Krauze źle się czuje w Polsce Tuska, musi się więc spotkać z ripostą. Maziarski nawet wybacza. „Ale mówimy tym samym językiem i musimy się za jego pomocą jakoś dogadać. Nie mam pojęcia, jak to zrobić" – perswaduje.
Też nie mam pojęcia. Ale przy okazji Maziarski wywołuje własne traumatyczne przeżycia z czasów IV RP. Pojawia się dyżurny zestaw koszmarów: „Misja specjalna", konieczność podpisania lustracyjnego oświadczenia. Nie chcę się natrząsać. Tylko zauważę, że jeśli Polskę Kaczyńskiego i Tuska potraktować jako skończone projekty, to ten drugi jest bardziej trwały i bezalternatywny.