Problem udziwnień maskujących umysłową pustkę albo politycznie poprawny konformizm poznałem najlepiej, gdy zetknąłem się z grupą aktorów. Z których jeden, młody i znany, opowiadał mi, jak to odmówił występu w słynnym starożytnym dramacie. Bo w inscenizacji musiał być George Bush i inne ekstrawagancje, acz sama reżyser nie umiała ich objaśnić zespołowi.
Ale i sam Cieślak mnie zaskoczył: "Po 20 latach wolności wiemy już, że patrzenie we własny pępek nic nie daje. Ograniczanie polskich problemów do Katynia, Auschwitz, AK, powstania warszawskiego, UB, SB, PZPR, "Solidarności", Kościoła, z pominięciem spraw gejów albo ofiar antysemityzmu, nie miało sensu. Ta lekcja z trudem, ale była i jest odrabiana" – entuzjazmuje się spektaklami Warlikowskiego i sztukami Słobodzianka, żądając tylko, aby je uzupełniono "losem szarego Polaka".