Artur Ilgner: Dlaczego godzimy się na wulgarne obrażanie Szymona Hołowni?

Wulgarna rada, jaką posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska udzieliła marszałkowi Szymonowi Hołowni, była szeroko komentowana. Ale dlaczego w takich przypadkach głosu nie zabiera np. Rada Języka Polskiego? Może czas zacząć karać wysokimi grzywnami za używanie wulgaryzmów w sferze publicznej?

Publikacja: 13.03.2024 11:43

Szymon Hołownia i Anna Maria Żukowska

Szymon Hołownia i Anna Maria Żukowska

Foto: PAP, Radek Pietruszka, Rafał Guz

Według Wikipedii: „Polska polityczka i prawniczka, posłanka na Sejm IX i X kadencji, przewodnicząca Klubu Parlamentarnego Lewicy, współprzewodnicząca warszawskiej Nowej Lewicy, wiceprzewodnicząca mazowieckiej Nowej Lewicy, członkini Krajowej Rady Sądownictwa”. Nie dodano: posługuje się językiem podkuchennych i fornali.

Co Anna Maria Żukowska napisała do Szymona Hołowni

Tutaj mógłbym zakończyć, bo każdy wie, o co chodzi. Rada, jaką udzieliła marszałkowi Szymonowi Hołowni na platformie X posłanka Żukowska („wyp… z tym spokojem”), szeroko była komentowana. Notabene sama posłanka podsumowała swoją wypowiedź tak: „na sali plenarnej bym tego nie powiedziała, bo sala plenarna Sejmu to nie to samo co social media”.

Czytaj więcej

Żukowska: Przeproszę Hołownię, jeśli dotrzyma słowa ws. projektów aborcyjnych

Śpiewał przed laty Seweryn Krajewski „Anna Maria smutną ma twarz…”. Anna Maria Żukowska twarzy smutnej nie ma, wręcz przeciwnie – jest z siebie bardzo zadowolona. W tym tkwi sedno sprawy: nie drażni polityczki, że posługuje się językiem garkuchni, nie pękają jej bębenki w uszach od wulgaryzmów, jakich używa. Dla niej jest OK. Posłanka Żukowska zapewne nie wie, co znaczy noblesse oblige, bo jak widać praktykowała przy obieraniu jarzyn i kartofli, zatem też nie wie, że jako posłankę i polityczkę obowiązują ją inne reguły, nie kalka haseł z ulicznych manifestacji (notabene równie chamskich i prostackich).

Dlaczego tak często dzisiaj wypowiadane publicznie wulgaryzmy przestały nas drażnić?

Aż dziw, że zacna Anna Maria nie wie, że wypowiedź w mediach społecznościowych jest wypowiedzią publiczną. Widać, jej umysłowość nie rozwinęła się na tyle, by pojąć, że wulgaryzmy przez nią wypowiadane wpływają także na negatywny wizerunek jej partii, nie mówiąc już o tym, że dyskwalifikują ją jako polityczkę, gdyż nie panując nad emocjami, kreuje wizerunek osoby, która ponad wywrzaskiwaniem swoich racji nic innego nie potrafi.

Dlaczego wulgaryzmy przestały nas drażnić

I może warto, choćby tylko pobieżnie, zapytać, skąd wziął się taki gwałtowny przyrost schamienia polskiego społeczeństwa. Dlaczego tak często dzisiaj wypowiadane publicznie wulgaryzmy przestały nas drażnić? Skąd wziął się prostacki język ulicy, młodzieży, a nawet uczniów szkół podstawowych. Jaki był powód, że z taką łatwością poddaliśmy się zalewowi chamstwa, któremu nie daliśmy odporu.

Przypomnę: w czasie, gdy Jerzy Urban kiełkował w fekaliach tygodnikiem „Nie”, dając przykład anty-kultury i anty-dziennikarstwa, nie posłaliśmy go na margines dziennikarski, społeczny i towarzyski. Buńczuczne wszędobylskie chamstwo „złapało wiatr w żagle” i rozpleniło się po wszystkich mediach, podczas gdy społeczeństwo (przede wszystkim inteligencja) nie rugowała choćby tylko towarzysko urbanowskich akolitów przaśnego pismaka. Zatykaliśmy uszy na wypowiedzi polityków, aktorów, ludzi tzw. kultury i sztuki. Nie reagowała na to Rada Języka Polskiego, choć w swoim statusie ma taki zapis:

Czytaj więcej

Hołownia przywraca temat aborcji. Co wydarzy się w tej sprawie w Sejmie?

„Rada współpracuje z instytucjami państwowymi (przede wszystkim z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwem Edukacji Narodowej, Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji, Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Państwową Inspekcją Handlową oraz z Sejmem RP), głównie sporządzając ekspertyzy i wydając opinie w sprawach dotyczących używania języka polskiego w działalności publicznej. Zgodnie z Ustawą o języku polskim, co dwa lata Rada przedstawia Sejmowi i Senatowi Rzeczypospolitej Polskiej sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego”.

Jednak członkowie Rady Języka Polskiego przez lata nie dostrzegli tego problemu: topienia naszego pięknego języka w gnojówce wulgaryzmów. Państwo profesorostwo najwyraźniej zapomniało, że za możliwość mówienia po polsku ginęli ludzie, że w zaborze pruskim Kulturkampf bezwzględnie była realizowana, że każdy agresor, zaborca, zaczynał wynarodowienie Polaków od anihilacji polskiego języka.

A może karać wysokimi grzywnami za używanie wulgaryzmów w sferze publicznej?

Czy dzisiaj nikt nie widzi, że pauperyzując i wulgaryzując naszą mowę, przyczyniamy się do upadku polskiej kultury, a zatem i siły polskiej państwowości? Owszem, Rada Języka Polskiego organizowała różne konferencje, nawet parodniowe sympozja w różnych częściach Polski, państwo profesorostwo i doktorostwo wygłaszało referaty na temat deklinacji i koniugacji, zawiłości gramatycznych i stylistycznych, lecz nikomu nie wpadło do głowy, by czynnie stanąć w obronie języka polskiego. Nie słyszałem, aby kiedykolwiek za pośrednictwem jakiejkolwiek partii zaproponowano wniesienie pod obrady Sejmu projektu ustawy o ochronie języka. Choćby i z karaniem wysokimi grzywnami za używanie wulgaryzmów w sferze publicznej. Zatem nic dziwnego, że dzisiaj mamy, co mamy. Wszędobylskie obyczaje podkuchennych i fornali. Wio, Polsko… Wio… Na skraj przepaści.

Autor

Artur Ilgner

Pisarz, poeta, autor kabaretowy, scenarzysta i reżyser telewizyjny

Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: Aborcja od 50 lat dzieli Amerykę na dwa wrogie obozy
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kozubal: Nie każdy nominat Piotra Glińskiego jest zły
Opinie polityczno - społeczne
Michał Kolanko: Koalicja w Sejmie zdała pierwszy tak poważny egzamin
Opinie polityczno - społeczne
Estera Flieger: To nie jest kraj dla lewicy
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Opinie polityczno - społeczne
Jan Romanowski: Młodzi w wyborach samorządowych 2024 wystawili rządowi żółtą kartkę