Nigdy nie byłem entuzjastą aborcji. Zawsze jednak byłem zwolennikiem jej dopuszczenia, gdy kobieta jest na zabieg zdecydowana. Ta decyzja (moim zdaniem) powinna być wystarczającą przesłanką.
Czytaj więcej
51 proc. respondentów uważa, że aborcja do 12. tygodnia ciąży powinna być dozwolona w każdym przypadku. Przeciwnego zdania jest 43,4 proc. ankietow...
Zakaz aborcji nie jest skuteczny
Z dwóch powodów takie stanowisko było (i jest) mi bliskie. Nie podzielam poglądu, że człowiek zaczyna istnieć od momentu spotkania się plemnika z jajeczkiem. Choć nie sposób ściśle obiektywnie ocenić, od jakiego momentu „człowiek” istnieje, to trudno przyjąć, że niedyskusyjne jest postawienie znaku równości między „człowiekiem” a zygotą. Ale też zwolenników takiego stanowiska uważam za zasługujących na szacunek.
Czytaj więcej
Tworząc koalicję demokratyczną po wyborach 15 października i wspólny front przeciw konserwatywnej polityce PiS, umawialiście się nie tylko na odbic...
Bardzo ważny jest też drugi argument. Aborcja może być skutecznie zakazana (lub drastycznie ograniczona) tylko w krajach de facto totalitarnych – szczególnie gdy jest ona powszechnie dopuszczalna w znacznej większości krajów, a kobieta ma paszport w szufladzie. W kraju demokratycznym zakaz może być skuteczny (choć i w tym przypadku jest to bardzo trudne) tylko w stosunku do kobiet niedysponujących znacznymi dochodami. To nie przypadek, że zakaz aborcji był względnie skutecznie i brutalnie egzekwowany w Rumunii rządzonej przez Ceausescu.
Dlaczego w sprawie aborcji referendum jest lepsze niż regulacja ustawowa
W latach 1993–1997 kierowałem Unią Pracy, która była jednoznacznie zaangażowana w akcję na rzecz referendum w sprawie aborcji – bez sukcesu. Do niedawna obowiązywał (na mocy decyzji Trybunału Konstytucyjnego kierowanego przez prof. Andrzeja Zolla) tzw. kompromis aborcyjny popierany przez PO i PSL. Było to uregulowanie restrykcyjnie ograniczające prawo do aborcji. Od dwóch lat obowiązuje jego drastycznie zaostrzona przez obecny TK wersja. To przede wszystkim w następstwie tej zmiany nastąpiła ewolucja zarówno orientacji niektórych partii politycznych, jak i istotna zmiana stosunku obywateli do liberalizacji uregulowań aborcyjnych. Otworzyła się realna możliwość zmiany prawa. Nie ma jednak gwarancji, że zmiana taka nastąpi.
Czytaj więcej
Czy od 1997 roku i wydanego wówczas wyroku przez Trybunał Konstytucyjny w sprawie aborcji zmieniła się nasza wiedza o początkach życia ludzkiego, c...
Prawdopodobieństwo dokonania trwałej zmiany związane jest przede wszystkim z perspektywą referendum. Oczywiście pod warunkiem, że sensownie sformułowane będą pytania i obywatele opowiedzą się za dokonaniem zmian. W przypadku wybrania ścieżki zmian na drodze ustawowej szansa nadal wydaje się niewielka. Nawet jeżeli – co nie jest pewne – Sejm uchwali zmiany, to jest wysoce prawdopodobne, że ustawa nie wejdzie w życie z powodu sprzeciwu prezydenta lub kolejnej decyzji Trybunału Konstytucyjnego.
Oczywiście referendum nie może zastąpić regulacji ustawowej, jednak w przypadku wyrażenia przez obywateli w bezpośrednim głosowaniu przyzwolenia na dokonanie zmian prezydent (ale i TK), kwestionując ustawę, musiałby zakwestionować wolę wyrażoną przez większość wyborców. Formalnie biorąc, jest to możliwe, ale przecież znacznie mniej prawdopodobne.
Dlaczego „lewica” nie chce referendum
Drogę ustawową forsuje lewica. Dlaczego? Oficjalnie dlatego, że prawo do bezwarunkowego dokonania aborcji jest „prawem człowieka”, a nad prawami człowieka się nie głosuje. Podobne stanowisko prezentuje Kościół, który odwołuje się do „prawa naturalnego”. Kto jednak ma prawo decydować o tym, co powinno figurować na liście praw człowieka, kto ma decydować o zawartości prawa naturalnego? Lewica komunistyczna głosiła, że „nie może być wolności dla wrogów wolności” i dawała sobie prawo praktycznej interpretacji tej zasady. Podobnie Kościół.
Czytaj więcej
Wygląda na to, że Donald Tusk nie popełni błędu Jarosława Kaczyńskiego i nie stanie się zakładnikiem najsłabszego partnera koalicyjnego. W jakimś s...
Nie wydaje się, by sprzeciw lewicy wynikał z pryncypialnej interpretacji praw człowieka. Inne wyjaśnienie wydaje mi się bardziej prawdopodobne: wobec zbliżających się wyborów samorządowych, w których lewica występuje jako podmiot samodzielny, chce w sprawie aborcji stać na czele. Kobiety mają wiedzieć, że bardzo wiele zawdzięczają panom Czarzastemu i Biedroniowi. A jeżeli ustawa nie zostanie uchwalona lub nie wejdzie w życie? Cóż, lewica musi być silniejsza.
Myślę, że jeżeli Nowej Lewicy i Trzeciej Drodze rzeczywiście zależy na istotnej liberalizacji prawa do przerywania ciąży, to powinny się porozumieć, że będą współdziałać choćby w ograniczonym zakresie: Trzecia Droga nie powinna przeciwstawiać się zmianie ustawy, a Nowa Lewica przeprowadzeniu referendum.