W wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej" z 25 września 2012 roku p.t.: Brak niezależności dyskwalifikuje sędziego

pierwszy prezes Sądu Najwyższego p. Sędzia Stanisław Dąbrowski sugeruje, że dobrym rozwiązaniem, służącym poprawie funkcjonowania sądownictwa, byłoby poddanie sądownictwa pod nadzór pierwszego prezesa Sądu Najwyższego.

Gwoli wyjaśnienia, zgodnie z art. 183 Konstytucji nadzór nad działalnością sądów powszechnych i wojskowych w zakresie orzekania pełni Sąd Najwyższy. Propozycja prezesa jak rozumiemy dotyczy nie tylko objęcia nadzorem pozostałej działalności sądownictwa ale de facto sprowadza się do propozycji wyodrębnienia organizacyjnego sądownictwa powszechnego i wojskowego i przeniesienia go ze struktur rządowych – Ministerstwa Sprawiedliwości w struktury Sądu Najwyższego i poddanie tej części działalności sądownictwa pod nadzór pierwszego prezesa Sądu Najwyższego.

Czy takie rozwiązanie jest możliwe, realne i czy faktycznie przyniosłoby zapowiadane przez prezesa efekty?

Podporządkowanie organizacyjne sądownictwa powszechnego i wojskowego prezesowi Sądu Najwyższego byłoby istotną zmianą ustrojową - możliwą na gruncie obowiązującej Konstytucji. Nie znajdujemy bowiem w zapisach Konstytucji postanowień określających obowiązki Rady Ministrów lub kompetencje prezesa Rady Ministrów z których wynikałby obowiązek kierowania i kontrolowania pracy sądownictwa lub obowiązek pełnienia nad nim nadzoru.

Mamy zresztą przykład przyjętego i realizowanego już rozwiązania. W wyniku wejścia w życie nowej Konstytucji sądownictwo administracyjne uzyskało pełną odrębność od struktur i nadzoru władzy wykonawczej.

Środowisko sędziowskie (i nie tylko) bulwersuje uzyskanie przez Prokuraturę pełnej niezależności od władzy wykonawczej.

Tym rozwiązaniem stworzono w naszym kraju nową ustrojową sytuację, budzącą szereg wątpliwości.

Przyjęto bowiem rozwiązanie w którym trzecia władza – władza sądownicza której odrębność i miejsce w hierarchii nie jest kwestionowane od czasów Monteskiusza i zostało potwierdzone w art. 173 Konstytucji „Sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz", podlega organizacyjnie władzy wykonawczej – rządowi, natomiast Prokuratura nie będąca w naszych dotychczasowych rozwiązaniach ustrojowych (pomijając rozwiązania z międzywojnia) częścią władzy sądowniczej (nie mamy bowiem sędziów śledczych) jest organem Państwa całkowicie niezależnym od władzy wykonawczej. Czy tego rodzaju rozwiązanie można uznać za prawidłowe? Czy przypadkiem do przyjętych rozwiązań ustrojowych zakłócających klasyczny monteskiuszowski i konstytucyjny trójpodział władzy nie wkradło się zbyt dużo polityki?

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

W tym kontekście należy rozumieć sędziów którzy uważają, że jedną z najważniejszych gwarancji niezawisłości w sprawach swojego urzędu (co gwarantuje sędziom art. 178 Konstytucji) jest ograniczona do minimum możliwość ingerencji w działalność sądownictwa przedstawiciela władzy wykonawczej, Ministra Sprawiedliwości.

Ma rację, odwołując się do przywołanego wywiadu, pierwszy prezes Sądu Najwyższego, że sięgając do dalekiej historii sędziowie byli częścią władzy królewskiej, a dziś władza sądownicza jest istotną częścią władzy państwa. Jest to jednak właśnie ta zasadnicza różnica; sędziowie nie chcą być częścią „władzy królewskiej" chcą i pragną służyć wyłącznie Państwu i obywatelom i domagają się zapewnienia im w sprawowaniu urzędu, nie tylko niezawisłości w orzekaniu ale również niezależność sądownictwa od Ministra Sprawiedliwości – przedstawiciela władzy wykonawczej.

Czy tego rodzaju rozwiązanie jest możliwe w praktyce? Odwoływanie się do przykładu sądownictwa administracyjnego nie jest najlepszym argumentem. Sądownictwo administracyjne jest specyficzne; to sąd nad decyzjami organów państwa a zakres jego działań jest ograniczony, nie zajmuje się przykładowo, wykonawstwem orzeczeń, a to przecież znaczna część obowiązków sądownictwa powszechnego.

Sprawa jest poważna jednak na dzisiaj można traktować problem usytuowania strukturalnego sądownictwa powszechnego jedynie jako temat, który dopiero może rozpocząć poważną wreszcie dyskusję na temat roli, miejsca i znaczenia wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Do odpowiedzi czy wyodrębnienie sądownictwa ze struktur Ministerstwa Sprawiedliwości jest zasadne czy też nie; jesteśmy jeszcze zarówno koncepcyjnie jak i mentalnie nie przygotowani. Ta kontestacja dotyczy również Sądu Najwyższego.

Należy wobec tego pochylić się nad tymi problemami sądownictwa, które mogą być rozwiązane bez zasadniczych zmian ustrojowych.

Ma rację pierwszy prezes Sądu Najwyższego stwierdzając, że zamiast skupiać się na sprawdzaniu czy kary, które zapadają są zbyt łagodne czy nie, wszystkie wysiłki powinno kierować się na sprawność postępowań.

Minister Sprawiedliwości w związku z tym, zamiast zajmować się i tracić cenny czas na deregulację zawodów, na in vitro, związki partnerskie, konwencje dotyczącą przemocy w rodzinie, wyrażać lekceważący stosunek do prawa, obrażać środowiska prawnicze, powinien skoncentrować swoje wysiłki na zdjęcie odium z polskiego sądownictwa, które można spuentować paremią „sądy nierychliwe to sądy niesprawiedliwe".

A propo's lekceważącego stosunku do prawa. Nagannym i niemożliwym do usprawiedliwienia jest wyrażenie Ministra Sprawiedliwości, że ma w nosie prawo ale nie zapominajmy, że taki stosunek do prawa, na szczęście nie wyrażony przez Ministra Sprawiedliwości miał również Leszek Miler, który w czasie gdy pełnił funkcję Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji był łaskaw w telewizji pochwalić się, że ma broń ale pozwolenia na nią nie ma. Czy też przy innej okazji uczestniczenia wraz z ówczesnym Prezydentem A. Kwaśniewskim i prymasem J. Glempem w uroczystości otwarcia Trasy Siekierkowskiej w stosunku do której nie było jeszcze prawomocnej decyzji pozwalającej na użytkowanie, w świetle kamer żartował; wprawdzie nie ma decyzji na użytkowanie ale jeżeli zostanie wszczęte postępowanie to przecież Prezydent ułaskawi a prymas J. Glemp załatwi u swego szefa rozgrzeszenie.

Słusznie obrażają się sędziowie na „laryngologiczne związki z prawem" ministra J. Gowina ale jednocześnie powinni pamiętać, że również wyrazem lekceważącego stosunku do prawa jest nagminne nie przestrzeganie tzw. kodeksowych terminów instrukcyjnych, przykładowo: art. 329 kpc i 387 § 2 kpc nakładających obowiązek uzasadniania wyroku w terminie dwutygodniowym, art. 471 kpc nakładającego w sprawach pracy i ubezpieczeń społecznych obowiązek nie przekraczania terminu dwutygodniowego między wniesieniem pozwu a rozprawą, czy też art. 737 kpc – nakładającego obowiązek rozpoznania wniosku o udzielenie zabezpieczenia w terminie tygodnia i art. 781 kpc – nakładającego obowiązek nadania klauzuli wykonalności w terminie trzech dni.

Nie negując potrzeby gruntownej nowelizacji procedury karnej i działań zmierzających do nagrywania rozpraw (nie odnosząc się zupełnie do realizowanego pomysłu likwidacji małych sądów, ponieważ argumenty znających problem zostały przedstawione i przez Ministra zlekceważone), pomijając fajerwerk z tzw. drugiego expose premiera o powołaniu Centrum Spraw Gospodarczych (o którym nic nie wiemy), równolegle należy podjąć „pracę organiczną – od podstaw" nad następującymi sprawami:

1)     organizacja sądowych sekretariatów jest anachroniczna. Nie odnotujemy oczekiwanego postępu jeżeli nie znikną z sekretariatów papierowe repertoria, księgi należności, skorowidze itp. Bez sprawnego systemu informatycznego możliwości nadzoru wewnętrznego, który powinien być wykorzystywany przez prezesów sądów lub w ich imieniu przez przewodniczących wydziałów i wizytatorów, będzie iluzoryczny. Wiedza o sprawach powinna bowiem trafiać do osób sprawujących nadzór nie poprzez pośredników ale za pomocą neutralnego systemu informatycznego.

2)      płonną jest wiara, że samo środowisko upora się ze sprawnością postępowań, zaprzecza temu dotychczasowa praktyka. Kto w związku z tym powinien mieć prawo ingerowania z zewnątrz w działalność sądów w tym zakresie. Pamiętajmy o zasadzie „czym więcej samodzielności tym więcej odpowiedzialności", to oczywistość potwierdzająca konieczność przemodelowania dotychczasowego postępowania dyscyplinarnego i przyjęcia m.in. rozwiązania aby rzecznikiem dyscyplinarnym prowadzącym postępowania wyjaśniające, kierującym oskarżenia i reprezentującym w postępowaniu przed sądem dyscyplinarnym interes Państwa i obywatela, był np. rzecznik wymiaru sprawiedliwości powołany przez Sejm lub Prezydenta RP.

3)     należy wprowadzić zasadę, że przekroczenie przez sędziego tzw. kodeksowego terminu instrukcyjnego, określającego termin załatwienia niektórych rodzajów spraw (po ich urealnieniu) powinno każdorazowo stanowić delict dyscyplinarny, powodujący konieczność wszczęcia postępowania dyscyplinarnego lub co najmniej wyjaśniającego.

4)     niezbędnym staje się rozpoczęcie szerokiej dyskusji i podjęcie w jej wyniku decyzji co do zakresu kompetencyjnego sądownictwa powszechnego. Na dzisiaj bowiem sądy zajmują się wieloma sprawami, które mogłyby z pożytkiem być załatwiane przez inne organy i instytucje. Trzymanie się kurczowo załatwiania spraw nakazowych przez sądy i poszukiwanie rozwiązań np. poprzez tworzenie e´sądów (ostatnio dostatecznie skompromitowanych) powoduje obniżenie autorytetu sądownictwa i konieczność zajmowania się milionami spraw, które z wymiarem sprawiedliwości mają doprawdy mało wspólnego. Przyjęte rozwiązania niosą dodatkowe niebezpieczeństwo; postrzegania pracy sędziów nie jako służby wymagającej odpowiednich (wysokich) kwalifikacji, doświadczenia i predyspozycji, a jedynie jako pracy wymagającej mechanicznego załatwienia spraw, które można byłoby w zasadzie, przy stworzeniu odpowiednich systemów informatycznych, w pełni skomputeryzować. Czy to ma być obowiązujący kierunek dla polskiego sądownictwa?

5)     koniecznym staje się poważne pochylenie nad propozycjami przywrócenia w Polsce instytucji sędziego śledczego. Takie rozwiązanie pozwoliłoby niewątpliwie skończyć z praktyką aresztów „wydobywczych" i ograniczyć ilość skarg kierowanych do Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu dotyczących nie uzasadnionych potrzebami procesowymi, długoterminowych aresztów.

Jaka byłaby wówczas rola Ministra Sprawiedliwości? Odpowiadając ad hoc, znacząca, gwarantująca współuczestnictwo w sprawnym funkcjonowaniu nie tylko sądownictwa ale całego wymiaru sprawiedliwości.

Kompetencje Ministra Sprawiedliwości nie upoważniałyby jednakże do bezpośredniej ingerencji w działalność sądów. Instrumentem, który pozwalałby Ministrowi Sprawiedliwości oddziaływać na sprawność postępowań, byłoby stworzenie nowoczesnej organizacji sądów oraz dbanie o dobre prawo poprzez wykorzystywanie inicjatywy legislacyjnej zapisanej po stronie Rady Ministrów.

Sprawność postępowań sądowych można wymusić odpowiednimi rozwiązaniami ustawowymi, m.in. wprowadzając zasadę, że za winy i niczym nie uzasadnione zaniedbania rzutujące na sprawność postępowania odpowiedzialność ponosi konkretna osoba lub jednostka organizacyjna.

W uchwalaniu dobrego prawa dyscyplinującego wszystkich uczestników postępowania sądowego tkwią olbrzymie rezerwy, nad wykorzystaniem których powinien poświęcać swój czas  cały aparat Ministerstwa Sprawiedliwości.

Rolę dla Ministra Sprawiedliwości, można spuentować następująco: z dala od sędziów i sądów ale z instrumentami pozwalającymi na ingerencję w funkcjonowaniu sądów poprzez tworzenie sprawnych organizacyjnie sądów i dobrego prawa chroniącego interes Państwa i Jego obywateli.

Autorzy: Grzegorz Gładysz i Romuald Soroko – radcowie prawni, Kancelaria Prawnicza „Cavere"