzw. konfiskatę rozszerzoną, która pozwala na bardzo wiele. Po wyroku skazującym możliwa jest np. konfiskata przedsiębiorstwa należącego do sprawcy lub osoby nawet niebędącej właścicielem firmy, jeśli służyła ona do popełnienia przestępstwa lub ukrycia osiągniętej z niego korzyści. Mamy także paragrafy do ścigania przestępstw terrorystycznych – a za taką działalność można przecież uznać wspieranie zbrojnej agresji Rosji na Ukrainę.

Jeśli więc konfiskowanie majątku Polakom nie wymagało zmiany konstytucji, to skąd pomysł, że trzeba ją zmieniać, by konfiskować majątki Rosjanom?

Konstytucja nie stoi na przeszkodzie, by stosować sankcje wobec osób fizycznych i prawnych, które w przekonaniu polskich władz na to zasługują. Jeśli brakuje szczegółowych rozwiązań, można je uchwalić w ustawach. Jedną niedawno zresztą Sejm uchwalił – i nie było problemu, by objąć sankcjami firmy z rosyjskim kapitałem.

To wymaga jednak prawniczego kunsztu w poruszaniu się pośród skomplikowanych mechanizmów przepływów finansowych. Być może komuś śnią się zasady, w myśl których tzw. dwóch smutnych panów wkracza do firmy i oświadcza: przejmujemy ją na rzecz Skarbu Państwa, bo właściciel sprzyja agresorowi. Ale to już było i oby czasy tego bezprawia już nigdy nie wróciły.