Z tego artykułu się dowiesz:
- Dlaczego Hiszpania zdecydowała się zwiększyć wydatki na zbrojenia?
- Jakie znaczenie dla NATO mają amerykańskie bazy wojskowe w Hiszpanii?
- W jaki sposób historyczne doświadczenia kształtują obecne podejście Hiszpanii do kwestii obronności?
Donald Trump musiał mieć świadomość, z kim się w ten poniedziałek wita. Każdy przywódca, który do niego podchodził na szczycie w Szarm el-Szejk w Egipcie był przecież uroczyście zapowiadany. Ale mimo to amerykański prezydent szeroko uśmiechnął się do premiera Hiszpanii Pedro Sáncheza, podał mu rękę, a w końcu i poklepał po dłoni. Chwilę później, już w trakcie spotkania plenarnego, Trump zawołał: „Hiszpania! Gdzie jesteś, Hiszpanio?” I dodał wyraźnie pojednawczym tonem: „już załatwiliście to z PKB? Dojdziemy do tego”.
Ameryka bardzo potrzebuje baz wojskowych w Morón de la Frontera i Rota w Hiszpanii
Te sceny śledziła cała Hiszpania. Kilka dni wcześniej w trakcie spotkania z prezydentem Finlandii Alexandrem Stubbem Trump zagroził przecież, że rozważy wyrzucenie królestwa z NATO za to, że jako jedyny kraj nie zobowiązał się w trakcie czerwcowego szczytu Sojuszu w Hadze do zwiększenia do 5 proc. PKB wydatków na zbrojenia. Sánchez, który od powrotu Trumpa do Białego Domu nigdy nie miał z nim dwustronnego spotkania, wydał wówczas komunikat, w którym podkreślił, że jego kraj jest i pozostanie lojalnym sojusznikiem wypełniającym swoje zobowiązania.
Co prawda w NATO nie ma mechanizmów pozwalających na wyrzucenie alianta wbrew jego woli, jednak Waszyngton ma szereg możliwości nacisku na Madryt, choćby poprzez zaprzyjaźnione Maroko, od którego zależy kontrola potoków nielegalnych migrantów zmierzających z Afryki na Półwysep Iberyjski. Z drugiej strony w hiszpańskiej Andaluzji znajdują się dwie kluczowe amerykańskie bazy wojskowe w Morón de la Frontera i Rota, których likwidacja mogłaby sprawić poważne trudności Pentagonowi.
Dla Sáncheza serdeczny uścisk dłoni Trumpa wcale jednak korzystny nie był. Koalicjantem w jego rządzie pozostaje radykalnie lewicowe ugrupowanie Sumar, bardzo niechętne wobec wzrostu wydatków na obronę, ale jeszcze bardziej wobec amerykańskiego prezydenta. Utrzymanie choćby pozorów, że jest mocno skonfliktowany z miliarderem, przysparza więc premierowi sporo ich sympatii.