Reklama

Bogusław Chrabota: Hamlet po polsku – znieść dwukadencyjność czy nie?

To, że Władysław Kosiniak-Kamysz wrzucił na polityczną agendę kwestię zlikwidowania dwukadencyjności w samorządach, jest w pełni zrozumiałe. PSL szuka po prostu nośnych haseł, by odzyskać elektorat.
Władysław Kosiniak-Kamysz wrzucił na polityczną agendę kwestię zlikwidowania dwukadencyjności w samo

Władysław Kosiniak-Kamysz wrzucił na polityczną agendę kwestię zlikwidowania dwukadencyjności w samorządach

Foto: PAP/Radek Pietruszka

Ludowcom zależy głównie na wyborcach spoza wielkich miast. A tam kwestia zerwania z wprowadzoną przez PiS w 2018 r. dwukadencyjnością władz samorządowych to temat niezwykle gorący. Może nie w szerokim elektoracie, ale na pewno w kręgach lokalnych elit. I nawet jeśli nie wywodzą się z kręgów ludowców, to taki wist lidera PSL z pewnością jest przez nie świetnie odbierany.

Władysław Kosiniak-Kamysz umie też liczyć. Od wprowadzenia przepisów o dwukadencyjności minęło już siedem lat. Kolejne wybory samorządowe w 2029 r. „wyczyszczą” 61 proc. polskich gmin; ograniczenie kadencji do dwóch wymusi wymianę włodarzy w 1,5 tys. samorządów. Ich fotele stają się więc powoli „gorącymi krzesłami” i każdy, kto zapewni im przedłużenie możliwości działania, staje się ich dobrym sojusznikiem.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama