Oświadczenie komisarz Very Jourovej, że "przygotowania do uruchomienia warunku praworządności są zbyt zaawansowane, abyśmy z nich nie skorzystali" wskazuje, że Bruksela szykuje grunt do zablokowania funduszy dla Polski. Może to nastąpić zaraz po wyroku TSUE, który na nasz wniosek bada zakres stosowanie rozporządzenia „fundusze za praworządność”. Komisja Europejska raczej nie zdecyduje się zrobić tak poważnego ruchu wcześniej, bez opinii Trybunału. Cała operacja wymaga wniosku KE do Rady UE, gdzie może być przyjęty większością kwalifikowaną.

Rząd w Warszawie przyjął pozycję wyczekującą. Pozornie niezrozumiała jest zwłoka w realizacji orzeczenia TSUE ws. likwidacji Izby Dyscyplinarnej SN, w kontekście perspektywy utraty unijnych miliardów. Uchwalenie zmian w prawie zajęłoby PiS kilka dni. Dlaczego tak się nie dzieje? Jarosława Kaczyński może mieć poważny dylemat, bo wypełnienie wyroku TSUE byłoby wyłomem w „zasiekach obronnych” PiS, gdzie naczelnym argumentem jest, że w sprawie sądów Trybunał i Bruksela wykraczają poza traktaty. Porzucenie takiej argumentacji w sprawie ID, oznaczałoby konieczność konsekwentnego wypełniania kolejnych wyroków TSUE, w podobnych sprawach.

Czytaj więcej

Komisja Europejska
Polska może dostać 4,7 mld euro. Ale jest warunek

Sprawę też komplikuje wyczekiwany wyrok TK w sprawie nadrzędności konstytucji nad prawem UE, który rozsierdził Brukselę. Może on zapaść równie dobrze w październiku, jak i w przyszłym roku. Jedno jest pewne - jeszcze bardziej zaogni relacje z Komisją Europejską. W odróżnieniu od Izby Dyscyplinarnej - PiS nie ma w obecnie zbyt dużego pola manewru. Nawet gdyby wnioskodawca premier Morawiecki, chciał teoretycznie wycofać wniosek z TK, wykonując wobec Unii kompromisowy gest - jest to niewykonalne. Sprawa jest w toku, a prawo nie pozwala już na wycofanie wniosku. Żądania Brukseli przyszły zbyt późno.

Jest też unijna perspektywa całej sprawy. Zamrożenie funduszy nie jest politycznie proste. Jeżeli Warszawa nie otrzyma funduszy, a pozostałe kraje tak, naraża to Brukselę na zarzut podważania zasady konkurencyjności, jednej z naczelnych zasad wspólnoty. Teoretycznie bowiem producent butów w Polsce, znajdzie się w gorszym położeniu od swojego niemieckiego konkurenta. Blokada funduszy może być też nie na rękę dużym zachodnim koncernom, działającym w Polsce. Niewątpliwe straciłyby firmy realizujące np. duże inwestycje infrastrukturalne, do których kiszeni finalnie trafiłaby część z przyznanych miliardów.

Zamrożenie funduszy mogłaby oznaczać upadek rządu Mateusza Morawieckiego

Jest wreszcie aspekt polityczny. Zamrożenie funduszy mogłaby oznaczać upadek rządu Mateusza Morawieckiego, który ponosi odpowiedzialność za akceptację przez Polskę rozporządzenia umożliwiającego taką blokadę. Bruksela zdaje sobie sprawę, że taki scenariusz może oznaczać dojście do władzy polityków radykalnie nastawionych do UE, z którymi żadnego dialogu nie będzie. Negatywną tego konsekwencją może też być wzrost nastrojów eurosceptycznych w Polsce, gdyż społeczeństwo może obwinić za utratę miliardów nie rząd PiS, ale „złą Brukselę”. A to już proces bardzo niebezpieczny, który jak pokazuje brytyjska historia- może się skończyć źle.