Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie są główne czynniki determinujące stabiliność polityczną w Iraku?
- Jakie wyzwania stoją przed obecnym premierem Iraku przed zbliżającymi się wyborami?
- Jak wpływy Iranu i USA kształtują politykę iracką?
- Jakie role odgrywają różne grupy etniczne i religijne, w tym Kurdowie, w systemie politycznym Iraku?
Irak to kraj mocno podzielony nie tylko etnicznie oraz religijnie. W dodatku jego część znajduje się pod kontrolą władz kurdyjskich, stanowiąc praktycznie państwo w państwie. Różne grupy interesów utrzymują kilkadziesiąt uzbrojonych milicji. Wiele z nich wspiera Iran. Mimo to Irak przetrwał nienaruszony politycznie i militarnie nie tylko zbrojną konfrontację USA i Izraela z Iranem, ale także upadek Asada w sąsiedniej Syrii, czy turbulencje wywołane wojną w Gazie, upadek proirańskiego Hezbollahu w Libanie, a także napięcia w Jemenie.
W spokoju przebiegają także przygotowania do wyborów parlamentarnych, które odbywają się 11 listopada.
Co Irak zawdzięcza Ameryce
Wszystko to zakrawa na cud w regionie ogarniętym pożarem przez wiele ostatnich miesięcy. Wygląda to także na skuteczność idei Pax Americana, innymi słowy, sukces amerykańskiej koncepcji wprowadzenia demokracji po inwazji na państwo Saddama Husajna przed ponad dwoma dekadami.
– Prawdą jest, że Irak zawdzięcza Amerykanom konstytucję, system wyborczy i pluralizm, ale nie to jest główną przyczyną stabilizacji – mówi „Rzeczpospolitej” Isabelle Werenfels, analityczka berlińskiego think tanku Wissenschaft und Politik.
Dostrzega źródła spokoju w obawie wszystkich sił politycznych i militarnych przed przerodzeniem się każdej konfrontacji w otwartą wojnę domową, niszczącą wszystko, co udało się do tej pory w kraju zbudować. Dlatego też główni aktorzy na scenie politycznej trzymają emocje na wodzy.
Czytaj więcej
W Iraku papież wesprze malejącą społeczność chrześcijan. Wyciągnie rękę do szyitów stanowiących większość.
Nawet szyickie ugrupowania sprzyjające Iranowi zachowały pewien umiar w trakcie 12-dniowej wojny z USA i Izraelem w czerwcu. Wszyscy mają w pamięci sekwencję krwawych wydarzeń po amerykańskiej inwazji w początkach tego wieku. Ale także stosunkowo niedawną katastrofę związaną z walką z samozwańczym tzw. Państwem Islamskim (ISIS), którego bojownicy opanowali na kilka lat znaczną część północnego Iraku, zagrażając nawet Bagdadowi.
Porządek w chaosie. Premier As-Sudani nie ma pewności, że pozostanie u władzy
Isabelle Werenfels wróciła niedawno z Iraku i jest pod wrażeniem pozytywnych zmian, jakie dokonują się zwłaszcza w ostatnim czasie rządów premiera Mohameda Sziji as-Sudaniego. Powstają nowe drogi i autostrady, mosty, widać nowoczesne budownictwo i galerie handlowe.
W takich warunkach nikt nie ma wątpliwości, że szyickie ugrupowanie premiera może liczyć na sukces wyborczy, tym bardziej, że dba szczególnie o pensje niemal 5 mln urzędników rządowych w kraju. Nie oznacza to jednak automatycznie kontynuacji przez niego władzy. Takiego przypadku jeszcze nie było we współczesnym postwojennym Iraku.
A to dlatego, że w morzu wszechogarniającej korupcji i klientyzmu oraz plątaniny interesów, wpływów i sojuszy nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaki będzie wynik powyborczych negocjacji, kompromisów i uzgodnień. W tym wszystkim nie mają znaczenia głosy wyborcze obywateli, są jedynie elementem uruchamiającym cały proces wyłaniania nowych władz. Jeżeli dodamy do tego fakt, że w obecnych wyborach w 46-milionowym kraju uczestniczy 38 partii politycznych i 75 kandydatów niezależnych, to trudno sobie wyobrazić, jak może wyglądać powyborcza układanka.
Obecnie w liczącym 329 miejsc parlamencie koalicja rządowa składa się z dziewięciu ugrupowań, po stronie opozycji jest ich 12 plus 52 deputowanych tzw. niezależnych. Przy tym działa zasada, że premier musi być szyitą, przewodniczący parlamentu sunnitą, a pozbawionym w zasadzie władzy prezydentem musi być Kurd.
Dodatkową komplikacją w obecnych wyborach jest fakt, że nie uczestniczy ugrupowanie szyickiego duchownego Muktady as-Sadra, które wyszło zwycięsko z poprzednich wyborów. Nie udało mu się wtedy utworzyć rządu i w proteście przeciwko systemowi wycofał się wraz z partią z polityki. Jest obecnie poza całym układem. Rodzi to niebezpieczeństwo, iż zdestabilizuje cały system, być może nawet zbrojnie. Próbował już tej metody po ostatnich wyborach.
W takim środowisku politycznym nietrudno o obce wpływy, zwłaszcza szyickiego Iranu, który finansuje i zaopatruje w broń „swoje” ugrupowania w Iraku, także zbrojne. Nie ma jednak kontroli nad całym spektrum szyickich partii politycznych, a tak potężna siła jak ugrupowanie As-Sadra jest skłócone z Teheranem
Czytaj więcej
Zawsze będziemy sprawiać kłopoty, jeżeli nie uzyskamy niepodległości – mówi najsławniejszy kurdyjski bard Sivan Perwer.
Blokowanie wpływów Iranu
Nad wszystkim czuwa ambasada USA w Bagdadzie oraz 2,5-tys. kontyngent sił amerykańskich. W dodatku w stolicy działa misja NATO pełniąca oficjalnie funkcję doradczą rządu w sprawach obronności. Jest to skuteczna zapora przeciwko nadmiernym wpływom irańskiego szyickiego reżimu ajatollahów w dorzeczu Eufratu i Tygrysu.
Amerykanie zdecydowali właśnie o przeniesieniu kontyngentu z baz w centrum Iraku do Kurdystanu. Zdaniem ekspertów amerykańskiego think tanku Atlantic Council, przesunięcie to ma na celu osłabienie argumentów licznych ugrupowań domagających się zakończenia amerykańskiej „okupacji” Iraku.
Kurdystan to wprawdzie część Iraku, ale specyficzna. Formalnie jest to region autonomiczny z własnym rządem, parlamentem i siłami zbrojnymi – słynnymi oddziałami Peszmergów, zasłużonych zwłaszcza w walce z ISIS.
Czytaj więcej
Wilk jest wilkiem i pozostanie wilkiem. Raz jest Al-Kaida, raz Państwo Islamskie, a później pojawi się coś w nowym kostiumie. Przestraszona owca ju...
Rząd regionalny kontroluje złoża ropy eksportowanej, głównie do Turcji. Kilka lat temu władze kurdyjskie przeprowadziły referendum niepodległościowe, uzyskując ponad 92 proc. poparcia. Na niepodległość regionu nie zgodził się oczywiście Bagdad, a także państwa sąsiednie. Zwłaszcza Turcja w obawie o secesję tureckiego Kurdystanu i powstanie niezależnego państwa kurdyjskiego.
Przeciwko był także Waszyngton, największy sojusznik Kurdów. W tej sytuacji rządzące irackim Kurdystanem, konkurujące ze sobą klany Barzanich oraz Talabanich, zawiesiły plany niepodległościowe i od Bagdadu żądają obecnie jedynie udziału w zyskach z eksportu ropy. Co ciekawe, na mocy orzeczenia irackiego Sądu Najwyższego cała administracja Rządu Regionalnego Kurdystanu opłacana jest przez Bagdad, co jest jednym z licznych irackich paradoksów. Wszystko to, jak na razie, nie destabilizuje Republiki Iraku.
– Sytuacja wydaje się być względnie stabilna, ale tylko na najbardziej podstawowym poziomie. Napięć jest wiele. Wpływowy polityczny i militarny aktor, jakim jest Muktada as-Sadr, bojkotuje wybory, czyli neguje system. Kurdowie cały czas trzymają się z boku. Równocześnie trwają próby niwelowania wpływów irańskich. Jednak chyba żaden z aktorów wewnętrznych i zewnętrznych nie będzie ryzykował otwartego konfliktu. Również Teheran – mówi „Rzeczpospolitej” Krzysztof Strachota, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich.