Czy wszyscy, którzy mają prawo jazdy, są na tyle odpowiedzialni, że gdy podupadają na zdrowiu z powodu wieku czy przebytych chorób, zgłoszą się do lekarza? A jeśli badania wykażą, że coś jest nie tak? Może przecież wyjść na jaw, że kierowca powinien meldować się u lekarza np. co pięć lat, by potwierdzić, że nadal nie będzie na drodze zagrożeniem ani dla siebie, ani dla innych.

Wiadomo, że ochotników dodatkowych badań ze świecą szukać. A jak już się znajdą, usłyszą za plecami chichot: chyba zwariował. Dobrowolna weryfikacja własnego stanu zdrowia w trosce o to, aby nie stwarzać zagrożenia w ruchu drogowym, to marzenie ściętej głowy. W dodatku prawdziwym problemem są nie tyle przypadłości spowodowane chorobami czy wiekiem, które mogą, ale nie muszą mieć wpływu na zdolności kierowcy, ile zbyt powszechne na naszych drogach podróże w innej rzeczywistości, którą określają alkohol i coraz częściej narkotyki.

Jak wynika z wchodzących w sobotę przepisów, każde prawo jazdy wydawane będzie na 15 lat (teraz większość jest bezterminowa). Zgodnie ze zmianami na przedłużenie prawa jazdy nie będzie mogła liczyć osoba uzależniona od alkoholu czy narkotyków. To właśnie, zdaniem ekspertów, powinno być weryfikowane przez lekarza.

Słyszy się, że dbanie przez kierowcę o zdrowie to jego indywidualna sprawa i państwu nic do tego, że nie można przymuszać do badań na okoliczność uzależnień co 15 lat z powodu wymiany prawa jazdy. Od wyłapywania osób jeżdżących po alkoholu i narkotykach jest policja. Tylko że podczas kontroli drogowej trudno stwierdzić, czy to przypadkowy wczorajszy kierowca, dla którego zatrzymanie prawa jazdy będzie nauczką na przyszłość, czy też w balonik dmucha alkoholik, który za kółkiem usiądzie, nawet jeśli straci prawo jazdy. Zrobi tak, ponieważ jest chory i często nie chce o tym po prostu wiedzieć. Ale czy to znaczy, że wszyscy, nawet ci całkiem wolni od nałogów kierowcy mają udowodnić, że nie popadli w uzależnienie?

Jeśli pozwoli to zmniejszyć zagrożenie chociażby jazdą po alkoholu, którego opary nadal się unoszą nad zbyt wieloma tragediami, to trudno, niech ucierpi na tym moja prywatność.

Raz na 15 lat mogę pójść do lekarza także z tego powodu. To niewielka cena za mniej alkoholu i narkotyków na polskich drogach. Czy jest się o co targować?