Reklama
Rozwiń
Reklama

Ministra na stos!

W ciągu minionego miesiąca naszym krajem wstrząsnęły dwie plotki.

Publikacja: 22.08.2013 23:47

Ministra na stos!

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski

W ciągu minionego miesiąca naszym krajem wstrząsnęły dwie plotki.

Pierwsza powstała gdzieś w końcu lipca i dotyczyła rzekomego wybuchu w rosyjskiej elektrowni atomowej (na forach internetowych precyzowano, że chodzi o elektrownię w Obnińsku pod Moskwą, skądinąd od ponad dekady już nieczynną). Krążyła, krążyła kilka dni, ciesząc głównie aptekarzy, którzy sprzedali zwiększoną ilość jodyny i płynu Lugola. Po czym wygasła, kiedy okazało się że ani wskazania instrumentów pomiarowych w Polsce, ani informacje z reszty świata nie potwierdziły, by do czegokolwiek takiego doszło.

Druga plotka pojawiła się we wtorek wieczorem, a dotyczyła rzekomej dymisji ministra Rostowskiego. Jej żywot był znacznie krótszy, bo już po godzinie osoba najbardziej w tej sprawie kompetentna (premier) poinformowała, że to nieprawda.

Obie te sprawy coś łączy: obie trafiły na podatny grunt. W przypadku rzekomej nuklearnej katastrofy decydującymi czynnikami były wspomnienia Czarnobyla oraz powszechne w naszym kraju obawy przed energetyką jądrową.

W przypadku rzekomej dymisji podatny grunt tworzyła osoba Jacka Rostowskiego. Z jednej strony, jako minister finansów wykazał się w minionych latach dużą zręcznością w grze z rynkiem, docenianą jednak chyba bardziej za granicą niż w Polsce. Z drugiej strony, popełnił w tej grze również spore błędy, których konsekwencją stało się tegoroczne, bardzo krępujące dla rządu, zamieszanie z budżetem. Jeśli ktoś miałby za to dać głowę, to oczywiście minister finansów.

Reklama
Reklama

Ale czynnikiem decydującym o wiarygodności plotki było to, że w ciągu minionych kilku lat minister niemal wszystkich do siebie zraził. Ekonomiczni liberałowie nie mogą mu zapomnieć znacznego wzrostu deficytu i długu publicznego w latach 2009–2010 (choć pewnie uratowało to wówczas Polskę przed recesją). Giełdowi inwestorzy nie mogą mu zapomnieć tego, że konsekwentnie próbuje dobrać się do zysków OFE. Samorządy nie mogą mu zapomnieć przeszkód, które im postawił w zakresie zaciągania długów, ograniczając tym samym ich inwestycje. Kierowcy nie mogą mu zapomnieć kwoty 1,5 mld złotych, które chciał zebrać z fotoradarów. Związkowcy nie mogą mu zapomnieć wyhamowania płac w sferze budżetowej. Ogół społeczeństwa nie może mu zapomnieć podwyżki podatku VAT. Dziennikarze nie mogą mu zapomnieć wyniosłego tonu, jakim odpowiadał na jakiekolwiek wątpliwości dotyczące stanu budżetu. Politycy opozycji nie mogą mu zapomnieć pełnych nieekonomicznych emocji połajanek w Sejmie. Politycy koalicji nie mogą mu zapomnieć planów dociśnięcia wydatków, co w ich oczach może przekreślać szanse wyborcze. Słowem, plotka dobrze trafiła w nastroje: na stos z nim!

Ministra mało kto dziś jest gotów bronić. Nic więc dziwnego, że plotka o jego rzekomej dymisji została przyjęta z powszechnym zadowoleniem. Jak to celnie rzekł włoski filozof Giordano Bruno (też spalony na stosie) – se non è vero, è ben trovato.

Witold M. Orłowski główny ekonomista PwC w Polsce

Opinie Ekonomiczne
Anna Cieślak-Wróblewska: Zdrowy rozsądek wygrywa z chaosem
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Końca świata (póki co) nie ma
Opinie Ekonomiczne
Maciej Miłosz: Sukces w NATO ponad podziałami
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Komornik przemówi ludzkim głosem. Ale dlaczego tylko on?
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama