Reklama

Po awanturze na KUL - Grzegorz Braun i Stanisław Obirek

Spotkanie na KUL, na którym aprobowano ostrą krytykę abpa Józefa Życińskiego, oceniają Grzegorz Braun i Stanisław Obirek

Publikacja: 17.05.2011 01:25

Grzegorz Braun

Grzegorz Braun

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek

 

Podczas wizyty na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim nazwał pan zmarłego arcybiskupa Józefa Życińskiego kłamcą i łajdakiem. Dlaczego?

Grzegorz Braun:

Mój nowy film „Eugenika – w imię postępu" od kilku miesięcy nie mógł się doczekać emisji w TVP. Chętnie zatem skorzystałem z zaproszenia na pokaz autorski ze strony koła historyków KUL i miesięcznika „Polonia Christiana". Po pokazie jestem zawsze do dyspozycji publiczności. Jedno z pytań dotyczyło właśnie niesławnej pamięci arcypasterza archidiecezji lubelskiej. Kiedy mnie grzecznie pytają, to ja grzecznie odpowiadam.

Reklama
Reklama

Pana wypowiedź na temat arcybiskupa trudno nazwać grzeczną odpowiedzią.

Staram się być komunikatywny, bo cenię sobie w życiu publicznym jasność opinii.

Nie chcę brnąć w dwuznaczności. Józef Życiński, niech mu ziemia lekką będzie, był kłamcą, bo publicznie negował doskonale znane sobie fakty. A łajdactwem nazywam korzystanie z nieprzeciętnej inteligencji, talentu oratorskiego i publicystycznego, który niewątpliwe posiadał, w celu dezinformowania opinii publicznej.

—rozmawiała Matylda Młocka

 

Reklama
Reklama

 

Kłamca i łajdak – tak o śp. arcybiskupie Józefie Życińskim mówił podczas spotkania na KUL reżyser Grzegorz Braun. Oskarżał go też o współpracę z SB. Oburza to pana profesora?

Stanisław Obirek:

Te słowa nic tak naprawdę nie mówią o arcybiskupie Życińskim, za to bardzo wiele o panu Braunie. Ten pan od wielu lat ma obsesję na punkcie osób, które jego zdaniem współpracowały z SB. Rzuca oskarżenia na prawo i lewo, posługując się przy tym wyjątkowo obraźliwym językiem. Żałuję, że dzisiaj właśnie taką osobą zajmują się najważniejsze media w Polsce. Niestety, winę za to ponosi również Katolicki Uniwersytet Lubelski i jego studenci, którzy zdecydowali się zaprosić takiego osobnika na spotkanie. Mogli się spodziewać, czym to się skończy.

Reklama
Reklama

Sugeruje pan, że osoby kontrowersyjne nie powinny być zapraszane na uczelnie? A co z wolnością słowa?

Chcę jedynie zwrócić uwagę, że takie słowa są dziś mile widziane przez wielu studentów KUL. Zresztą ludzie, którzy przyszli na spotkanie z panem Braunem, nagradzali jego obraźliwe wypowiedzi oklaskami. To pokazuje, że mówienie o kłamcach i łajdakach im odpowiada. To poważny problem dla katolickiej uczelni, jaką jest KUL. Biorąc pod uwagę, że śp. abp Życiński był wielkim kanclerzem tej uczelni, tym gorzej to świadczy o studentach i pracownikach naukowych, którzy na to przyzwolili. Nie mieszałbym też do tego pojęcia wolności słowa. Wolność słowa nie oznacza przecież automatycznie wolności obrażania. Zresztą pan Braun od lat publicznie głosi swoje poglądy. Zarzuca wielu osobom współpracę z SB nie przedstawiając dowodów. Na brak wolności słowa nie może więc raczej narzekać.

—rozmawiał Jarosław Stróżyk

Opinie polityczno - społeczne
Marek Kutarba: Zajęcie połowy Opolszczyzny zajęłoby Rosjanom rok
felietony
Marek A. Cichocki: Czy ostatnie 35 lat rozwoju okażą się tylko epizodem w historii Polski?
felietony
Jerzy Surdykowski: Weto prezydenta do DSA. Czy nie lepiej przecie pisać to w klozecie?
Opinie polityczno - społeczne
Hubert Salik: Przejęcie Grenlandii w amerykańskim kinie gangsterskim
Opinie polityczno - społeczne
Piotr Kłodziński: Selekcja negatywna w rządzie. Dlaczego państwo odrzuca najsprawniejszych ludzi?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama