Sejm nakazał jednostkom publicznym płacić faktury w 30 dni, a szpitalom w 60 dni. Hmmm. Szpitale są zadłużone na ok. 3,5 mld zł. Długi Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wobec wykonawców lądują już  na  giełdzie wierzytelności.  A ja sam też dostałem niedawno info, że „w związku z tymczasowym brakiem środków ....". Czyli w ciemno można założyć, że przepis będzie łamany.

Ustawa dotyczy nie tylko płatności publicznych, także i między przedsiębiorcami (termin 60 dniowy). Tu, aby było jeszcze śmieszniej, Sejm dopisał do ustawy poprawkę, że jeśli ustalony w umowie termin zapłaty jest dłuższy niż 60 dni i nie ma ku temu obiektywnego uzasadnienia, dostawca-wierzyciel może domagać się odsetek za okres przekraczający dwa miesiące. To znaczy najpierw podpisuje umowę, a potem mówi, że chce pieniędzy szybciej i to wraz z odsetkami. Musi tylko udowodnić, że warunki umowy, którą podpisał,  były „rażąco nieuczciwe".  Z kolei rząd proponuje, żeby w ramach zamówień publicznych instytucje państwowe nie płaciły  wykonawcy, jeśli ten nie płaci swoim podwykonawcom. Czy naprawdę jeśli wykonawca nie dostanie pieniędzy od inwestora, to wówczas wzrosną szanse, że ureguluje swoje rachunki?

Problem t.zw. zatorów płatniczych i wykorzystywanie słabszych przez silniejszych codziennie dręczy tysiące firm  i z pewnością ma większy ciężar gatunkowy niż  pani Grodzka,  Nowicka, a nawet pan Gliński. Niestety, jak trafnie zauważył niedawno wiceszef Lewiatana Jeremi Mordasewicz , problem nie w regulacjach, lecz w niskiej kulturze obrotu gospodarczego. W akceptowaniu sytuacji, że ja nie płacę,  bo mnie nie płacą, w braku dyscypliny  - a co tam, najwyżej spóźnię parę dni, czy wręcz w aprobacie dla poprawy rentowności przez  kantowanie  uzależnionego   dostawcy.

Nie tylko w Polsce. W listopadzie brytyjski minister od biznesu i przedsiębiorczości napisał do 350 największych firm brytyjskich, że powinny dobrowolnie podpisać Kodeks Rzetelnej  Płatności (Code of Prompt Payment). Kodeks jest mięciutki, bez żadnych sankcji, nawet nie ma  w nim pożądanych terminów płatności, właściwie istotne jest tylko zobowiązanie, że będą dotrzymywane. Minister Fallon, obiecał też, że ci co nie podpiszą, zostaną imiennie nazwani i zawstydzeni publicznie, bo jest za co. Jedne koncerny  przymuszają do kontraktów z nawet 180-dniowym terminem płatności, a inne po prostu płacą z opóźnieniem (średnio 41 dni po terminach umownych wobec mniejszych dostawców).  „ Idę na wojną w sprawie długich płatności" powiedział minister na początku stycznia dziennikarzom The Daily Telegraph".   I co? I nic.  Minęło kolejne półtora miesiąca. Część  firm, które płacą terminowo, ale w bardzo długich terminach (90-180 dni),  nawet  podpisała Kodeks, bo nic im to nie wadzi, nawet może korzystnie wpłynąć na PR. Inne  mają to w nosie. A minister do dziś nie ogłosił listy.