Pytanie o przyszłość zrównoważonego rozwoju wraca dziś częściej niż jeszcze rok czy dwa lata temu. Nie dlatego, że temat zniknął z agendy – przeciwnie. Właśnie dlatego, że znalazł się pod silną presją. Rok 2025 to początek sprawdzianu odporności. W rozmowach prowadzonych w ostatnich miesiącach z osobami odpowiedzialnymi za zrównoważony rozwój w największych firmach – zarówno w Europie, jak i w Polsce – często padało jedno określenie: „downtime”, czyli spowolnienie. Rok spowolnienia, napięć i politycznego przesunięcia uwagi. Presja regulacyjna, kosztowa, technologiczna i geopolityczna zbiegły się w czasie, w którym wiele organizacji zaczęło zadawać sobie pytanie, co jest dziś naprawdę priorytetem.
Ten okres obnażył coś istotnego. Przestało liczyć się to, jak ambitne deklaracje składamy, a zaczęło się liczyć przywództwo rozumiane jako zdolność do podejmowania decyzji w warunkach niepewności. Najłatwiejszą reakcją bywa dziś „poczekajmy, wrócimy do tego później”. Problem w tym, że ryzyka klimatyczne i społeczne nie pauzują tylko dlatego, że uwaga polityczna przesuwa się gdzie indziej. Z perspektywy instytucji finansowych widać to szczególnie wyraźnie. Kwestie środowiskowe i społeczne coraz silniej splatają się z zarządzaniem ryzykiem, odpornością modeli biznesowych i stabilnością finansową. To już nie jest osobny obszar funkcjonujący obok „prawdziwego biznesu”. To element jego rdzenia.
Warto też spojrzeć na ten temat w dłuższej perspektywie. Zrównoważony rozwój działa falami. Co kilka lat zmienia język, narzędzia i punkt ciężkości. Ale nie znika. Wręcz przeciwnie – przechodzi kolejne przeformatowania i wraca w dojrzalszej, bardziej osadzonej w realiach biznesowych formie. Dziś coraz wyraźniej widać, że nie jest to ani luksus, ani dodatek wizerunkowy. To konieczność, która wymaga nie tyle optymizmu, co odporności.
Liczby kontra nagłówki
Wbrew dominującym nagłówkom firmy nie odchodzą od tego podejścia. Nic na to realnie nie wskazuje. Wystarczy spojrzeć na strategie największych organizacji publikowane w ostatnich miesiącach – kwestie ESG są obecne w każdej z nich. Zmienia się nie „czy”, ale „jak”. Coraz częściej próbuje się te cele zdekomponować, zmierzyć i policzyć. Czasem urealnić. Potwierdzają to badania. Według Forbes Research zrównoważony rozwój znajduje się obecnie wśród trzech najważniejszych priorytetów dla 67 proc. firm, a 63 proc. organizacji postrzega te działania jako czynnik napędzający gospodarkę, a nie wyłącznie koszt. Co więcej, przedsiębiorstwa z ponad 15-procentowym wzrostem przychodów są 1,5 razy bardziej skłonne uznać ten obszar za najwyższy priorytet. Podobne wnioski płyną z badania Morgan Stanley obejmującego ponad 300 globalnych firm. Aż 83 proc. z nich mierzy dziś zwrot z inwestycji w działania ESG w taki sam sposób jak w przypadku innych inwestycji, a 88 proc. postrzega je jako źródło tworzenia wartości, a nie jedynie narzędzie ograniczania ryzyka. To wyraźny sygnał zmiany mentalności: od defensywnego centrum kosztów do strategicznej inwestycji o mierzalnych zwrotach. Widać to również w długoterminowych wynikach finansowych. Instytucje działające w ramach międzynarodowych inicjatyw odpowiedzialnej bankowości, takich jak Principles for Responsible Banking UNEP FI, osiągają lepsze rezultaty i korzystniejsze warunki finansowania, co potwierdzają analizy MSCI.
Z tej perspektywy kluczowa staje się współpraca obszarów, które jeszcze niedawno funkcjonowały obok siebie. Połączenie zarządzania ryzykiem z kwestiami środowiskowymi i społecznymi jest dziś standardem. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że kolejny etap dojrzałości rozegra się na styku tych zagadnień z finansami. To tam kończy się narracja, a zaczyna rozmowa o koszcie kapitału, inwestycjach, zwrotach i długoterminowej odporności finansowej.