Kibicowanie ma jednak to do siebie, że przede wszystkim dotyczy własnej, ukochanej drużyny. Na meczach reprezentacji kraju rzadko pojawiają się elementy polityczne, na meczach ligowych – prawie zawsze. Przyśpiewki, barwy, znaki, transparenty oraz ciągnące się przez dziesięciolecia historie zgód i walk między klubami. I oczywiście ustawek: kto komu dołożył, kto komu transparenty ze składziku zajumał, czyj pociąg specjalny nie dojechał na miejsce przeznaczenia. To wszystko się liczy i jest pamiętane. Zupełnie jak Donaldowi Tuskowi akcja „Widelec”.
Szlachetne walki, sportowe rywalizacje w formule 70 na 70 kiboli
„Lech Poznań pamięta wp****ol od prezydenta” – napisali więc ostatnio kibice Lechii Gdańsk na transparencie podczas meczu z Lechem (u siebie). W 2009 r. odbyło się słynne mordobicie między fanami obu tych klubów, które bezapelacyjnie wygrała Lechia. Policja towarzystwo rozpędziła, a Karol Nawrocki nie trafił nawet na komendę i do akt. Po dowody na kibicowskie zaangażowanie można się zgłaszać do Krzysztofa Stanowskiego. – W różnych modułach zawsze sportowych, szlachetnych walk występowałem. Nie zawsze wychodziłem z nich zwycięsko – skromnie komentował były prezes IPN swój udział w ustawkach.
To, jakie kto ma pojęcie o „szlachetności” w formule 70 na 70 chuliganów w walkach terenowych, to osobna sprawa, ale pytanie o lojalność wobec własnego klubu w kontekście bycia prezydentem wszystkich obywateli, wcale nie jest bezzasadne. Bo możliwe są dwa warianty: jeden przyjęty przez Lechię w poprzedniej kolejce ekstraklasy, czyli „Lechia albo śmierć” i niech sobie obywatele w Poznaniu wybiorą innego prezydenta, lub drugi – mówiący o braterstwie wszystkich kibiców, którzy w obliczu starcia z nielubianą władzą potrafią wykrzyczeć wspólnie „zawsze i wszędzie policja… będzie”. Tyle że teraz mają już swoją władzę, czyli prezydenta Nawrockiego. Co z tym zrobią?
Czytaj więcej
31 lipca 1955 roku otwarto w Warszawie V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów. Siedemdziesiąt lat później powtórzenie takiego święta w Polsce by...
Zdaniem prof. Rafała Chwedoruka (w wywiadzie dla PAP), „Polska należy do tych państw, podobnie jak większości państw Europy Środkowej i Wschodniej, gdzie hegemonię na trybunach sprawuje prawica, bardzo eklektyczna zresztą – od najskrajniejszej ze skrajnych po taką, powiedziałbym, intuicyjnie konserwatywną”. Bierze się to z przyczyn historycznych, ponieważ władza, której nauczyły się ruchy kibicowskie nienawidzić od początku, była z PZPR, czyli reprezentowała „komunę” i tak już zostało, mimo że np. prezydent Lech Kaczyński wcale lubiany na trybunach ultrasów nie był, bo zaostrzył politykę karną.
Memotwórczy potencjał trybun. O czym pamiętał Lech Poznań?
PiS jednak szybko zorientował się w potencjale memotwórczym oraz politycznym trybun i umiał to wykorzystać. Tym bardziej, że politycy tej partii starali się nie pokazywać w VIP-owskich lożach z kieliszkami szampana w rękach, które przeszkadzały w machaniu szalikiem. Bo mimo że niewątpliwie należą do grup o najwyższych dochodach (szczególnie kiedy rządzili), to instynkt klasowy mają lepszy niż politycy obecnie rządzącej koalicji, z Lewicą włącznie.
A czy prezydentowi Nawrockiemu uda się pozostać bohaterem wszystkich kibiców, niezależnie od poziomu rozgrywek i miejsca na mapie kraju? Jeśli będzie się ich słuchał – ma na to szansę. Można się więc spodziewać, że transparenty z „zakazem skrętu w lewo” czy sprzeciwiające się imigrantom, staną się teraz wykładnią polityczną Pałacu Prezydenckiego. Ale jeśli nowy minister sprawiedliwości kogoś z prawej strony sceny politycznej jednak zamknie, zawsze będzie można poprosić kibiców o stadionowe PDW, czyli „pozdrowienia do więzienia”.