Warto czytać pamiętniki polityków. Szczególnie tych, którzy przez jakiś czas byli blisko władzy, a potem przeszli w stan spoczynku – takich jak Waldemar Kuczyński, dziś bardzo aktywny publicysta. Jego wydana niedawno „Solidarność u władzy” dla historyków opisujących początki wolnej Polski po 1989 roku będzie źródłem nieocenionym. Nie tylko o wydarzeniach i ich kulisach, ale także o niełatwych charakterach ludzi, którzy budowali III Rzeczpospolitą.

Na przykład premier Tadeusz Mazowiecki. W oficjalnej historiografii spiżowy mąż stanu pozbawiony wad. Kuczyński – ekonomista, który niespodziewanie dla siebie trafił do pierwszego niekomunistycznego rządu – do byłego premiera odnosi się z ogromną sympatią. Ale nie ukrywa wydarzeń ilustrujących jego słabości, a czasem trudny charakter. Mazowiecki potrafi bezpardonowo potraktować nawet bliskiego współpracownika. „Kilka razy mnie ofuknął, używając nawet bardzo brzydkiego słowa” – przypomina sobie Kuczyński i zaraz dodaje, że potem premier przeprosił.

Między wierszami wspomnień wyczytamy zapis nadwrażliwości Mazowieckiego na własnym punkcie, swego rodzaju zadufania – jako premier na przykład obrażał się śmiertelnie, jeśli w czasie wizyty zagranicznej decyzję o przełożeniu terminu posiedzenia rządu podjął „szarogęszący się” wicepremier Balcerowicz. Inny przypadek: do planu posiedzenia gabinetu wprowadzony zostaje punkt dotyczący ustawy o prywatyzacji. Mazowiecki go zdejmuje z porządku obrad, choć sprawa jest najwyższego znaczenia. Z jakiego to ważnego powodu? „Ma zastrzeżenia nie tyle do tekstu, ile do pominięcia go jako szefa”. – Znów ten Balcerowicz coś robi, stawiając mnie wobec faktu dokonanego – miał powiedzieć premier.

Ciekawe, że Tadeusz Mazowiecki, w relacjach medialnych zazwyczaj prezentowany jako człowiek, któremu na stanowiskach nie zależy, we wspomnieniach Kuczyńskiego występuje jako polityk łasy na oficjalne funkcje. Szczególnie widoczne to było po wyborach 1991 roku – kiedy to Unia Demokratyczna znalazła się w politycznej izolacji. Choć odradzali mu to doradcy – także Kuczyński – Mazowiecki usiłował zabiegać wtedy o funkcję premiera, a potem – znów wbrew ostrzeżeniom współpracowników – twardo parł do stanowiska pierwszego wicepremiera w rządzie Jana Olszewskiego.

Interesujący dla politologów i dla zwykłych czytelników będzie ciąg nazwisk, które Mazowiecki i jego otoczenie wymieniali, poszukując kandydatów do obsady stanowisk państwowych. Jan Rokita mógł być wiceszefem MSW (w końcu został nim Krzysztof Kozłowski). Wiceministrem w MON miałby być Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk lub Ryszard Bugaj (stanowisko objął Janusz Onyszkiewicz).

Natomiast jako ministra kultury premier i jego otoczenie widzieli Marcina Króla lub... Jarosława Kaczyńskiego, „który lubi intrygi, a Tadeusz chciałby go zneutralizować” (szefem resortu została Izabella Cywińska). Na szefa Komisji Likwidacyjnej RSW proponowano – znów zaskoczenie – Stefana Kisielewskiego (a został nim Jerzy Drygalski). Autor wspomina też zabiegi o stanowisko ambasadora na Węgrzech Jerzego Roberta Nowaka, dziś ideologa Radia Maryja, a wówczas – jak uczciwie przyznaje w przypisach Kuczyński – jego „bliskiego kolegi”.

Można oczywiście zadać pytanie o autocenzurę – czy pamiętniki Kuczyńskiego z lat 1989 – 1993 nie zostały przed wydaniem oczyszczone z ostrych ocen wobec polityków, którym dziś autor gorąco kibicuje. Ale nawet jeśli Kuczyński lekko ulukrował wspomnienia, to pozostają one świadectwem początków III Rzeczypospolitej oraz zapisem mentalności dominujących wówczas środowisk.