W trosce o wolności obywatelskie konstytucja wprowadza sztywne terminy obowiązywania stanu wyjątkowego. Może być wprowadzony na maksymalnie 90 dni, a następnie przedłużony na kolejne 60. Prezydent skorzystał już z obu opcji, źle szacując jednak czas wprowadzanych ograniczeń. Teraz, kiedy kryzys na granicy się przedłuża, nie ma ruchu, bo konstytucja zabrania wprowadzania nowego stanu wyjątkowego dla takiej samej sytuacji.

A to oznacza, że po wygaśnięciu obecnego stanu wyjątkowego od 1 grudnia tereny w obszarach przygranicznych będą otwarte, a służby stracą nadzwyczajne uprawnienia. Stąd desperackie poszukiwanie rozwiązania zastępczego, które omijałoby konstytucyjne ograniczenia. Antidotum ma być ustawa o ochronie granicy państwowej, pośpiesznie uchwalona przez Sejm.

Czytaj więcej

Tablica w Grzybowszczyznie, informująca o stanie wyjątkowym na obszarze przygranicznym województw po
Prasa powinna mieć wstęp na pogranicze

Zmiany krytykują eksperci. Zarzucają im, że dają państwu i służbom szersze możliwości wprowadzania ograniczeń niż konstytucyjny stan wyjątkowy. Chodzi zarówno o obszar terytorialny ograniczeń, jak i ich czas. Zamknięcia pasa przygranicznego będzie mógł dokonać szef MSWiA na czas określony. Nie sprecyzowano jednak maksymalnych terminów.

Kontrowersje budzi obecność dziennikarzy w strefach przygranicznych. Ustawa przewiduje, że to miejscowy komendant Straży Granicznej zdecyduje, kogo dopuści do strefy, a to rodzi obawy o uznaniowość zezwoleń.

W dobrym kierunku idzie poprawka Senatu pełnego otwarcia dostępu mediów. Pozwoli na skonfrontowanie bazujących na informacjach zasłyszanych i niezweryfikowanych lub wręcz kolportowanych przez propagandę Mińska i Kremla kłamstw, np. o „bestialstwie" polskiego wojska. Fake newsy mają napiętnować moralnie pograniczników w oczach opinii publicznej.

Do historii dziennikarstwa przejdzie opowieść nadgranicznej aktywistki Katarzyny Wappy o męczeństwie młodego Ibrahima, który w obawie przed polską Strażą Graniczną płynął sześć dni Bugiem. Nie jedząc, nie pijąc i nie śpiąc. Autorka tych rewelacji tłumaczyła się później skrótem myślowym. Ale to dobry przykład pokazujący, jak działa niezweryfikowana informacja.

Dobrze, że w sprawie przedłużenia obostrzeń na granicy PiS i opozycja zaczynają mówić podobnym głosem. Tak przynajmniej może wynikać z wypowiedzi marszałka Tomasza Grodzkiego, który wprowadził ustawę pod obrady już w tym tygodniu (zapowiadając poprawki), mimo że ustawowo ma na to do 30 dni. To należy docenić. A stosowaniu ustawy trzeba bacznie się przyglądać.