„Poradnik bezpieczeństwa” wyrwałem listonoszowi. Dosłownie. Przyszedł z listem poleconym, więc się dopytałem o broszurę. Tłumaczył, że dzisiaj on tylko z tym listem, ale w ostateczności może dać i poradnik, bo ma go w samochodzie. Bagażnik faktycznie miał wypełniony listami sygnowanymi przez MSWiA i MON. Czyli to jest materiał drugiej kategorii?
Ale wcześniej broszura dotarła do innych osób (można ją pobrać z rządowej strony). Znani dzielili się opiniami, każdy widział coś innego. Np. prof. Stanisław Żerko, historyk i niemcoznawca aktywny na platformie X, dowiedział się, że „jak kanalizacja padnie, to można robić kupę do wiadra, ale warto potem na wiadro nałożyć plastikową torbę. Wtedy będzie przyjemniej. I że warto jednak mieć kominki, zwalczane przez stukniętych ekologów”. Publicysta Łukasz Warzecha postanowił pójść tropem schronów i wyszło mu po analizie map, że „wszystkie to jakieś prywatne posesje”. „Państwo na szpagacie, bo nawet trytytki są mocniejsze” – napisał na X europoseł PiS Michał Dworczyk i wskazał: „»Poradnik bezpieczeństwa« wydrukowała ta sama drukarnia, co książkę Donalda Tuska »Szczerze«? Cóż za przypadek”. Karolina Gałecka, rzeczniczka MSWiA odpowiedziała, że Jarosław Kaczyński też drukował tam książkę.
Kluby go-go na schrony?
Najbardziej urzekła mnie opinia pięściarza celebryty Marcina Najmana, który zauważył, że za mało jest o schronach i zaproponował, aby przebranżowić na nie kluby go-go. – Kilka niedociągnięć jest, natomiast sama idea wysłania ludności cywilnej broszury o zagrożeniach jest bardzo dobra – powiedział. – Panowie ministrowie, proszę to przeanalizować. Czekam na raporty. Kilka dni temu pewien polski youtuber sprawdzał właściwości takich klubów – dodał, odnosząc się do wizyty w takim lokalu Krzysztofa Stanowskiego.
Dystrybucji broszury towarzyszyła kampania społeczna. Obejrzałem kilka filmów na stronie MSWiA, część z nich pokazała telewizja. „Poradnik” promowany jest bez polotu, filmiki są nudne, chociaż opowiadają o rzeczach ważnych, np. o rozpoznawaniu sygnałów alarmowych, przygotowaniu domu na nadejście katastrofy, ewakuacji zwierząt. Zupełnie niepotrzebny jest film, jak powstawał „Poradnik”, ale najbardziej przebijał się materiał zachęcający do skompletowania plecaka ewakuacyjnego. Ten wybór jest jednak nietrafiony. Abstrahując od faktu, że takie plecaki zaoferowały różne firmy za ciężkie pieniądze, zastanawiam się, dlaczego kampania jest prowadzona teraz? Nie ma przecież obecnie realnego zagrożenia, które nakazywałoby przygotowanie się do ucieczki (wielu nazywa zresztą te plecaki ucieczkowymi, choć mnie kojarzy się to z dezercją). Nie grozi nam przecież kataklizm, Rosjanie nie stoją też na linii Bugu. Zatem dlaczego? Bo teraz są pieniądze na kampanię? Jeżeli tak, to jest to przepalanie publicznych funduszy.