Wśród najmłodszego elektoratu Sławomir Mentzen bezdyskusyjnie dzierży palmę pierwszeństwa; gdyby krąg głosujących ograniczyć tylko do tej grupy, nie miałby w wyborach poważniejszego konkurenta, a w następnej turze z pewnością wygrałby z drugim w kolejności Adrianem Zandbergiem. Mentzen i Zandberg; co ich łączy, co dzieli? Przede wszystkim obaj świetnie sobie radzą w serwisach społecznościowych, jednak nie to wydaje się rozwiązaniem zagadki ich popularności wśród wyborców. Gdyby o sukcesie rozstrzygała tylko ekspozycja w internecie, Krzysztof Stanowski zjadłby ich na śniadanie, a jednak tak się nie stało. Trzeba więc zwrócić uwagę na ich poglądy gospodarcze, a zwłaszcza niezwykłą biegłość w formułowaniu prostych recept na trudne stany chorobowe.
Czy wizja gospodarcza Sławomira Mentzena jest możliwa?
Mentzen jest tu nieodrodnym dzieckiem kandydującego przez trzy dekady Janusza Korwin-Mikkego. Tu receptą na wszelkie bolączki jest wolny rynek, radykalne obniżenie podatków i państwo minimum. Wystrzelenie w kosmos przeregulowanej Unii Europejskiej, wszelkich zielonych ładów, biurokracji i wszystkiego, co krępuje ludzką inicjatywę. Jak taki projekt nazwać? Najlepiej pasuje do niego libertarianizm; ekstremalna wersja liberalizmu, która od dekad wydaje się wymarzoną obietnicą dla tych, którzy nie mając jeszcze pojęcia o życiu, chcą mieć wszystkie drzwi otwarte.
Czytaj więcej
Choć Rafał Trzaskowski i Karol Nawrocki wchodzą do II tury, antysystemowi kandydaci zdobyli ponad 27 proc. głosów, a młodzi wyborcy odrzucają duopo...
Co ich tak bardzo zmotywowało? Przede wszystkim bunt wobec systemu, którego symbolami są dla nich PiS i PO. Kaczyński i Tusk. Kaczyński to koszmar Polskiego Ładu, Obajtek i ograniczenia czasu pandemii. Tusk to państwo, które mimo szczytnych obietnic nie umie „ich dowieźć”, poradzić sobie z nowym otwarciem, przedstawić sensownej oferty. Co ciekawe, do grona sympatyków modelu państwa według Mentzena garną się też młodzi przedsiębiorcy, których rozczarował bezobjawowy liberalizm rządu Tuska. A Mentzen kusi wizją wolności, niskich podatków, zerowych regulacji i prostą ścieżką do życiowego sukcesu. Polska Tuska czy Kaczyńskiego takich szans nie daje. Dlaczego więc nie oddać głosu na magika z Torunia?
Czy Adrian Zandberg kreśli sensowną wizję gospodarki?
A teraz Adrian Zandberg; paradoksalnie brat bliźniak Mentzena. Choć jego recepta na Polskę jest przeciwna, sama diagnoza całkiem podobna. Koniec z duopolem; współczesne państwo nie radzi sobie z wyzwaniami, nie daje perspektyw młodym. Trzeba więc je przebudować, uspołecznić, wyrównać obciążenia podatkowe, wyrwać z kleszczy oligopolu.
Czytaj więcej
Nie można powiedzieć, że ktoś, kto przechodzi od Adriana Zandberga do Sławomira Mentzena ma jakieś sprecyzowane poglądy na rzeczywistość. Można jed...
To oferta trafiająca do innej grupy młodych; tych, którzy liczą na wsparcie państwa. Znów mamy proste recepty na trudne stany chorobowe. Ale młodzież w nie wierzy, bo tylko one idą w sukurs oczekiwaniu szybkiej zmiany. A to, że ani Mentzen, ani Zandberg nigdy nie rządzili, nigdy nie wzięli odpowiedzialności za państwo, nigdy nie zmierzyli się ze skomplikowaną materią rządzenia? To nie przeszkadza, bo tu i teraz liczy się przede wszystkim magia obietnicy.
Swoją drogą zaczarowani przez Mentzena i Zandberga wyborcy właśnie dlatego są trudnym elektoratem. I ciężko będzie ich pozyskać zarówno Trzaskowskiemu, jak i Nawrockiemu. Na dodatek nie sądzę, by mieli odegrać w kolejnych dekadach polskiej polityki jakąś istotniejszą rolę. Zauroczenie iluzją mija z wiekiem. W każdym pokoleniu.