Wyrok skazujący T. Komendę to nie był „wypadek przy pracy". To efekt ewidentnych zaniedbań pracy policji, prokuratury i niestety sądów wszystkich instancji. Skazano niewinnego człowieka na podstawie pomówienia, nie mając dowodów, a w zasadzie skazano go, wbrew zgromadzonym dowodom. Dowody zostały bowiem zniekształcone, zmanipulowane, bądź nawet ukryte.

Gdy do sądu powszechnego dotrą dowody wskazujące na to, że skazano niewinnego człowieka, niezwłocznie zostaje przez sąd uniewinniony w tzw. trybie wznowienia. Jest niewyobrażalne, aby powołując się na trwałość orzeczeń, zasadę praworządności i stabilizację sytuacji prawnej wynikającej z powagi rzeczy osądzonej, odmówiono uchylenia prawomocnego, ale błędnego wyroku. Jest to niewyobrażalne, ponieważ prawomocność orzeczeń nie ma i nie może mieć żadnej wartości gdy ujawnione są dowody na jego niezgodność z prawdą.

W sądownictwie administracyjnym w sprawach podatkowych praktyka jest jednak zupełnie inna. Orzecznictwo wmówiło: obywatelom, doktrynie, opinii publicznej i chyba samemu sobie, że ogólny porządek prawny opiera się na trwałości rozstrzygnięć, a nie na ich zgodności z prawem.

Bardzo jest więc prawdopodobne, że gdyby, po ujawnieniu dowodu obalającego wyrok skazujący, o uniewinnieniu decydowali sędziowie sądu administracyjnego, to Pan Tomasz siedziałby dalej. NSA patrząc w oczy niewinnego człowieka powiedziałby (mówi tak podatnikom w tysiącach orzeczeń od lat), że przedstawiony argument byłby dobry, ale w postępowaniu tzw. zwykłym. Natomiast w postępowaniu o stwierdzenie nieważności z powodu rażącego naruszenia prawa, sąd nie bada czy wyrok/decyzja był poprawny, ale czy doszło do rażącego naruszenia prawa.

Czytaj więcej

Marek Isański: NSA zbyt często chroni siebie zamiast praw podatników

To nieporozumienie. Wydaje się oczywiste, że zarówno skazanie niewinnego człowieka jak i okradzenie obywatela przez państwo, jest zawsze rażącym naruszeniem prawa obywatela do wolności, godności i własności.

Rację ma NSA, że postępowania mające na celu wzruszenie ostatecznych decyzji nie służą rozpatrywaniu po raz kolejny całej sprawy. Jednak z tego poprawnego założenia wyciąga błędne wnioski twierdząc, że przesłanki uruchamiające te postępowania muszą być interpretowane zawężająco. Swoją drogą to dość oryginalna logika aby szerokie w treści sformułowanie, jakim jest „rażące naruszenie prawa", interpretować skrajnie zawężająco. Ponadto czym innym jest prowadzenie całego postępowania jeszcze raz, czego ustawa - w stosunku do ostatecznych decyzji - wyraźnie zabrania, a czym innym badanie kwalifikowanych naruszeń prawa w decyzji.

W efekcie jest to instytucja w zasadzie martwa i w tzw. obrocie prawnym pozostaje dziesiątki tysięcy niezgodnych z prawem decyzji. Sądowa wykładnia doprowadziła do tego, że nałożenie podatku, którego w ustawie nie ma, a wynika jedynie z błędnej wykładni przepisu dokonanej przez administrację na podstawie błędnej linii orzeczniczej, nie jest rażącym naruszeniem prawa. A taka decyzja korzysta z zasady trwałości.

Modelowym przykładem pokazującym podejście NSA są prawomocne wyroki: II FSK 433/20 i WSA I SA/Go 424/20. Organy podatkowe określiły obywatelowi zaległość w podatku dochodowym. Podatnik działając w zaufaniu do organów nie zaskarżył decyzji do sądu administracyjnego. Jednak analogiczną transakcję przeprowadził również po 2 latach i mając wątpliwości co do słuszności nałożenia na niego tego podatku, wystąpił do Ministra Finansów z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej. Okazało się, że żaden podatek na nim nie ciąży. '

Skoro nie doszło do zmiany przepisów to zapłacony wcześniej podatek był w sposób oczywisty nienależny. Naruszono więc jego prawo własności podlegające konstytucyjnej ochronie. Złożył więc wniosek o stwierdzenie nieważności ostatecznej decyzji twierdząc, że nałożenie podatku nie wynikającego z ustawy jest rażącym naruszeniem prawa. Z ostrożności procesowej wystąpił również o wznowienie postępowania z uwagi na ujawnienie istotnej okoliczności w postaci korzystnej dla niego indywidualnej interpretacji podatkowej, stojąc na stanowisku, że nie może mieć istotnego znaczenia data jej wydania.

Jednak organy podatkowe i następnie sądy administracyjne uznały za zgodne z zasadami państwa prawa odmowę uchylenia niezgodnej z prawem decyzji. Potwierdziły jednocześnie, że decyzja nakładająca podatek jest niezgodna z prawem: „Sąd podziela stanowisko Skarżącego, że tak zsumowane stanowisko DIAS sformułowane w uzasadnieniu decyzji z [...] sierpnia 2017 r. było błędne. Trafnie kwestionowany przez skarżącego pogląd DIAS wynikał z jednozdaniowej oceny". Czyli ponad wszelką wątpliwość obywatel został przez państwo okradziony. Warto przypomnieć, że sąd ma chronić praw podatnika, a w tym mieści się również ochrona jego własności.

Nie jest istotne dla tego podatnika, ani dla żadnego innego obywatela, czy ta decyzja miała zostać uchylona w wyniku wznowienia postępowania, czy też stwierdzenia jej nieważności. Istotne jest, aby została wycofana z obrotu prawnego. Skoro są w Ordynacji podatkowej tryby uchylania niezgodnych z prawem ostatecznych decyzji, to przynajmniej jeden z nich – a być może nawet obydwa - musi być skuteczny.

Prawo karne służy do ukarania winnych, a uniewinnienia osób niewinnych, nawet skazanych prawomocnymi wyrokami. Podobnie prawo podatkowe służy do poboru jedynie należnego państwu podatku wynikającego z ustaw, a nie do poboru jako podatku należności z niezgodnych z prawem ostatecznych decyzji. Skoro więc sąd powszechny naprawia swoje błędy, to tym bardziej błędy administracji - nawet wynikające z ostatecznych decyzji - winien naprawiać sąd administracyjny, wykorzystując do tego istniejące procedury.