Tymczasem minister edukacji Przemysław Czarnek chce uruchomić zajęcia dla dzieci, bo nasza młodzież zaczyna przodować w Europie w statystykach otyłości. Kiedy miałyby ruszyć zajęcia? Pod koniec lutego, na początku marca. Chwała za inicjatywę, bo przecież inwestując w zdrowie dzieci, inwestujemy w zdrowie całego społeczeństwa. Niestety, nie kwestionując słuszności tej inicjatywy, odnosi się wrażenie ponownej wybiórczości rządzących w niesieniu pomocy. Tak, jak w przypadku istnej „loterii PKD", decydowaniu subiektywnie o zamrażaniu i odmrażaniu branż.

Czym różni się zdrowie dziecka od zdrowia dorosłego? Podpowiem: niczym. Wszyscy jesteśmy obywatelami i wszyscy podlegamy pod ten sam system opieki zdrowotnej, który będzie musiał dźwigać koszty ewentualnego leczenia. Nie tylko dzieci są otyłe, dorośli w Polsce także zaczynają prężnie działać, żeby stać się liderem wagi na starym kontynencie. Czemu więc, mimo głośnego apelowania o otwarcie siłowni i klubów fitness, dla tych blisko 4 milionów ćwiczących, wciąż nikt nic nie robi w tym zakresie?

Kolejnym przykładem rozdwojenia jaźni jest uzasadnianie własnych decyzji różnymi argumentami, nie zawsze trafionymi. W przypadku dzieci i młodzieży wiceminister zdrowia mówi o niechlubnej statystyce na forum sejmowych komisji. Minister Czarnek spotyka się w tej sprawie ze specjalistami. Pytam więc, czemu inni rządzący zamykanie branż uzasadniają amerykańskimi modelami matematycznymi, a nie danymi empirycznymi, wskazującymi marginalne zarażenia wirusem np. w klubach fitness. Są bowiem takie badania z Norwegii i Wielkiej Brytanii. Na to pytanie konsekwentnie unikają odpowiedzi, choć padało nieraz w mediach.

Dodajmy do tego wszystkiego ostatnie decyzje o odmrażaniu gospodarki. W styczniu rząd otwiera galerie handlowe, galerie sztuki i muzea. 5 lutego dorzuca stoki narciarskie, możliwość uprawiania sportu na otwartej przestrzeni, kina, teatry i hotele w reżimie sanitarnym. Czy to nie jest absurd, że w kinie, gdzie seans trwa średnio 2 godziny, siedzi się w miejscu, rządzący nie widzą ryzyka, a w siłowni wciąż tak, mimo że mamy tam cyrkulację powietrza, dezynfekcję każdego przyrządu do ćwiczenia i możliwość zachowania większego dystansu?

Dobrze by było już zakończyć tę dyskusję i przejść do odbudowywania branż, wszystkich które ucierpiały – tylko częściowo przez pandemię, ale w większości przez nieroztropne działania rządzących. Przedsiębiorcy stanęli przed prawdopodobnie najcięższą próbą w prowadzeniu biznesu i uważam, że zdają egzamin – wprowadzają w lokalach usługowych rozwiązania ochronne, dezynfekcje, z miarką przesuwają stoliki, wietrzą na potęgę, a co najważniejsze – starają się utrzymać zatrudnienie, są gotowi do działania pod każdymi regułami byle działać. Tym jednak nie spłacą kredytów, zobowiązań i za chwilę, już z godności obdarci przez komorników, wierzycieli, będą się zamykać.

Podziwiam elastyczność i zdolność do adaptacji do aktualnych warunków wszystkich przedsiębiorców. Oni tworzą miejsca pracy i napędzają gospodarkę. Czas to w końcu zauważyć. Dwie branże – fitness i gastronomiczna zepchnięte zostały na margines mimo, że od wielu tygodni ci pierwsi dźwigają ciężar dostosowywania się do reżimu i nikt ich nie słucha, a ci drudzy jak na tacy podają swoje często życiowe inwestycje poddając się bezsilnie decyzjom, które na zawsze zmienią ich rzeczywistość.

Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej